Anabella – Rozdział VIII (cz. 1)

Zgodnie z zaleceniem, dwadzieścia minut po osiemnastej Iza stawiła się w kamienicy przy Zamkowej sześć i z lekką tremą, charakterystyczną dla momentów poprzedzających kluczowe wyzwania, zeszła po kamiennych schodkach prowadzących do restauracji Anabella. W lokalu o tej porze było już sporo gości, kolejni napływali stopniowo, coraz gęściej zapełniając poustawiane na sali stoliki i krzesła przy barze, zaś obsługa w postaci trzech młodych mężczyzn z zakasanymi rękawami przenosiła część stolików na bok, odsłaniając dużą część parkietu po prawej stronie od wejścia.

Iza z zaciekawieniem spojrzała w tamtym kierunku i z miejsca rozpoznała widzianego kilka dni wcześniej Antka, który – dziś ubrany w kraciastą flanelową koszulę – zdawał się nadzorować pracę kolegów, sam rozwlekając w międzyczasie po podłodze jakieś poplątane kable.

Dziewczyna podeszła do baru, przy którym kilku roześmianych mężczyzn popijało piwo na wysokich stołkach przy blacie, i zatrzymała się niepewnie, rozglądając się za jakąkolwiek znajomą twarzą. Na jej szczęście chwilę później z zaplecza wyszła niosąca dwa dzbanki z sokiem Basia, która od razu nawiązała z nią kontakt wzrokowy.

– A, to pani – skinęła głową, odstawiając dzbanki na blat i wyciągając do niej rękę. – Dobry wieczór. Szef już jest, ma urwanie głowy, ale zaraz powiem mu, że pani przyszła… O właśnie, szefie! – rzuciła do mężczyzny ubranego w jasne dżinsy i granatową koszulkę polo, który dziarskim krokiem wyparował z zaplecza z plikiem papierów w ręku. – Mam tu jedną panią do pracy, wie szef, z tych aplikacji…

Iza podniosła głowę i skamieniała z zaskoczenia, widząc przed sobą znajomą twarz i bujną, niesfornie rozczochraną ciemnoblond czuprynę kierowcy vana, który pamiętnego deszczowego wieczoru w listopadzie pomagał jej odprowadzić do domu pana Szczepana. Co prawda dziś wyglądał nieco inaczej z racji lżejszego ubrania oraz mocnego, kilkudniowego zarostu na twarzy, którego wtedy nie miał, jednak dziewczynie wystarczył ułamek sekundy, by rozpoznać go bez najmniejszego cienia wątpliwości.

„Szef?!” – pomyślała zdumiona.

Mężczyzna spojrzał na nią i również znieruchomiał, opuszczając wzdłuż ciała rękę, w której trzymał swoje kartki, a jego twarz przybrała wyraz zaskoczenia. Ocknął się jednak natychmiast, uśmiechnął się na widok jej zdumionej, nieco spłoszonej miny i jak gdyby nigdy nic skinął jej głową.

– Witam – rzucił, uprzejmym gestem wyciągając rękę i ściskając jej dłoń. – Michał Błaszczak. Zaraz pogadamy… Basiu, gdzie masz te aplikacje? – zwrócił się do kelnerki, nim Iza, która drgnęła mimowolnie na dźwięk imienia, jakim jej się przedstawił, zdołała cokolwiek odpowiedzieć. – Nie zdążyłem zerknąć, niech to szlag trafi…

– U szefa na biurku – wyjaśniła grzecznie Basia, wskazując ruchem ręki drzwi na zaplecze.

– Dobra, okej – kiwnął głową, po czym wręczył jej trzymane w ręku papiery. – Wrzuć mi na razie te faktury do szuflady, potem się tym zajmę… Antek już działa? – dodał, wychylając się zza baru w stronę sali i zerkając aprobująco na ekipę przygotowującą parkiet. – W porządku, jak skończy, powiedz, żeby do mnie zajrzał, mam do niego słowo.

– Dobrze, szefie.

– I czekaj… jeszcze jedno – przypomniał sobie mężczyzna. – Był ktoś od Krawczyka?

– Był jakiś człowiek – odparła Basia. – Właśnie miałam to mówić… Był po piętnastej i prosił, żeby przekazać, że Krawczyk przyjedzie tu koło dwudziestej i chce z szefem rozmawiać osobiście.

– Świetnie – mruknął bez większego entuzjazmu szef, po czym machnął ręką i spojrzał na Izę, wskazując jej nonszalanckim gestem drogę na zaplecze. – Zapraszam.

Iza posłusznie udała się we wskazanym kierunku, rozpinając i ściągając po drodze płaszcz zimowy, w którym zaczęło jej się już robić gorąco. Mężczyzna poprowadził ją w milczeniu wąskim, jasno oświetlonym korytarzem w głąb labiryntu pomieszczeń gospodarczych; po drodze minęli szeroko otwarte drzwi prowadzące do kuchni, w której wśród gwaru rozmów i szczęku naczyń uwijały się kucharki, po czym dotarli do mieszczącego się na samym końcu korytarza pokoju, który, jak domyśliła się Iza, musiał być jego gabinetem.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział VIII (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz