Anabella – Rozdział VI (cz. 11)

Na chwilę zapadła cisza, która w połączeniu z mrokiem zimowego wieczoru wywarła na Izie wyjątkowo przygnębiające wrażenie. W jej pamięci na nowo rozbrzmiały straszne słowa Moniki. Jak to, nie słyszałaś, że Michał chodzi z Agnieszką? Pocieszała go po tym, jak ty go rzuciłaś, i tak to się potoczyłoI jej własne słowa wypowiedziane do Agnieszki przy ich ostatniej kłótni. Złamałaś mi życie! Zabiję się, zobaczysz… A potem tamte straszne dni, gdy w jej duszy dojrzewała decyzja o skróceniu tego nieznośnego cierpienia… i ów wieczór, kiedy zrobiła tamto… to, przed czym Bóg uratował ją w ostatniej chwili, uświadamiając jej, jak wielki ból sprawiłoby to Amelii…

Lecz co doprowadziło ją do tamtej przerażającej decyzji? Nie miała wątpliwości – to od zdrady Agnieszki wszystko się zaczęło! Odejście Michała, choć rozbiło jej duszę w pył, jeszcze jakoś by zniosła, gdyby nie było dziełem jej własnej przyjaciółki… Jakże wtedy potrzebowała kogoś, komu mogłaby się wygadać! I właśnie od niej, od tej jedynej osoby, której mogła się zwierzyć, otrzymała cios sztyletem w plecy!

– Nie musisz mnie przepraszać – powiedziała chłodno, cofając się o krok, by usunąć się z zasięgu jej dłoni. – Zostawmy to tak, jak jest.

– Iza, posłuchaj – głos Agnieszki zadrżał i załamał się. – To nie jest tak, jak myślisz… Zaćmiło mnie wtedy, dopiero potem zrozumiałam, jaka byłam głupia, że wybrałam jego kosztem ciebie. A teraz nie mogę tego unieść… Sumienie mnie zżera, tak strasznie żałuję, że cię zawiodłam! Powiedz… nigdy mi tego nie wybaczysz? – dodała cichutko, spuszczając głowę.

Wyglądała teraz tak żałośnie, że wrażliwe serce Izy na krótką, ulotną chwilę przeniknął cieplejszy promyk… Żal, jaki czuła do Agnieszki, nie zniknął ani nie zmniejszył się przez ponad dwa lata, które minęły od tamtych przykrych wydarzeń, jednak jego forma nieco złagodniała i przybrała bardziej obojętny wyraz, to zaś pozwalało jej reagować dziś bez skrajnych emocji.

– Wybaczyłam ci już – oznajmiła jej spokojnym, neutralnym tonem.

– Wybaczyłaś? – szepnęła Agnieszka, z trudem łapiąc oddech.

– Tak, wybaczyłam – skinęła głową Iza. – Nie lubię nosić w sercu nienawiści. Ale… nie zapomniałam, Aga. Nie zapomniałam tego wszystkiego i nigdy nie zapomnę. Nie chcę już zresztą nigdy więcej rozmawiać na ten temat. Wybacz… muszę wracać do domu.

– Iza… – głos Agnieszki był ledwie dosłyszalny.

W słabym świetle zabłysły łzy, które wypełniły jej oczy, i jedna z nich spłynęła jej powoli po policzku. Iza poczuła, że ściska jej się serce.

– Przestań, Aga… nie płacz – powiedziała łagodniej. – Zapomnijmy już o tym, naprawdę nie ma sensu więcej do tego wracać. Tego i tak już nigdy się nie naprawi, przecież wiesz, że nasza… przyjaźń… – głos zadrżał jej lekko przy tym trudnym słowie – już nie wróci, to jest nie do odbudowania. Wybaczyłam ci to, ale… nic poza tym. Nie chcę już utrzymywać z tobą kontaktu. Sama wiesz, że to… to już nigdy nie byłoby to samo.

– Wiem – pokiwała głową Agnieszka. – Wiem dobrze… A jednak miałam jeszcze trochę nadziei… Znam cię od dziecka i wiem, jakie masz dobre serce, dlatego myślałam, że może… Ale rozumiem cię – szepnęła. – Rozumiem i przepraszam. Chcę tylko, żebyś wiedziała, że nigdy… do końca życia nie wybaczę sobie, że byłam taka głupia.

Znów zapadła ciężka cisza, w której Iza niemal słyszała szum łez płynących potokiem z oczu dawnej przyjaciółki. Nie czuła jednak ani współczucia, ani złości, ani pogardy dla niej… właściwie nie czuła nic. Gdzieś na dnie jej umysłu kołatała się odległa, niewyraźna myśl, że oto sprawiedliwości stało się zadość i że jeśli Agnieszka cierpi dziś z powodu swej okrutnej zdrady, cierpienie to jest w pełni zasłużone. Myśl ta jednak nie przyniosła jej satysfakcji, a jedynie smutne potwierdzenie, że żadna wina nie pozostaje tak zupełnie bez kary…

– Trzymaj się, Iza – ciągnęła cichym, przerywanym głosem Agnieszka, nieśmiało gładząc ją po ramieniu dłonią w wełnianej rękawiczce. – Niech ci się wiedzie… pod każdym względem… Będę dużo myśleć o tobie i zawsze będę ci życzyć jak najlepiej… Zawsze. Gdybym mogła cofnąć czas…

Głos uwiązł jej w gardle, pokręciła głową i gorączkowym gestem sięgnęła do kieszeni po chusteczkę, w którą otarła zalaną łzami twarz.

– Ty też trzymaj się, Aga – powiedziała łagodnym, spokojnym tonem Iza. – Niech wszystko dobrze ci się układa… Ja też życzę ci jak najlepiej.

Agnieszka pokiwała głową i jeszcze raz przesunąwszy delikatnie dłonią po jej ramieniu, ruszyła w stronę wyjścia z wioski, tą samą drogą prowadzącą w pola i na cmentarz, skąd właśnie wracała Iza. Dziewczyna odwróciła się za nią i popatrzyła na jej skuloną, przygarbioną sylwetkę odcinającą się czernią na jaśniejszym śniegu, po czym z pustką w duszy, ze ściśniętym sercem odeszła w stronę jaśniejących coraz liczniejszymi światłami zabudowań centrum Korytkowa.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz