Anabella – Rozdział X (cz. 4)

Po kilkunastu minutach na salę wrócili obaj ochroniarze, którzy z powrotem zajęli swoje stanowiska, a po chwili pojawił się również szef, którego zaraz przy drzwiach zaczepiło kilka osób, wdając się z nim w ożywioną pogawędkę. Z wymienianych wesołym tonem urywków zdań, które poprzez grającą głośno muzykę dobiegały do sprzątającej zwolnione stoliki Izy, wynikało, że towarzystwo żartuje sobie z jego nietypowo eleganckiego stroju.

– Majk, no powiem ci, że w takim gajerze to jeszcze cię nie widziałam! – zawołała jedna z dziewczyn. – Gdyby nie ten fryz, to chyba bym cię nie rozpoznała!

– Właśnie lecę się przebrać! – zaśmiał się szef, ściągając z siebie marynarkę i nonszalanckim gestem zarzucając ją sobie na ramię. – Czuję się w tym kaftanie jak ostatni kretyn, ale co zrobić? Miałem spotkanie biznesowe, kolacja w willi milionera, musiałem trzymać fason! I powiedzcie mi, że życie nie jest ciężkie! – dodał wśród wybuchów śmiechu całego towarzystwa. – No dobra, spadam, muszę zrobić nalot na zapleczu, bo jakaś rewolucja tam wybuchła pod moją nieobecność… Trzymajcie się!

Klepnął przyjaźnie po ramieniu jednego z mężczyzn i ruszył przez salę w stronę baru. Kiedy mijał stolik, przy którym Iza zbierała na tacę puste filiżanki po kawie, zerknął w jej stronę, dostrzegł ją i jego uśmiechnięta wciąż szeroko twarz natychmiast spoważniała, przybierając surowy wyraz. Iza zadrżała pod tym twardym spojrzeniem, jednak już w następnej chwili, ku jej wielkiej uldze, kolejna grupka gości zaczepiła szefa i otoczyła go ze śmiechem, wciągając w wesołą rozmowę. Pozwoliło to na nowo zdenerwowanej dziewczynie dokończyć ustawiania naczyń na tacy i bez przeszkód wrócić z nimi na zaplecze.

„No i podpadłam mu” – myślała w drodze przepełniona nową falą niepokoju. – „Zdaje się, że długo tu nie popracuję. Kacper jak zwykle narozrabiał i narobił wszystkim kłopotów. Ale ja też… niepotrzebnie pozwalałam mu tu przychodzić, sama jestem sobie winna. Ciekawe, co z nim zrobili, mam nadzieję, że nie wezwali policji…”

Wracając na salę, drgnęła znów nerwowo, gdyż przy drzwiach od zaplecza błysnęła fosforyzująco biała koszula szefa.

– Na szesnastą mam tu mieć cały zespół w komplecie – mówił właśnie stanowczym tonem do towarzyszącej mu Basi. – Wszyscy mają stawić się bez względu na grafiki, zebranie strategiczne…

Urwał na chwilę, zauważywszy skonfundowaną Izę, która przystanęła pod ścianą, nie mogąc zdecydować się, czy przejść koło nich, czy raczej się wycofać. Przez jego twarz znów przebiegł lekki cień, jednak zniknął w ułamku sekundy, ustępując miejsca jego standardowej, beztroskiej minie.

– Zadzwoń do tych, których dziś i jutro nie ma – ciągnął, zwracając się do Basi. – Zorganizuj tylko dziewczyny… chłopaków ja już sam ustawię. Kelnerki z dzisiejszej zmiany poinformuje Iza – dodał, znów spoglądając na dziewczynę i dając jej znak ręką, żeby podeszła bliżej. – Chodź no tu, młoda, masz zadanie… Powiesz swoim koleżankom ze zmiany, zanim wyjdą do domu, że w poniedziałek na szesnastą wszyscy w trybie wyjątkowym mają stawić się w firmie na zebranie ekipy. Pełna mobilizacja, obecność obowiązkowa.

– Dobrze, szefie – pokiwała skwapliwie głową Iza.

– Załatwimy to – zapewniła go Basia, przyglądając mu się z zaintrygowaniem. – Mam tylko nadzieję, że to nic złego? Wszyscy będą pytać…

– Nic złego – uśmiechnął się uspokajająco szef, przerzucając sobie na drugie ramię zdjętą marynarkę i kierując się w stronę swojego gabinetu. – Nawet wręcz przeciwnie… Dobra, dziewczyny, działajcie, a ja lecę doprowadzić się do ładu. Odsapnę chwilę, przebieram się i po północy staję z wami do roboty.

Szybkim krokiem odszedł w głąb korytarza, zaś Basia, rzuciwszy Izie porozumiewawcze spojrzenie, skierowała się w przeciwną stronę do kantorka, w którym swoją przebieralnię miały kelnerki i kucharki. Iza została na środku sama.

„Gada ze mną normalnie, więc chyba aż tak bardzo nie gniewa się za Kacpra” – myślała w rozgorączkowaniu. – „Ale jakiż wstyd, Boże… Jednak wypadałoby go przeprosić!”

Przez chwilę stała nieruchomo, wahając się, co zrobić, po czym w nagłym przypływie desperacji rzuciła się w stronę, w którą podążył szef. Na samym końcu korytarza, już pod drzwiami gabinetu, dostrzegła jego białą koszulę.

– Szefie!

Zatrzymał się i odwrócił. Dziewczyna podbiegła do niego z duszą na ramieniu, równie mocno przepełniona wstydem i wyrzutami sumienia co zdeterminowana, by wyjaśnić sytuację i nie zostawiać jej w zawieszeniu.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział X (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz