Anabella – Rozdział VII (cz. 5)

W bramie kamienicy przy Zamkowej sześć panował dziś o wiele większy ruch niż w dniu, kiedy odnosiła do szewca buty pana Szczepana. Mieszcząca się w podziemiu klubo-restauracja Anabella była już otwarta, jednak Iza od razu zauważyła, że ogłoszenie w sprawie pracy, które widziała poprzednim razem, zniknęło ze ściany przy prowadzących w dół kamiennych schodkach.

„To przecież oczywiste” – pomyślała, zwalniając w zawahaniu kroku. – „Potrzebowali więcej ludzi tylko do obsługi Sylwestra, teraz to już pewnie dawno nieaktualne… Ale w sumie co mi szkodzi zajrzeć tam i zapytać?”

Uznawszy, że zasięgnięcie informacji w istocie nic nie kosztuje, zeszła po schodkach prowadzących do przestronnego lokalu, który – sądząc po rozmiarach samej głównej sali – zdawał się zajmować nie tylko całą przestrzeń pod kamienicą przy Zamkowej sześć, ale i część podziemia sąsiedniego budynku. Na wypełnionej elegancko nakrytymi stolikami sali znajdowało się obecnie niewielu gości, którzy w większości konsumowali posiłek, jako że właśnie trwała pora obiadowa, zaś przy barze czuwała samotnie jedna młoda kelnerka, która na widok idącej w jej stronę Izy podniosła czujnie głowę znad układanych na blacie czystych szklanek.

– Proszę od razu do stolika – powiedziała grzecznie, wychodząc zza baru i sięgając po kartę z menu. – Ja do pani podejdę.

– Dziękuję – pokręciła głową Iza, zatrzymując ją ruchem ręki. – Ale ja nie na obiad… chciałam tylko o coś zapytać.

Kelnerka spojrzała na nią wyczekująco.

– Przed świętami widziałam ogłoszenie o pracy w tym lokalu – wyjaśniła Iza. – Teraz widzę, że już jest zdjęte, ale przyszłam mimo wszystko zapytać, czy kogoś wam nie potrzeba. Szukam dorywczej pracy chociaż na kilka tygodni, dopóki…

– Przepraszam – przerwała jej nieco zakłopotana dziewczyna. – Ja akurat nie zajmuję się takimi rzeczami, ale zawołam moją przełożoną, dobrze?… To ona o wszystkim tu decyduje pod nieobecność szefa.

– Aha, czyli waszego głównego szefa dzisiaj nie ma? – podchwyciła z lekkim rozczarowaniem Iza.

– Teraz nie, będzie dopiero wieczorem – wyjaśniła jej kelnerka. – Po osiemnastej. Właściwie to sprawy zatrudnienia załatwia się wyłącznie z nim, ale informacji może udzielić moja przełożona, Basia. To co, zawołać ją?

– Proszę zawołać, jeśli to nie kłopot – skinęła głową Iza. – Chciałabym tylko dowiedzieć się, czy w ogóle mam czego tutaj szukać…

– Dobrze, już lecę – uśmiechnęła się dziewczyna i w mgnieniu oka zniknęła na zapleczu.

Iza skorzystała z tej okazji, by zdjąć z siebie płaszcz zimowy, gdyż w lokalu było bardzo ciepło. Po niespełna minucie kelnerka wróciła w towarzystwie ciemnowłosej kobiety o przemiłym wyglądzie, która w ocenie Izy mogła mieć około trzydziestu lat.

– Dzień dobry, słyszę, że pani w sprawie pracy? – powiedziała, podchodząc do niej i podając jej uprzejmym gestem rękę.

– Tak – Iza kiwnęła głową twierdząco. – Przed świętami widziałam ogłoszenie i pomyślałam, że przyjdę zapytać, czy kogoś państwo nie potrzebują. Na kelnerkę, na kasę, nawet do kuchni… właściwie na jakiekolwiek stanowisko…

– Chwileczkę – przerwała jej kobieta. – Olu, zrób kurs po sali, sprawdź, czy komuś czegoś nie trzeba, i zbierz przy okazji puste naczynia – zwróciła się do młodej kelnerki, która posłusznie sięgnęła po leżącą na blacie baru tacę i ruszyła z nią w głąb sali. – Przepraszam – dodała, znów odwracając się do Izy. – Na jakiekolwiek stanowisko?

– Tak, wszystko mi jedno – potwierdziła Iza. – Mam doświadczenie głównie jako sprzedawczyni, ale dostosuję się do każdych wymagań. Chodzi mi o dorywczą pracę, bo studiuję, więc pełny etat i tak mnie nie interesuje… W każdym razie poza godzinami zajęć na uczelni jestem w pełni dyspozycyjna, a wieczorami to właściwie codziennie, również w weekendy.

– Cóż… powiem pani tak – odparła oględnie kobieta, wchodząc za bar i wyciągając z szuflady gruby terminarz oraz plik papierów luzem. – Obecnie mamy pełny zespół i nie potrzebujemy dodatkowych osób, chociaż nie przeczę, że czasami mamy więcej zamówień, catering albo zamawiane przyjęcie, a wtedy potrzeba nam więcej rąk do pracy. Szef kazał zbierać wszystkie aplikacje, więc jeśli pani jest zainteresowana pracą na godziny, może pani zostawić swoje dane… o, trzeba je wpisać na tym formularzu – wyciągnęła z pliku dokumentów jeden i podała Izie. – Mam już dwa takie podania w szufladzie, pani by była trzecia. W przyszłym tygodniu mamy dosyć gęsto z zamówieniami – zerknęła do terminarza – więc jeśli szef zadecyduje, że trzeba nam dorywczo więcej ludzi, to oddzwonimy do pani po weekendzie. Może tak być?

– Oczywiście – odparła Iza, biorąc z jej rąk dokument, który był kserokopią prostego formularza dotyczącego danych osobowych. – Czy mam wypełnić to od razu i zostawić u pani?

– Tak, bardzo proszę – skinęła głową kobieta, sięgając do szuflady po długopis i podając go Izie. – Niech pani wypełni… tam na dole trzeba wpisać informacje o doświadczeniu i preferowanym stanowisku. Jeśli pani nie zależy na konkretnym, to niech pani też to jakoś zaznaczy… Szef i tak z każdym kandydatem rozmawia osobiście, ale najpierw przegląda te podania i lubi, jak wszystko jest powypełniane, a nie zostawione puste miejsca.

– Rozumiem – odparła grzecznie Iza, siadając na jednym z wysokich krzeseł przy barze i pochylając się nad formularzem. – Wypełnię wszystko najlepiej, jak umiem.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4)

Dalsze części:

Rozdział VII (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz