Anabella – Rozdział VIII (cz. 10)

– No właśnie. On w tym roku kończy licencjat z zarządzania i chce kontynuować na magisterskich, ale oni woleliby, żeby wrócił do Korytkowa i zajął się interesem. Może dlatego tak się śpieszą z budową… Ale mniejsza o to, powiem ci najlepsze! Jego matka chce, żeby jak najszybciej się ożenił! Jeszcze w tym roku, najdalej w przyszłym, bo to by dało im gwarancję, że wreszcie się ustatkuje. Sama wiesz najlepiej, jaki on jest – dodała lekkim tonem. – Nawet mówić nie warto… W każdym razie Krzemińska chce jak najszybciej spacyfikować kochanego jedynaka, zanim jakichś głupot nie narobi. Biedaczka od lat żyje w strachu, żeby synalek z jakąś nieodpowiednią, jak to ona mówi, dziewczyną się nie związał. A wiesz, jaka byłaby, według niej, odpowiednia? – prychnęła znów śmiechem. – Ech, łatwo możesz się domyślić… oczywiście taka z kapitałem! No i Krzemińska taką znalazła… To córka biznesmena spod Warszawy, chyba z Grójca, jeśli się nie mylę… Znają się ze starym Krzemińskim, bo razem kręcili jakieś interesy. Facet ma jedynaczkę rok młodszą od Michała, oboje z dzianych rodzin, fortuny jak malowane, więc zaradni rodzice już po cichu zawiązali pakt!

Perlisty śmiech Amelii po drugiej stronie słuchawki zadudnił w uszach Izy jak dźwięk żałobnego marsza. W głowie zamajaczyła jej niewyraźna myśl, że to dobrze, że rozmawiają przez telefon, bo Amelia przynajmniej niczego nie zauważy… zwłaszcza tej trupiej bladości, którą (ach, czuła to doskonale!) oblekła się jej twarz…

– Oczywiście młody nie jest zainteresowany – kontynuowała wesołym tonem Amelia. – Ani mu w głowie ożenek, chciałby dalej sobie szaleć i pewnie dlatego tak się upiera przy tej magisterce. Andrzejczakowa słyszała, że kłócą się o to od wakacji, jakieś dantejskie sceny ponoć odstawiali i tak się w końcu pożarli, że synalek od tamtej pory ani razu do nich nie zajrzał, nawet na Boże Narodzenie nie przyjechał… No i nie wiadomo, czy uda im się w końcu go wyswatać! – zaśmiała się znowu. – Chłopak jest niezależny, woli pobiegać po świecie i pobawić się przynajmniej do trzydziestki, a nie pakować się w domowe pielesze w wieku dwudziestu dwóch czy trzech lat.

Ulga, jaka na te słowa ogarnęła ściśnięte do bólu serce Izy, sprawiła, że aż zakręciło jej się w głowie.

– A co oni na to? – zapytała, starając się zapanować nad drżeniem głosu, a do tego w miarę możliwości nadać mu nutę rozbawienia.

– Nie wiadomo, pewnie będą próbowali namawiać go na tę znakomitą partię – odparła żartobliwym tonem Amelia. – W te wakacje albo w następne okaże się, na ile mają dar perswazji, ale coś mi się wydaje, że nieprędko go okiełznają. Chyba że użyją jakichś wyjątkowo mocnych argumentów! No cóż, zobaczymy… Takie to, jak widzisz, ploteczki u nas chodzą… Uśmiałam się przy tym nieźle, ale prawda jest taka, że ten ich hotel w sąsiedztwie jest nam bardzo na rękę, więc ja sama będę po cichu kibicowała zamysłom Krzemińskiej. Robcio mówi, że gdyby młody zamieszkał tu z własną rodziną i rzeczywiście pod okiem mamusi zajął się interesem, to mielibyśmy perspektywę na kolejne pokolenia. Marzy mu się Korytkowo jako znana miejscowość turystyczna, nieodkryta perła Podlasia! – roześmiała się. – I naprawdę moglibyśmy tak się reklamować!

Iza wydusiła z siebie lekkie parsknięcie śmiechem.

– No dobrze, Izunia, nie truję ci już, pewnie jesteś zajęta – zreflektowała się Amelia. – Siedzisz sobie na stancji czy jesteś gdzieś poza domem?

– Na stancji, piszę wypracowanie na jutrzejsze zajęcia – wyjaśniła Iza, z ulgą przechodząc na neutralny temat. – Do wieczora muszę je skończyć.

– A to tym bardziej nie będę ci już przeszkadzać – odparła szybko Amelia. – Jeszcze raz z całego serca gratulujemy ci oboje z Robertem. Kazał mocno cię uściskać i przekazać, że jest z ciebie dumny tak samo jak ja.

– Dziękuję wam, Melciu – uśmiechnęła się Iza. – Pozdrów go ode mnie, jesteście oboje tacy kochani… O wszystkim będę was informować, a wy też dawajcie mi znać, jak cokolwiek ciekawego będzie się działo w Korytkowie. Bardzo ci dziękuję za telefon.

Po rozłączeniu się z Amelią Iza oparła głowę na dłoni i zapatrzyła się w zamyśleniu w widoczne za oknem druty średniego napięcia, na których siedziały dwa nastroszone z zimna wróble. Nowe informacje na temat Michała, którymi właśnie została zbombardowana, docierały do jej umysłu powoli, jakby na raty.

„Chcą go wyswatać z jakąś bogatą dziewczyną” – myślała, czując znajome, nieprzyjemne ukłucie zazdrości w sercu. – „Na szczęście to go nie interesuje, stawia rodzicom opór, ale kto wie, jakich argumentów użyją w tej sprawie… Rodzinny biznes, interesy… To może go przekonać. Ależ to boli!” – westchnęła. – „A Mela tak spokojnie o tym mówi, żartuje sobie… Jest pewna, że już dawno o nim zapomniałam. Ech… gdyby wiedziała, jak mnie rani każde takie słowo! Gdyby ktokolwiek to wiedział… gdybym kiedyś, choć raz, mogła się komuś wygadać…”

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział VIII (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz