Anabella – Rozdział VII (cz. 8)

„Biedny pan Szczepcio” – myślała smutno Iza, idąc do domu po skrzypiącym od mrozu śniegu oświetlonym na pomarańczowo przez uliczne latarnie. – „Znowu słaby, a na badania nie chce iść, uparciuch, jeszcze coś złego mu się porobi z tym sercem… Ale czemu się dziwić?” – westchnęła. – „Ja już sama nie wiem, czy ten szpital jeszcze bardziej by mu nie zaszkodził, złe wspomnienia mają straszną moc…”

Wracała właśnie od pana Szczepana, zaniósłszy mu trochę jedzenia, które zakupiła na jego prośbę z pieniędzy, jakie po Nowym Roku otrzymał z emerytury. Staruszek wyglądał jeszcze słabiej i mizerniej niż poprzednim razem. Iza podejrzewała, że aby otworzyć jej drzwi, z trudem zwlókł się z łóżka, w którym prawdopodobnie pozostał od rana, przywitał ją bowiem w piżamie i bez skarpetek na nogach. Co prawda zapewniał ją żarliwie, że czuje się znakomicie, jednak jej czujnej uwadze nie umknęła ani szara bladość jego twarzy, ani coraz mocniej podkrążone oczy, ani wzmożone drżenie dłoni, doskonale widoczne, gdy podnosił do ust widelec przy przygotowanym przez nią posiłku. Zjadł zresztą niewiele i jakby z trudem, widziała, że zmusza się do tego siłą po to, by nie robić jej przykrości i nie prowokować niewygodnych pytań, od których zresztą sama się powstrzymała, starając się ze swej strony rozmawiać z nim możliwie jak najbardziej beztrosko.

„Lubi, kiedy go odwiedzam” – myślała, przechodząc obok budynku kościoła pod wezwaniem Nawrócenia Świętego Pawła, który znajdował się na rogu ulicy. – „Powinnam zaglądać do niego jeszcze częściej, pilnować, żeby jadł regularnie, teraz mam przecież trochę więcej czasu, dopóki nie pracuję…”

Urwała wątek, gdyż masywna bryła kościoła przywołała jej na pamięć ulotną myśl, jaka kilka tygodni wcześniej przyszła jej do głowy – myśl o tym, by wejść na chwilę do tego właśnie kościoła i pomodlić się za duszę stryjenki Ziuty, która rzekomo straszyła w piecu kaflowym stojącym w jej pokoju. Myśl ta wróciła do niej nagle z pełną mocą, wywołując w jej sumieniu jakiś wewnętrzny, instynktowny przymus.

„Jeśli jest otwarte, to wejdę” – postanowiła, skręcając w stronę kościoła. – „Już kiedyś modliłam się za nią, ale co mi szkodzi jeszcze raz… właśnie w tym kościele? Może…”

Myśl przerwał jej dobiegający z kieszeni płaszcza dzwonek telefonu. Zatrzymała się na środku chodnika i sięgnęła po aparat. Ktoś dzwonił z nieznanego jej numeru.

– Słucham? – rzuciła uprzejmie, odebrawszy połączenie.

– Pani Izabella Wodnicka? – upewnił się miły, damski głos po drugiej stronie linii.

– Tak.

– Dobry wieczór, z tej strony Barbara Tomasik z klubo-restauracji Anabella – przedstawiła się rozmówczyni.

Iza natychmiast skojarzyła głos sympatycznej przełożonej kelnerek, która w ubiegłym tygodniu dawała jej do wypełnienia formularz o pracę.

– Dobry wieczór! – ucieszyła się, ruszając powoli chodnikiem w stronę swojej stancji.

– Oddzwaniam do pani tak, jak się umawiałyśmy – kontynuowała życzliwym tonem Basia. – Dobrze się złożyło, bo od środy będziemy potrzebowali dodatkowych rąk do pracy, być może na dłużej albo i na stałe. Mamy teraz w perspektywie kilka większych zamówień, w tym jeden raut firmowy na sto osób, i szef kazał dzwonić do wszystkich, którzy zostawili u nas aplikacje. Więc jeśli pani nadal jest zainteresowana… – zawiesiła pytająco głos.

– Nadal jestem, jak najbardziej – zapewniła ją skwapliwie Iza.

– W takim razie zapraszam panią do nas jutro po osiemnastej. Będzie szef, to osobiście ustali z panią warunki, umowami zajmuje się tylko on, więc ja nawet nic pani teraz nie powiem – dodała zachowawczo. – To jak, przekazać, że będzie pani jutro?

– Będę, oczywiście – uśmiechnęła się Iza. – Tak, jak pani mówi, po osiemnastej. Bardzo dziękuję za telefon.

– To ja dziękuję i do zobaczenia.

Rozłączywszy się, Iza schowała telefon do kieszeni i przepełniona nową, pozytywną energią dziarsko przyśpieszyła kroku. Telefon z Anabelli bardzo ją ucieszył i podniósł na duchu; dopiero teraz w pełni uświadomiła sobie, że przez ostatnie dni po cichu liczyła na to, że odezwą się do niej i że znów będzie mogła podjąć jakieś konstruktywne zajęcie. Co prawda nie chciała nastawiać się zbyt pozytywnie, żeby znów nie przeżyć bolesnego rozczarowania, jednak sam fakt, że jej oferta została potraktowana poważnie, podbudował ją i znacząco rozjaśnił jej myśli.

Zaaferowana otwierającą się przed nią nową perspektywą, dopiero kiedy wchodziła do bramy swojej kamienicy, przypomniała sobie, że nie wstąpiła do kościoła, w którym zamierzała pomodlić się za stryjenkę Ziutę.

„Ech, gapa ze mnie” – pomyślała z lekkim zawstydzeniem, zmierzając ciemną klatką schodową na górę. – „Tak mnie ten telefon zajął, że na śmierć zapomniałam tam wejść, a przecież miałam to zrobić już dawno…”

Urwała myśl i aż przystanęła w połowie schodów, gdyż w jej pamięci wyświetliła się nagle twarz z patrzącymi na nią przenikliwie, czarnymi jak węgiel oczami, a w uszach zaszemrał jej rozmyty echem głos. Zrób to, co miałaś zrobić… nie odwlekaj… zrób to, zrób jak najszybciej… A potem podobne słowa wypowiedziane przez dziwną kobietę spotkaną na korytkowskim cmentarzu… Zrób to, co miałaś zrobić… zrób to dla mnie… proszę cię, moje dobre dziecko. Zobaczysz, że nie pożałujesz

Iza pobladła i kurczowo przytrzymała się ręką poręczy.

„A jeśli to było to?” – błysnęło jej w głowie. – „Miałam pomodlić się w tym kościele za panią Ziutę… nie wiem, dlaczego właśnie w tym, ale… coś w tym jest! Może to o to chodziło tamtej cygance? I tej z cmentarza… A jeśli to była ta sama osoba?” – Iza aż zachłysnęła się z przestrachu na tę myśl. – „Nie, nie, niemożliwe… niemożliwe! To tylko taki szalony zbieg okoliczności! Ale ten kościół… Przecież już kilka razy miałam zamiar tam wejść i nigdy nie weszłam… a to może być to! Modlitwa za duszę pani Ziuty! Właśnie tam! Ale… Boże! Ta cyganka… Skąd ona by to mogła wiedzieć?…”

Zimny dreszcz przebiegł po plecach dziewczyny, na kilka chwil mocno zakręciło jej się w głowie. Powolnym krokiem, jakby z namysłem, pokonała jeszcze kilka schodków w górę, po czym odwróciła się stanowczym gestem, zbiegła po schodach i wypadłszy na ulicę, biegiem ruszyła z powrotem w stronę, z której właśnie przyszła.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

Dalsze części:

Rozdział VII (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz