Anabella – Rozdział VIII (cz. 7)

– Punktualność przede wszystkim – zaznaczyła Basia, mażąc długopisem po skrawku kartki, na której zanotowane było jakieś stare zamówienie. – Szef nie znosi spóźnialskich, nie ma też mowy o urywaniu się przed czasem.

– To oczywiste – przytaknęła Iza.

– Jeśli chodzi o napiwki, mamy wolną rękę – ciągnęła Basia. – Ale już na samym początku umówiliśmy się całym zespołem, że zrzucamy wszystkie do jednej puli i po zakończeniu dniówki dzielimy się po równo ze wszystkimi pracownikami z grafika. Kucharki nie pracują na sali, ochroniarze nie dostają napiwków, a przecież wszyscy pracują dla firmy, więc uznaliśmy, że tak jest najsprawiedliwiej.

– To uczciwa formuła – przyznała Iza. – Bardzo mi się podoba i będę się do niej stosować.

– Dobrze. Teraz sprzątanie. Codziennym ogarnięciem lokalu zajmuje się kompleksowo firma zewnętrzna, przychodzą tu rano i sprzątają wszystko na blaszkę przed otwarciem. My natomiast załatwiamy tylko takie bieżące rzeczy, wiesz, jak coś się rozleje, nachlapie, rozsypie… Wtedy trzeba to szybko zetrzeć czy pozmiatać i tu nie ma wyznaczonych osób, robi to po prostu ten, kto jest najbliżej.

Iza pokiwała głową.

– Okej. Jeśli chodzi o mnie – mówiła dalej Basia – jestem niby przełożoną wszystkich kelnerek… ale bez przesady. Po prostu jak coś trzeba albo jest jakiś bieżący problem, zwracasz się z tym najpierw do mnie, a nie bezpośrednio do szefa. On i tak jest przeciążony.

– Rozumiem – skinęła głową Iza.

– A jeszcze co do szefa… – dodała Basia. – W relacjach między nim a nami też obowiązują konkretne zasady, takie, powiedziałabym… tradycyjne. Nie mamy w tym względzie spisanego regulaminu, ale przyjęła się pewna praktyka i każdy nowo przyjęty pracownik musi się do niej dostosować.

– Oczywiście – zgodziła się skwapliwie Iza. – Na razie wiem od Antka tylko tyle, że do szefa trzeba mówić „szefie” i nie inaczej.

– Tak – uśmiechnęła się Basia. – On nie wymaga tego oficjalnie, ale tak się przyjęło i my sami pilnujemy tego między sobą. Bez spoufalania się. To w końcu nasz pracodawca, który stworzył od podstaw tę firmę, zatrudnia nas i płaci nam za robotę, a nie za inne rzeczy… więc dla zwykłego szacunku wypada nam zachować taki lekki dystans. Co prawda na pewno zauważyłaś, że ten układ nie jest symetryczny, szef jest bardzo otwarty i do wszystkich zwraca się per „ty”, nawet z większością klientów jest po imieniu, po prostu taki ma styl bycia. Ludzie zresztą bardzo go za to lubią… ale my z naszej strony mamy zasadę, że nie spoufalamy się i zwracamy się do niego „szefie”. Tak przyjęło się od lat i on też to akceptuje.

– Wszystko jasne – odpowiedziała z uśmiechem Iza.

– Druga rzecz to nasz podział obowiązków – kontynuowała Basia. – Bezwzględne pierwszeństwo ma zawsze zarządzenie szefa. Ogólnie każdy ma coś tam do zrobienia i czuwa nad swoją działką, ale zdarza się, że szef wyznacza kogoś z marszu do jakiegoś innego zadania, każe na przykład gdzieś pojechać, komuś pomóc, coś załatwić w innym miejscu… rozumiesz. Wtedy takie polecenia wykonuje się bez gadania, po prostu rzucasz wszystko i idziesz. On bardzo ceni sobie dyscyplinę, ale i elastyczność, sam zresztą też, kiedy zachodzi taka potrzeba, włącza się w pracę na dowolnym stanowisku, zamienia się w kelnera, kucharza, szofera, księgowego, dostawcę, didżeja czy nawet ochroniarza… I tego samego wymaga również od nas. No, może akurat od dziewczyn nie żąda, żeby zastępowały ochroniarzy – sprecyzowała z uśmiechem – a dokumentacją i finansami zajmuje się wyłącznie sam, ale chodzi o ogólną zasadę.

– Tak, rozumiem – pokiwała głową Iza.

– Dlatego kiedy napisałaś w tamtym formularzu, że nie upierasz się przy żadnym stanowisku, od razu sobie pomyślałam, że szefowi to się bardzo spodoba – mrugnęła do niej Basia. – Byłam prawie pewna, że cię przyjmie, tylko nie chciałam nic mówić, bo to on o tym decyduje. Tym bardziej, że… tak mówiąc między nami… on też miewa gorsze dni i potrafi strzelić epickiego focha, więc gdybyś trafiła na taki moment, to nawet przy najlepszej aplikacji nic by z tego nie było. No, ale mniejsza o to. Jeśli chodzi o resztę zespołu, oni również mają wyznaczone osoby koordynujące. Przede wszystkim musisz wiedzieć, że w kuchni rządzi pani Wiesia, zapoznam cię z nią zaraz, to bardzo miła, starsza pani, nasza mistrzyni gotowania, szef ufa jej w kwestii menu jak samemu sobie. Do tego mamy dwie młodsze kucharki, Elizę i Dorotkę.

– Aha – szepnęła Iza, starając się na bieżąco notować sobie wszystkie te imiona w głowie.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6)

Dalsze części:

Rozdział VIII (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz