Anabella – Rozdział X (cz. 1)

Gwar sobotniego wieczoru w Anabelli narastał wraz z liczbą gości, którzy coraz gęściej obsiadali stoliki i tłoczyli się wokół baru. Wyposażona w prosty biały fartuszek, jaki obowiązkowo nosiły wszystkie kelnerki zatrudnione w lokalu, Iza już od prawie trzech godzin krążyła z tacą między kuchnią, salą i barem, przyjmując i donosząc zamówienia oraz obsługując rachunki na kasie fiskalnej, z której – ku wielkiemu zadowoleniu Basi – nie musiała się przeszkalać z racji swego wieloletniego doświadczenia ekspedientki.

– Iza, na C dwadzieścia trzy zmienia się klient – rzuciła Ola, kiedy mijały się w przelocie przy wejściu do kuchni. – Zajrzyj tam, ja muszę iść na sektor A, od dziesięciu minut wiszą mi tam dwa stoliki.

– Jasne – skinęła głową Iza. – Zaniosę tylko to zamówienie i lecę.

Przy wejściu na zaplecze wpadła na Basię oraz idące za nią dwie młodsze kelnerki, Gosię i Klaudię, z którymi dziś pracowała po raz pierwszy, mimo że jej staż w lokalu wynosił już prawie trzy tygodnie.

– Dziewczyny, robimy przelot po sali i zbieramy puste naczynia – zarządziła Basia, zatrzymując je wszystkie przy drzwiach. – Zostawiamy kufle i szklanki na wodę, a reszta wraca na bieżąco na zmywak, bo potem się nie ogarniemy. Antek za chwilę od nowa rusza z muzyką, ludzie pójdą potańczyć i wtedy będzie czas to pozbierać… Co tam, Chudy? – zagadnęła do ochroniarza, który podszedł do nich właśnie z głębi sali. – Coś wam trzeba?

– Nie, od was nic – pokręcił głową Chudy. – Kiedy będzie szef?

– Nie wiem, miał być zaraz po dwudziestej drugiej, ale spóźnia się – odparła Basia, zerkając na wiszący nad barem wielki zegar elektroniczny. – Jest na jakimś spotkaniu z Krawczykiem, mieli ubijać interes, więc sprawa może się przeciągnąć… A co, jakiś problem?

– E, nic, poradzimy sobie – machnął ręką Chudy, zawracając na pięcie. – Ale jakby wrócił, to niech któraś da mi znać, że już jest, okej?

– Nie ma sprawy – uśmiechnęła się Basia i znów zwróciła się do kelnerek. – A wy co tak stoicie, dziewczyny, lećcie działać, robota czeka!

Wszystkie trzy rozproszyły się natychmiast, wracając do swoich obowiązków – Gosia i Klaudia poszły w stronę kuchni, zaś niosąca tacę z zamówionymi napojami Iza udała się na salę. Muzyka właśnie została wznowiona po kwadransie przerwy, więc musiała uważać na zmierzających na parkiet ludzi, aby przedostać się do jednego z najbardziej oddalonych od baru stolików niedaleko drzwi. Po podaniu napojów siedzącej tam hałaśliwej grupce studentów, wracała już z pustą tacą na zaplecze i dochodziła właśnie w okolice baru, gdy usłyszała, że ktoś głośno wykrzykuje jej imię… w dodatku doskonale znanym jej głosem.

– Iza!!! – rozbrzmiał tubalny głos Kacpra, który rozpoznałaby na końcu świata. – Czekaj!

Odwróciła się szybko i rzeczywiście zobaczyła przed sobą masywną sylwetkę Kacpra, który biegł za nią, przeciskając się przez tłum i ciągnąc za sobą za rękę niską szatynkę o okrągłych kształtach i bardzo ładnej buzi.

– No, nareszcie! – sapnął Kacper. – Lecimy za tobą przez całą salę, szybka jesteś jak piorun…

– Pracuję – uśmiechnęła się Iza. – Sam widzisz, jaki mamy ruch, trzeba się dwoić i troić. Widzę, że w końcu zdecydowałeś się do nas zajrzeć… Miło mi, ale niestety dzisiaj długo z tobą nie pogadam, przełożona by mnie prześwięciła. W każdym razie fajnie cię tu widzieć… to znaczy was – sprostowała, spoglądając na jego towarzyszkę, która stała obok w milczeniu.

– A właśnie! – klepnął się w czoło Kacper, obejmując dziewczynę ramieniem. – Dureń ze mnie, miałem was zapoznać! Żabciu, to jest właśnie Iza, o której ci mówiłem – oznajmił, na co obie wymieniły kurtuazyjne skinięcia głową i uśmiechy. – W dechę dziewczyna, moja przyszywana siostra! A to jest Marlenka…

– Martyna – sprostowała z lekką urazą dziewczyna.

– Kurde, przepraszam cię, koteczku, oczywiście – podchwycił skonfundowany Kacper. – Chciałem powiedzieć Martynka… Dokładnie to miałem na myśli, tak mi się tylko głupio chlapnęło. Jaka tam Marlenka… jasne, że Martynka! No, nie gniewaj się, myszko – przytulił dziewczynę i z głośnym cmoknięciem ucałował ją w policzek. – Właśnie miałem iść o ciebie pytać, Iza – zmienił skwapliwie temat, rozglądając się ostentacyjnie wokół – Mieliśmy wpaść z Martynką tylko na jedno piwko, zobaczyć ten twój lokal… ale chyba zostaniemy trochę dłużej, bo fajną muzę grają. W ogóle bardzo przyjemna miejscówa, co nie, żabciu? – uśmiechnął się szeroko do swojej towarzyszki.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział X (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz