Anabella – Rozdział VIII (cz. 13)

– Nie, nie ma nikogo na stałe – dokończyła jej myśl Wiktoria. – I nie pamiętam, żeby kiedykolwiek miał. Ale to nie znaczy, że nie spotyka się z dziewczynami – zaznaczyła wesoło. – Wręcz przeciwnie, całkiem sporo ich się tu przewija, jedne częściej, inne rzadziej… Ma naprawdę duże powodzenie i już niejedna próbowała go usidlić!

– O, w to nie wątpię – uśmiechnęła się Iza. – To przecież bardzo przystojny facet.

– Zgadza się – kiwnęła głową Wiktoria. – I do tego z charakterem. Podoba ci się? – mrugnęła do niej podstępnie.

– No… owszem – odparła zdziwiona tym pytaniem Iza. – Tak szczerze, to nigdy się nad tym nie zastanawiałam, nie myślałam o szefie w tych kategoriach… Ale nie da się ukryć, że to bardzo atrakcyjny mężczyzna – przyznała oględnie. – Na pewno może się podobać.

– Podoba się, i to bardzo – zapewniła ją Wiktoria. – Już parę dziewczyn z personelu Anabelli straciło przez to pracę… Basia nic ci nie mówiła? – zdziwiła się.

– Nie – odparła z zaciekawieniem Iza. – O tym nic a nic… Ale jak to straciły pracę?

– Tak naprawdę to same odeszły – powiedziała w zamyśleniu Wiktoria. – Bo każda z tych spraw zawsze kończyła się tak samo. Czyli niczym. Szef ma już na koncie parę złamanych serc, ja sama obserwowałam dwa takie przypadki… Ale trzeba mu oddać honor, że to nie były jego inicjatywy. Zresztą żadnej z tych dziewczyn nie zwolnił z pracy, to im było już głupio tu pracować i dlatego same odeszły.

– Ach, rozumiem – pokiwała głową Iza. – Wcale im się nie dziwię…

– Dla szefa to też nie było komfortowe, możesz sobie wyobrazić… Fakt, że spotyka się z różnymi i wcale się z tym nie kryje, ale nigdy nie wybiera nikogo wewnątrz zespołu. Nigdy – powtórzyła z naciskiem. – Dla niego pracownik to pracownik, bardzo tego przestrzega i z naszej strony też nie akceptuje w tym względzie żadnych numerów. Po prostu jest taka niepisana zasada, że jeśli należysz do zespołu, nie wolno spoufalać się z szefem… wiesz, zwłaszcza w tym sensie – uśmiechnęła się. – Myślałam, że Basia już ci to powiedziała…

– Nie – pokręciła głową Iza. – Mówiła o spoufalaniu, ale tylko tak ogólnie… Zupełnie nie rozmawiałyśmy o takich sprawach.

– Więc pamiętaj o tym – zaznaczyła ostrzegawczo Wiktoria. – Jesteś nowa, a my wszystkie… w sensie młodej damskiej kadry, bo nie liczę pani Wiesi! – zaśmiała się. – No więc my wszystkie jesteśmy odporne na uroki szefa, bo mamy stałych chłopaków, a Basia nawet narzeczonego… w wakacje wychodzi za mąż.

– Ojej, naprawdę? – ucieszyła się Iza. – Nie wiedziałam… To jakaś tajemnica czy mogę jej pogratulować przy okazji?

– Możesz, żadna tajemnica – machnęła ręką Wiktoria. – Na razie krótko tu pracujesz, ale powoli wszystkiego się dowiesz, to nieuniknione. A wracając do szefa… po prostu uważaj, żeby przypadkowo się w nim nie zakochać, bo to drogo kosztuje! – ostrzegła ją wesoło. – Oczywiście jeśli zależy ci na tej pracy.

Iza uśmiechnęła się na wpół smutno, na wpół pobłażliwie.

– Zależy mi – zapewniła ją spokojnie. – I chyba zostanę tu na długo, bo zakochanie się… czy to w szefie, czy w kimkolwiek innym… zupełnie mi nie grozi. Pod tym względem akurat świetnie nadaję się do zespołu.

– Czyli też masz chłopaka? – zainteresowała się Wiktoria.

– Może tak bym tego nie nazwała – odparła zachowawczo Iza. – Ale moje serce jest zajęte. I to na tyle mocno, że od tej strony jestem… można powiedzieć, bezpieczna.

Smutny uśmiech znów mignął na jej wargach, a twarz oblekła się lekką mgiełką. Wiktoria, która przyglądała jej się z zaciekawieniem, przez chwilę miała minę, jakby chciała zadać jej jakieś pytanie, ale ugryzła się w język.

– To dobrze – powiedziała łagodnie. – Tylko przypadkiem nie pogniewaj się na mnie, że to mówię. Byłam zresztą pewna, że Basia już wszystko ci naświetliła…

– No co ty, Wika, za co miałabym się pogniewać? – odparła skwapliwie Iza. – Ja jestem wam bardzo wdzięczna za te rady i pouczenia. Ta akurat nie jest mi potrzebna – zaznaczyła weselszym tonem – ale zawsze dobrze wszystko wiedzieć, nawet jeśli…

– Dwa duże piwa do stolika – przerwał jej podchodzący do baru młody człowiek z przerzuconym przez ramię plecakiem. – Siedzimy o tam, pod ścianą – wskazał palcem.

– Iza, B osiemnaście – rzuciła półgłosem Wiktoria, zabierając się natychmiast za nalewanie piwa z dystrybutora przy barze.

– Oczywiście – uśmiechnęła się do klienta Iza, przygotowując swoją tacę. – Proszę sobie usiąść, zaraz przyniosę zamówienie.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Dalsze części:

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz