Anabella – Rozdział VI (cz. 4)

– Izunia, dołóż sobie jeszcze trochę tej rybki – zaproponowała z troską Amelia, podsuwając siostrze kolejny półmisek.

– Dziękuję, Melciu, ale już więcej nie zmieszczę – uśmiechnęła się Iza, odkładając sztućce i sięgając po serwetkę. – Wiem, że dbasz o mnie i chcesz mnie trochę podtuczyć, wszystko jest przepyszne, ale już naprawdę nie upchnę ani okruszka.

– Dobrze, to w takim razie napijemy się herbaty i zabieramy się za prezenty – zarządziła Amelia, sięgając po dzbanek termiczny z zaparzoną herbatą i spoglądając znacząco na męża. – Kochanie, wyjmiesz je dla nas spod choinki?

– Oczywiście, słoneczko – odpowiedział jej z uśmiechem Robert, po czym podniósł się od stołu i schylił się nad choinką. – Już się robi. Najpierw coś dla naszej małej siostrzyczki…

Na kolanach Izy wylądowało pięknie opakowane pudełko, w którym znalazła czapkę i szalik z mięciutkiej włóczki w jej ulubionym pomarańczowo-rudym kolorze.

– Prześliczne! – zawołała, ściskając Amelię, a potem Roberta. – Bardzo wam dziękuję, kochani! Będę je nosić do końca zimy, dobrze będą mi pasować do mojego beżowego płaszcza.

– I do tych twoich ślicznych ocząt – dodała Amelia, otulając siostrę szalikiem i wpatrując się z czułością w jej duże, brązowe oczy, które ożywione ciepłą kolorystyką włóczki rzeczywiście nabrały jeszcze większej wyrazistości i blasku. – Wyglądasz w tym jak Pani Jesień, w takich kolorkach jest ci chyba najbardziej do twarzy. Prawda, Robciu? Zobacz, jak ona ślicznie w tym wygląda… Chciałam kupić ci coś więcej, Izunia, myślałam o nowym płaszczyku, ale bałam się, że nie trafię w twoje gusta, więc…

– Przestań, Melciu – przerwała jej z wyrzutem Iza. – Przecież dopiero się odkuwacie, a mój płaszcz zimowy jest jeszcze całkiem dobry, wiesz, że ja nie niszczę ubrań. Ta czapka i szalik są prześliczne, bardzo wam dziękuję za ten wspaniały prezent. Moje są niestety dużo skromniejsze…

– Najważniejsze, że od serca – zauważył Robert, podając Amelii paczuszkę z jej imieniem i zabierając się za rozpakowywanie swojej.

Roześmiali się oboje, znalazłszy w swoich paczkach takie same skarpetki frotte różniące się tylko kolorem, przy czym na niebieskich skarpetkach Roberta wyszyty był napis Mąż, a na różowych Amelii – Żona.

– Właśnie takie prezenty są najfajniejsze! – śmiała się Amelia, kiedy oboje założyli swoje skarpetki i usiedli jedno obok drugiego na kanapie, wyciągając przed siebie nogi tak, by dobrze było widać oba napisy. – Izunia, ty to masz nosa do takich rzeczy, cudownie to wymyśliłaś! Nie dość, że śliczne, to jeszcze cieplutkie. Będziemy zakładać je sobie regularnie w zimowe wieczory, nie, Robi?

Zakończywszy sprzątanie ze stołu i zmywanie naczyń po wieczerzy, zgasili światło i wszyscy troje usiedli w milczeniu przed choinką jedynie w blasku kolorowych lampek, które migotały im ciepło po twarzach. Robert i Amelia siedzieli na kanapie, wtuleni w siebie jak para zakochanych małolatów, zaś Iza zagłębiła się z przyjemnością w miękki fotel, w którym zazwyczaj siadywała za życia ich matka. Myślała o tym, jak przyjemna i spokojna atmosfera panowała w ich domu, jak wspaniale odpoczywała psychicznie przy siostrze i szwagrze i w ogóle jak dobrze było jej w tej niewielkiej, zaledwie trzyosobowej rodzinie…

„A za jakiś czas rodzinka może się powiększy?” – myślała, zerkając dyskretnie na przytuloną w półmroku parę. – „Zostanę ciocią i będę niańczyć ich przyszłe maluchy, kochać je jak swoje własne… Może tak właśnie ma być? Może to jest moja droga?”

Wpatrzona ukradkiem w kolorowe światełka drgające na twarzy siostry, przypomniała sobie swą dawną, na co dzień już zatartą w pamięci, nieudaną próbę samobójczą. Przed oczy wróciła jej zwłaszcza ta straszna chwila, gdy czuła, jak trująca substancja zaczyna działać w jej organizmie, i dławiący, przenikający ją na wskroś strach i żal z powodu Amelii, którą w tak okrutny sposób zamierzała zostawić samą na świecie.

„To dla niej chciałam wtedy żyć” – myślała z czułością. – „Nie dla siebie, nie dla Misia, tylko dla niej… dla Meli. Wyrwałam się ze szpon śmierci tylko z myślą o niej… I tak będzie dalej! Nawet jeśli już nigdy nie będzie mi dane być szczęśliwą… bo bez niego nie ma dla mnie szczęścia na tym świecie, tak jak dla pana Szczepcia bez Hani… to będę żyła dla Melci, dla Robcia i dla ich przyszłych pociech. To jest moja prawdziwa, jedyna rodzina, tu przecież zawsze znajdę swoje miejsce. Jako kochająca siostra, dobra ciocia i wsparcie w trudnych chwilach. Może taki jest cel mojego życia? W sumie nie taki zły. Nie będę całkiem bezproduktywna, do czegoś im się przydam…”

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział VI (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz