Anabella – Rozdział VII (cz. 4)

Noworoczny powrót do życia akademickiego ściśle wiązał się z gorączką zaliczeń, nawałem kolokwiów i sprawdzianów, a także wizją czekającego studentów pierwszego roku egzaminu z logiki, który miał się odbyć za niespełna miesiąc. Ten ostatni był istną zmorą Izy. O ile nie obawiała się zaliczeń z przedmiotów kierunkowych, gdyż jej samodzielnie wypracowane kompetencje z języka francuskiego w znaczący sposób przekraczały stawiane wymagania, o tyle logika okazała się jej piętą Achillesa i myśl o czekającym ją egzaminie spędzała jej już teraz sen z powiek.

– Nie wiem, jak ja to zdam – powiedziała do Marty po wyjściu z sali, w której jej grupa właśnie zakończyła jedne z ostatnich ćwiczeń z tego przedmiotu. – To mi w ogóle nie chce wchodzić do głowy!

– Zdasz, co masz nie zdać – machnęła ręką Marta. – Wszyscy mamy ten sam problem, a nawet jak uwali cię w pierwszym terminie, to przecież jest jeszcze poprawka… Słuchaj, Izka, lecimy po kawę? Ja wczoraj długo nie mogłam zasnąć i dzisiaj od rana jakoś ciężko mi się dobudzić…

– Jasne, lecimy! Ja też chętnie się napiję! – podchwyciła z entuzjazmem Iza i obie zbiegły po schodach na parter, gdzie stał ich ulubiony automat z kawą.

Nie było tam akurat dużego tłumu, więc szybko udało im się kupić kawę, z którą usiadły na szerokim parapecie dolnego holu. Przez chwilę siorbały napój w milczeniu, przy czym Iza zauważyła, że Marta zerka na nią co jakiś czas ukradkiem, jakby z wahaniem, otwiera już usta, żeby coś powiedzieć, po czym zamyka je z powrotem i znów pociąga łyka kawy. Uznawszy, że koleżanka chce jej coś przekazać, ale nie wie, od czego zacząć, postanowiła stworzyć jej do tego dogodną okazję.

– No to teraz powiedz mi, jak było na feriach? – zagadnęła neutralnie. – Działo się coś ciekawego? Ja dopiero co wróciłam do Lublina.

– No właśnie! – podchwyciła z wyraźną ulgą Marta. – Miałam z tobą o tym pogadać, ale nie wiedziałam, jak zahaczyć, bo właśnie cały problem w tym, że nie było cię w Lublinie, kiedy działy się najciekawsze rzeczy! A mówiłam ci, żebyś została, albo chociaż przyjechała na Sylwestra! – dodała z nutą wyrzutu.

– E tam – uśmiechnęła się Iza. – Dla mnie nie ma nic ważniejszego niż czas spędzony z rodziną. To był nasz pierwszy wspólny Sylwester… mój, siostry i szwagra jako oficjalnej rodziny… pierwszy od kilku lat w miarę spokojny i taki naprawdę radosny, podobnie jak Wigilia – dodała z rozrzewnieniem, po czym jakby ocknęła się i spojrzała z uwagą na Martę. – No, ale nie czaj się już, mów, co tam było ciekawego u Zbyszka. Poznałaś jakiegoś księcia z bajki? – mrugnęła do niej wesoło.

– A jak powiem, że tak, to bardzo się zdziwisz? – zaśmiała się z przekorą Marta, upiwszy łyka kawy.

– Ani trochę – zapewniła ją Iza. – Od razu o tym pomyślałam, wyczuwam to po twojej minie i twoim tajemniczym tonie! No, gadaj szybko, co to za adonis? Ktoś z naszej uczelni czy z innych kumpli Zbyszka?

– Od nas – odparła Marta, zniżając głos. – Zbyszek ma pełno kumpli na innych wydziałach, no i akurat przedstawił nam kilku z WNS. Mówił, na jakim kierunku studiują, ale to było na samym początku i zapomniałam… no, nieważne, dopytam później. W każdym razie był tam taki jeden – jej oczy rozbłysły nagle, a twarz przybrała wyraz rozmarzenia. – Ma na imię Radek, jest z trzeciego roku czegoś tam… w każdym razie właśnie z WNS-u. Od razu się dogadaliśmy, a potem bawiliśmy się razem całą noc… Kurczę, Iza, pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się coś takiego…

Coup de foudre*? – mrugnęła do niej Iza.

– A żebyś wiedziała! – westchnęła Marta. – Wiem, że śmiejesz się ze mnie, to pewnie strasznie głupio brzmi, ale… ty możesz sobie żartować, a mnie to naprawdę ruszyło.

– Wcale nie żartuję – zapewniła ją Iza, pociągając łyka kawy ze swojego kubeczka. – Takie rzeczy zdarzają się nie tylko w bajkach, tego nie musisz mi tłumaczyć, bo ja to doskonale wiem i rozumiem! No, kochana… – dodała z uśmiechem. – Bardzo się cieszę, że poznałaś fajnego chłopaka, który nie dość, że ci się podoba, to jeszcze, jak rozumiem, odwzajemnia twoje zainteresowanie. Mam nadzieję, że z tego będzie coś więcej… Masz z nim teraz jakiś kontakt?

– Tak, wymieniliśmy się numerami telefonu – pokiwała głową Marta.

– Super! I jak, odzywał się od tamtej pory?

– Trochę – uśmiechnęła się ze zmieszaniem Marta. – Przysłał kilka smsów, a w tym tygodniu ma zadzwonić, może spotkamy się gdzieś na mieście. Właściwie to… a niech to, Izka! – ocknęła się nagle, spoglądając z niepokojem na zegarek. – Zagadałyśmy się, przecież już są zajęcia! Od dwóch minut mamy pisemny, a wiesz, jak ona nie lubi, kiedy ktoś się spóźnia! Lećmy szybko, o Radku dokończę ci innym razem…

Dopiły szybko swoją kawę, cisnęły puste kubeczki do kosza na śmieci i biegiem ruszyły po schodach na pierwsze piętro.


* Coup de foudre (fr. dosł. ‘uderzenie pioruna’) – miłość od pierwszego wejrzenia.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział VII (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz