Anabella – Rozdział VII (cz. 1)

Mroźne styczniowe popołudnie miało się już ku końcowi, kiedy pociąg powoli wtoczył się na stację kolejową Lublin. Wysiadłszy na peronie, Iza ruszyła na przystanek autobusowy, by dojechać czymkolwiek do centrum. Przemyślenia, jakie tradycyjnie odbyła w pociągu, pozwoliły jej ułożyć sobie w głowie plan działania na najbliższy czas oraz podjąć kilka postanowień noworocznych.

Najważniejszym z nich było zrobienie wszystkiego co w jej mocy, by pomóc Amelii i Robertowi w realizacji ich planów, na początek poprzez finansowe uniezależnienie się od nich, a następnie, być może, poprzez realną pomoc i dołożenie choć kilku zaoszczędzonych tysięcy do ich korytkowskiej inwestycji. Oczywiście, aby móc to zrobić, musiała jak najszybciej znaleźć pracę, która umożliwiłaby jej zarówno dalsze studiowanie w trybie dziennym, jak i zarobienie choć kilkuset złotych miesięcznie na pokrycie własnych bieżących potrzeb.

Układ, jaki zaproponowali jej pan Stanisław i Kacper, polegający na tym, że oni kupowali produkty żywnościowe, a ona przygotowywała z nich posiłki dla całej trójki, bardzo ją urządzał, pozwalał jej bowiem zredukować koszty wyżywienia prawie do zera i zastąpić je wkładem własnej pracy, tym bardziej że sama jadła niewiele i nie miała przez to poczucia żerowania na swoich współlokatorach. Nie mówiąc już o tym, jaką radość i satysfakcję sprawiały jej pochwały Kacpra, których szczerości dowodził widok kolejnych porcji posiłków znikających w czeluściach jego gardła, rzadko bowiem kończyło się na jednej dokładce…

Co prawda część zaoszczędzonych w ten sposób pieniędzy Iza dokładała do zakupów, jakie regularnie robiła dla pana Szczepana, ten jednak za każdym razem skrupulatnie się z nią rozliczał, oddając jej ze swojej emerytury każdą wydaną złotówkę, w związku z czym, zważywszy, że kupowała dla siebie jedynie odrobinę podstawowych kosmetyków, a ubrań nie wymieniała wcale, nawet drobne źródło zarobku mogło pozwolić jej na powolne, ale skuteczne zbieranie oszczędności.

Decyzja o jak najszybszym znalezieniu pracy została podjęta jeszcze przed świętami, jednak teraz dojrzała i skrystalizowała się w postaci konkretnego planu, na który Iza dała sobie czas zaledwie do połowy stycznia. Od lat przyzwyczajona do ciągłej aktywności, ciężkiej pracy i życia na wysokich obrotach, od czasu utraty zatrudnienia u Marciniakowej czuła się bezużyteczna, dlatego dziś, wracając pociągiem do Lublina, zdecydowała stanowczo, że musi pilnie, w ciągu najdalej dwóch tygodni, zmienić ten stan rzeczy. Jedynym konkretnym pomysłem, jaki miała na początek, było udanie się do Anabelli na Zamkowej – tam chciała zacząć rozpytywanie o pracę, mając nadzieję, że może nadal, nawet po Sylwestrze, potrzebują nowych pracowników.

„Jeśli nie, poszukam czegoś innego” – myślała, jadąc autobusem przez ośnieżone ulice, na których zapalały się już powoli sodowe latarnie. – „Ale przecież od czegoś trzeba zacząć! Wolałabym wprawdzie sklep albo ogólnie jakąś księgowość… jednak w takim nocnym klubie byłaby większa szansa na wieczorny grafik, bo przecież rano muszę chodzić na zajęcia. Zapytam, co mi szkodzi? Zwłaszcza że to niedaleko od mojej stancji, tylko trochę dalej niż komis  Marciniakowej…”

Wzdrygnęła się na wspomnienie swojej nieuczciwej pracodawczyni, lecz zaraz potem uśmiechnęła się na myśl o Kacprze, który w tak bezpretensjonalny sposób załatwił za nią tę sprawę i za którym przez dwa tygodnie ferii już nawet trochę się stęskniła.

„Przecież w tym Lublinie wcale nie jest mi źle” – uznała, obserwując przez okno znajome ulice studenckiego miasta. – „Poznałam tu już kilkoro bardzo fajnych ludzi, a dopiero mija pierwszy semestr studiów. Przynajmniej coś się dzieje, zwariowałabym chyba, gdybym miała kolejny rok przesiedzieć w Korytkowie… I Misio jest tutaj… może znowu go zobaczę? Rok przecież dopiero się zaczyna, a Melcia zapewniała mnie, że będzie najszczęśliwszy!”

Przypomniała sobie uścisk ramiona Amelii tuż przed jej wyjazdem z domu… i jej szept skierowany prosto do jej ucha. Zobaczysz, kochanie, ten rok będzie wspaniały! Najszczęśliwszy… I jej odpowiedź. Jeśli dla was, Melciu, będzie najszczęśliwszy, to i dla mnie. Wasze szczęście jest moim szczęściem

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział VII (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz