Anabella – Rozdział VI (cz. 7)

– Mela, ja cię nie poznaję! – pokręciła z dezaprobatą głową Iza. – Ledwo sklep postawiliście na nogi, a ty już byś restaurację otwierała… Nie wierzę, że w te trzy miesiące, kiedy mnie tu nie było, odkuliście się na tyle, żeby myśleć o nowych biznesach…

– Więc uwierz w to, Iza, bo naprawdę jest coraz lepiej – zapewnił ją Robert, obejmując ramieniem żonę, nieco przygaszoną sceptycznymi słowami siostry. – Od października regularnie zwiększa nam się obrót, więc i dochody idą w górę. Fakt, że może to jest tylko czasowa zwyżka związana z budową u Krzemińskich, bo robotnicy do naszego sklepu mają najbliżej i właściwie wszystko kupują u nas… ale nawet gdyby, to trzeba korzystać z tej koniunktury. Nie mówimy tu o jakimś szaleństwie, a o inwestycji na dłuższy dystans czasowy.

– Ale… dwadzieścia tysięcy? – odparła nieprzekonana Iza. – Przecież to dla was kosmiczna suma! Skąd weźmiecie takie pieniądze?

– Izunia, nie zapominaj, że istnieje coś takiego jak kredyt – zauważyła Amelia. – To oczywiste, że nie mamy teraz takich środków, ale pięć-sześć tysięcy jakoś byśmy znaleźli, a kredyt na piętnaście to nie jest koniec świata ani żaden straszny sznur na szyję. Wiadomo, trzeba by zapłacić jeszcze za to przekształcenie, ale potem taka ziemia mocno zyskałaby na cenie, zwłaszcza w pobliżu tego hotelu. Znasz przecież Krzemińskich, oni jak już za coś się wezmą, to nie żartują. Władowali już mnóstwo kasy w tę budowę, więc na pewno nie zostawią jej w połowie i ten hotel naprawdę tu powstanie. Ziemię i tak ktoś kupi, a potem pewnie im odsprzeda, więc dlaczego nie mielibyśmy to być my? Andrzejczakowa nie chce bawić się w przekształcanie działki, chce się jej pozbyć do połowy roku i życzliwie proponuje sprzedać ją nam. W pierwszym momencie rozumowaliśmy dokładnie tak jak ty, ale po namyśle uznaliśmy, że to wcale nie jest ani głupie, ani nierealne.

– No dobrze – zgodziła się zachowawczo Iza. – Ja w sumie się na tym nie znam. Zaskoczyliście mnie mocno, ale może i macie rację… Muszę to przemyśleć i poukładać sobie w głowie. Oczywiście nie musicie pytać mnie o zdanie – zastrzegła. – I tak wiszę wam kulą u nogi przez te moje studia, szkoda jeszcze, żebym podcinała wam skrzydła w nowych, rozwojowych inwestycjach…

– No co ty opowiadasz, Iza? – obruszyła się Amelia. – Jaką znowu kulą u nogi? Ja nawet się nie spodziewałam, że będziesz potrafiła aż tak oszczędnie gospodarować pieniędzmi i tak świetnie radzić sobie w tym Lublinie sama! Przecież ty z półtora miesiąca jechałaś na tamtym pierwszym tysiaku, a potem chyba tylko raz dosłałam ci pieniądze… My tego w ogóle nie odczuliśmy, ja wręcz czekałam, kiedy zadzwonisz, że ci brakuje, a ty nic… i jeszcze prezenty nam przywiozłaś!

– Od Nowego Roku postaram się zluzować was całkowicie – obiecała uroczyście Iza.

– Przestań, siostra – pokręcił głową Robert. – Mówię ci przecież, że jest coraz lepiej, myślisz, że jechalibyśmy teraz na ten urlop, gdyby nie było na to kasy?

– Ty masz przede wszystkim studia, Iza – przypomniała jej łagodnie Amelia. – O tym myśl w pierwszej kolejności, skup się na nauce, a pieniążkami się nie przejmuj.

– Nie, Melciu – zaprotestowała Iza. – Na studiach idzie mi świetnie, okazały się łatwiejsze, niż myślałam, a moim najważniejszym celem jest teraz samowystarczalność finansowa. Jak tylko wrócę do Lublina, ruszam na poszukiwanie porządnej pracy. Zacznę naprawdę od tej restauracji, bo tam bym miała blisko i wygodnie… a jak nie wyjdzie, to popróbuję gdzie indziej. W każdym razie nie chcę dłużej was obciążać, to już postanowione. I nie odwódźcie mnie od tego – dodała z uśmiechem – a ja w zamian nie będę was odwodzić od tej inwestycji w łąkę Andrzejczakowej. Zresztą to rzeczywiście może nie być głupia sprawa…

– Na razie zostawmy to, Izunia – zadecydowała stanowczo Amelia. – Przekalkulujemy sobie jeszcze wszystko z Robciem, mamy czas do końca lutego, więc zdążymy to przemyśleć na spokojnie. Lepiej opowiedz nam, jak ci się żyje w tym Lublinie – zmieniła temat, posyłając siostrze porozumiewawczy uśmiech. – Opowiadaj nam wszystko w szczegółach, jak tam na uczelni, na stancji… i co to za starszy pan, którym się opiekujesz? Mamy teraz mnóstwo czasu dla siebie, musimy wreszcie porządnie się nagadać!

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6)

Dalsze części:

Rozdział VI (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz