Anabella – Rozdział VIII (cz. 6)

– W weekendy mam najdłużej, dwa razy po sześć godzin – relacjonowała Iza, krojąc na desce odparzonego pomidora. – Szef odjął mi dwie z pensum, bo będę pracować w paśmie nocnym, a pozostałe sześć wyrobię popołudniami na tygodniu. Na razie mam ustawione po trzy w poniedziałki i w środy. Czyli wtorki i czwartki po zajęciach mam wolne, do tego niedziele, bo jak wrócę z nocki, to już do poniedziałku mam luz.

– Taka praca w nocy nie jest dobra dla organizmu – zauważył sceptycznie pan Stanisław. – Ale pani młoda, to pewnie da sobie radę. W pani wieku łatwiej się dostosować do takiego nieregularnego trybu życia.

– Poradzę sobie, panie Stasiu – zapewniła go z uśmiechem Iza, kładąc plasterki pomidora na przygotowane na dużym talerzu kanapki i posypując je solą.

– Tylko pamiętaj, że gdyby ten typo próbował cię oszwabić, to od razu walisz do mnie – zastrzegł Kacper, który z łakomą miną nie odrywał oczu od przygotowujących się kanapek. – Bardzo dobrze, że tym razem to jest facet, bo w razie czego będę mógł bezproblemowo skuć mu ryja.

– Dzięki, Kacper, myślę, że nie będzie takiej potrzeby – uśmiechnęła się Iza. – Znam go już trochę z innego kontekstu, to bardzo w porządku człowiek… Proszę, jedzcie – dodała, stawiając pomiędzy obydwoma panami talerz z kanapkami, na które Kacper rzucił się natychmiast jak wygłodniały wilk.

– Zawsze tak się mówi – zaznaczył z pełnymi ustami. – A potem płacz i zgrzytanie zębów… Ale nie radzę mu, niechby tylko spróbował nie zapłacić ci jak tamta czarownica! – przełknął pierwszą kanapkę jak pelikan i odgryzł wielki kęs z następnej. – Zaraz miałby ze mną do czynienia, a ja bym się nie patyczkował! Świetne kanapki, Iza, dzięki, głodny byłem jak diabli… W każdym razie pamiętaj, że jakby co, to jedno słówko i gościo od następnego dnia zaczyna zbierać kesz na sztuczną szczękę!

Iza z uśmiechem pokręciła głową, stawiając przed nim kubek z herbatą, a drugi podsuwając gospodarzowi.

– Ty się, Kacper, lepiej nie odgrażaj – zwrócił się do niego pan Stanisław. – I żadnych burd nie urządzaj, bo tylko będziesz miał z tego kłopoty. A wczoraj gdzie tak się znowu włóczyłeś po robocie, co? Pewnie wypłatę dostałeś i poszedłeś balować na całą noc?

– Dostałem – przyznał spokojnie Kacper, słodząc sobie herbatę i upijając z kubka wielkiego łyka. – A ty się nie czepiaj, stryj, co? Zaraz coś ci odpalę za lokal i na zakupy, wiesz, że jestem człowiek honoru i słów na wiatr nie rzucam. Miałem dać ci wczoraj, ale zapomniałem. Umówiłem się z taką jedną blond Anetką… mmmm… co za sztuka! – rozmarzył się. – Buźka jak aniołek, ciałka ile trzeba, a gorąca taka, że hej… Wziąłem od niej numer i coś czuję, że jeszcze nieraz zadzwonię… No co się tak na mnie gapisz, stary zgredzie? – wzruszył ramionami na zdegustowaną miną gospodarza, sięgając po kolejną kanapkę. – Do domu przecież ci nie przyprowadzam, obiecałem, a ja jak coś obiecam, to słowa dotrzymuję. Umówiłem się z nią na mieście, mam taką stałą knajpkę na Kalinie… Obok jest motel, dobrze żyję z właścicielem, więc awaryjnie wynajmuje mi pokoik na godziny.

Sięgająca po dzbanek z herbatą Iza drgnęła lekko na słowo motel i poczuła, jak ściska jej się serce. Przed oczami mignęły jej sceny z przytulnego pokoju małowolskiego motelu, z jej ostatnich prawdziwie szczęśliwych chwil w życiu… z jej pierwszej i jedynej nocy spędzonej z Michałem. Nie bój się, Izulka

„Czy on traktował mnie tak jak Kacper te dziewczyny?” – pomyślała smutno, nie słuchając już dalszych wywodów chłopaka, ani nie zwracając uwagi na sprzeczkę, w którą chwilę potem wdał się z gospodarzem. – „Myślał o mnie tak jak Kacper o nich? Taka jedna… czyli jedna z wielu… Za nic miał to, że był dla mnie jedynym, że byłam gotowa oddać mu całe życie, na zawsze. Byłam jedną z wielu, jak u Kacpra te słodkie blondyneczki z wielką rufą… Ach, nie… nie wolno mi tak myśleć, bo zwariuję! Przecież on mnie kochał! Był czas, kiedy kochał mnie naprawdę, czułam to tak mocno… Czyżbym się myliła? Tak doskonale umiałby udawać?”

– Czekaj, młoda, a ta twoja knajpa to jak się nazywa? – zagadnął Kacper, przechwytując mimochodem ostatnią kanapkę z talerza.

Anabella – odparła z westchnieniem, wybudziwszy się ze swych posępnych rozważań.

– Czekaj… Anabella? – zastanowił się Kacper. – Coś słyszałem o takim lokalu, Bożenka albo Marzenka mi mówiła… To gdzieś na starówce?

– Zaraz obok – skinęła głową Iza. – Niedaleko stąd zresztą, na Zamkowej, taki duży klub w podziemiu kamienicy.

– Nie znam, ale słyszałem – pokiwał głową Kacper. – Nie chodzę za bardzo po śródmieściu, to nie mój kwadrat, ale chyba muszę kiedyś tam się wybrać, zobaczyłbym, gdzie pracujesz… Może z Anetką bym się tam umówił? Albo lepiej z Bożenką, bo ona zna miejscówę… Tylko czy ja wziąłem od niej numer telefonu?… – podrapał się z zastanowieniu po głowie, przełykając ostatni kęs kanapki.

Iza pokręciła z dezaprobatą głową, wymieniła znaczące spojrzenia z panem Stanisławem i w milczeniu zabrała się za zbieranie pustych naczyń ze stołu.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział VIII (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz