Anabella – Rozdział VII (cz. 6)

– I przede wszystkim proszę wyraźnie wpisać numer telefonu – zaznaczyła kobieta. – Już kilka razy było tak, że…

– Basiu, daj mi klucze od magazynku – przerwał jej głos młodego mężczyzny, który szybkim krokiem podszedł do baru. – Chyba zostawiłem tam przedłużacz, a muszę zabierać się już za nagłośnienie…

– Po co ci przedłużacz? – zdziwiła się kobieta, wyciągając posłusznie z kieszeni pęk kluczy i kładąc przed nim na blacie. – Przecież wczoraj nie brałeś, a wszystko działało jak należy.

– Jedno gniazdko przed chwilą mi siadło – wyjaśnił, zgarniając szybkim gestem klucze i ruszając w stronę drzwi zaplecza. – Dzięki! Aha… wiesz co? – dodał, zatrzymując się jeszcze i odwracając. – Trzeba by od razu zadzwonić do Marcina, żeby zerknął na tę elektrykę. To już druga wpadka w tym miesiącu, niech sprawdzi, co jest grane, bo jak coś rąbnie w rozdzielni, to będzie kicha z nagłośnieniem, a może i z oświetleniem… Wolałbym do tego nie dopuścić, szef nas ze skóry obedrze, jak coś zaniedbamy. Nie chcę na tydzień wylądować karnie na dostawczaku jak Chudy…

Schylona nad swoim formularzem Iza podniosła głowę, gdyż zdało jej się, że już gdzieś słyszała wspomnianą ksywkę, i dopiero teraz zerknęła na mówiącego – był to dwudziestokilkuletni, krótko ostrzyżony chłopak ubrany w przetarte dżinsy i biały t-shirt.

– No to dzwoń, na co czekasz? – wzruszyła ramionami kobieta. – Zawsze ja mam za was wykonywać wszystkie telefony?

– Przecież wiesz, że tobie Marcin nigdy nie odmówi – odwzajemnił jej znaczący uśmiech. – A jak ja zadzwonię, to spławi mnie na za tydzień i w końcu będzie wtopa. No, Basia, nie bądź taka… zadzwoń.

– Okej – machnęła ręką Basia. – Zadzwonię. Kiedy ma przyjść?

– Jak najszybciej – odparł chłopak, podrzucając w dłoni klucze. – Najlepiej zaraz, to przed wieczorem jeszcze zdąży zerknąć na to moje gniazdko…

– Cześć, Antek! – do baru od strony sali podeszła mocno wydekoltowana brunetka z mocnym makijażem i oparła się nonszalancko o blat. – Jest już może Majk?

– Nie ma – odparł urzędowym tonem chłopak, zerkając porozumiewawczo na Basię. – Będzie po osiemnastej. Coś przekazać?

– Tylko to – dziewczyna podała mu trzymany w dłoni skrawek papieru złożony na cztery. – Powiedzcie mu, że od Werci.

– Jasne – mruknął Antek, biorąc od niej przesyłkę.

– Dzięki! – rzuciła dziewczyna.

Puściła do Antka zaczepne oko, po czym oderwała się od blatu i odeszła w stronę wyjścia z sali, kołysząc biodrami odzianymi w skórzaną, obcisłą spódnicę.

– I ja mam to wszystko pamiętać, nie? – pokiwał głową chłopak, rozkładając ręce. – Daj mi jakiś długopis, Basia, muszę to podpisać…

– Pani ma długopis – odparła spokojnie Basia, ruchem głowy wskazując na zajętą pisaniem Izę. – Poczekaj, zaraz skończy…

Iza natychmiast podniosła głowę znad kartki i spojrzała na nich z niepokojem.

– Proszę – powiedziała, wyciągając rękę z długopisem do chłopaka i sięgając drugą po swój plecak. – Zaraz wyjmę sobie swój…

– Spokojnie, tylko na momencik – zatrzymał ją. – Dosłownie na pięć sekund.

Wziął długopis z jej ręki i pochylił się nad trzymaną w ręce karteczką.

– Od Werci… – mruknął, podpisując ją szybko na wierzchu, po czym schował sobie bilecik do tylnej kieszeni spodni i oddał długopis Izie. – No już, dzięki.

Iza skinęła głową i znów zajęła się pisaniem.

– Dasz mu to sam, czy mam mu położyć na biurku? – zapytała z uśmiechem Basia.

– Dam mu – machnął ręką. – Nie pierwszy raz robię za posłańca Amora… No dobra, Basia, na razie – dodał, kierując się szybkim krokiem w stronę zaplecza. – Lecę szukać przedłużacza i biorę się za robotę. Pamiętaj tylko o tym Marcinie!

– Pamiętam – westchnęła Basia, chowając terminarz do szuflady i zerkając na Izę, która właśnie wyprostowała się i wyciągnęła do niej rękę z wypełnionym formularzem. – Już pani skończyła? W porządku. Biorę to i przekażę szefowi, ale uprzedzam, że będziemy dzwonić tylko wtedy, kiedy będzie dla pani zajęcie – zastrzegła. – Przy negatywnej decyzji nie oddzwaniamy wcale.

– Oczywiście, rozumiem – skinęła głową Iza, zarzucając na siebie płaszcz i podnosząc z krzesła swój plecak. – Bardzo pani dziękuję. Do widzenia.

– Do widzenia – odparła życzliwie kobieta, po czym sięgnęła po pozostawiony na blacie formularz i skierowała się na zaplecze.

„Fajni ludzie” – pomyślała Iza, kierując się do wyjścia i odwzajemniając ukłon kelnerce Oli, która niosła właśnie tacę zastawioną brudnymi naczyniami i pozdrowiła ją na pożegnanie. – „Zupełnie inna atmosfera niż u Marciniakowej. Może dałoby się tu nawet trochę popracować, w końcu co to za problem poroznosić na salę zamówienia i posprzątać stoliki po klientach? Szybko bym się wprawiła… Ciekawe, czy do mnie oddzwonią?”

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział VII (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz