Anabella – Rozdział X (cz. 5)

– Szefie, ja… chciałam pana bardzo przeprosić – powiedziała ze skruchą. – Znaczy za tego Kacpra, za to, jak się zachowywał i co mówił… za tę całą sytuację. To w pewnym sensie moja wina, bo on tu przyszedł ze względu na mnie. Nie przyszłoby mi do głowy, że zrobi taką awanturę…

Szef uśmiechnął się lekko.

– To twój chłopak? – zapytał obojętnym tonem.

– Nie – zaprzeczyła szybko. – Ale jesteśmy w bliskiej relacji… po prostu mieszkamy razem. To znaczy nie w tym sensie – sprostowała, widząc, że jego twarz obleka się wyrazem rozbawienia. – Chodzi mi o to, że…

– Mniejsza o to, cofam pytanie – przerwał jej, poważniejąc. – Z zasady nie wnikam w prywatne życie i relacje osobiste moich pracowników, jeśli nie rzutuje to na pracę, którą wykonują. Zakładam, że to był jednorazowy przypadek… Ma frajer szczęście, bo mogłem wezwać gliny i narobić mu dymu, ale zlitowałem się i puściłem go do domu. Jednego i drugiego zresztą… W każdym razie, jeśli masz jakiś wpływ na tego herosa, zadbaj o to, żeby taki numer więcej mi się w tym lokalu nie powtórzył.

– Oczywiście, szefie – pokiwała głową. – Jutro z nim o tym porozmawiam, i tak miałam taki zamiar. Chciałam tylko powiedzieć, że strasznie mi wstyd za tę scenę… i zapytać, czy… – urwała niepewnie, podnosząc na niego przepełnione niepokojem oczy.

– Czy?

– Czy szef bardzo się na mnie gniewa – szepnęła z ciężkim sercem.

Mężczyzna przez kilka sekund przyglądał jej się w milczeniu i delikatny, pobłażliwy uśmiech rozświetlił mu twarz. Pokręcił powoli głową.

– Nie, elfiku – odparł ciepłym, spokojnym tonem. – Ja nie gniewam się o takie drobiazgi.

– Dziękuję – szepnęła jeszcze ciszej.

„Znów nazywa mnie elfem” – przebiegło jej przez głowę. – „Nie wiem, dlaczego akurat tak mnie ochrzcił, ale to chyba znaczy, że naprawdę się nie gniewa…”

– Wracaj na salę i poinformuj koleżanki o poniedziałkowym zebraniu – podjął szef, przewieszając sobie przez przedramię niesioną w ręce marynarkę i przesuwając dłonią po włosach. – Niektóre zaraz wychodzą do domu, niech już Basia nie zawraca sobie jutro głowy telefonami do nich… O co chodzi, coś jest nie tak? – dodał podejrzliwym tonem, widząc, że dziewczyna przygląda mu się jakimś dziwnym, jakby nieobecnym wzrokiem.

Iza ocknęła się jak z transu.

– Nie, wszystko w porządku – pokręciła głową zmieszana. – Przepraszam. Po prostu szef kogoś mi czasami… przypomina.

Na ostatnie słowo twarz szefa natychmiast oblekła się szarym cieniem i na kilka chwil przybrała ten sam surowy wyraz, który widziała już u niego kilkakrotnie i który zazwyczaj pojawiał się na jego obliczu zupełnie bez powodu.

– Wracaj do pracy – rzucił chłodno, naciskając klamkę u drzwi swojego gabinetu.

Zdziwiona tą nagłą zmianą nastroju Iza grzecznie skinęła głową, odwróciła się i ruszyła korytarzem w stronę wyjścia z zaplecza, przy którym natknęła się na wracającą z sali Olę.

– O, Iza, dobrze, że cię widzę! – zawołała. – Ja zaraz się zbieram, dzisiaj jestem tylko do północy. Zostajesz z Klaudią i Basią, Ala już poszła do domu. Na szczęście klienci też powoli się przerzedzają, sporo osób już wyszło, a Antek mówi, że będzie grał tylko do wpół do pierwszej, to wtedy większość sobie pójdzie… To co, widzimy się w poniedziałek?

– Tak, właśnie! – podchwyciła Iza. – Szef kazał wam powiedzieć, że na poniedziałek na szesnastą zwołuje jakieś ważne zebranie. Wszyscy mają być bez pudła. My akurat mamy szczęście, bo wtedy i tak pracujemy, ale inni będą musieli się zorganizować. Zaraz powiem Klaudii. Nie będzie zachwycona, to jej wolny dzień, poza tym słyszałam, jak mówiła, że w poniedziałek po południu ma jakiś kurs, ale cóż…

– Rozkaz szefa rzecz święta – odparła Ola, patrząc na nią z lekkim zaniepokojeniem. – Ale o co chodzi? Wiesz coś więcej? Po co mu to zebranie?

– Nie wiem – pokręciła głową Iza. – Nawet Basi nie powiedział nic konkretnego, tyle tylko, że to nic złego… ale nie wiadomo, w jakim sensie. Jakbym jeszcze dzisiaj czegoś się dowiedziała, to wyślę ci smsa albo zadzwonię.

– Okej – uśmiechnęła się Ola. – Może faktycznie po brandy szefowi rozwiąże się język.

– Po brandy? – powtórzyła zdziwiona Iza. – Po jakiej brandy?

– Nie wiesz, że szef po ciężkim dniu pociąga sobie brandy w gabinecie? – zaśmiała się cicho Ola, pochylając się do niej w konspiracyjnym geście. – W zespole wszyscy o tym wiedzą. Rzadko to robi, zwykle machnie sobie jakieś piwko i tyle, ale jak ma ostrzejszy dzień, to w ruch zawsze idzie oryginalna brandy. Dzisiaj był na jakimś spotkaniu biznesowym u Krawczyka… wiesz, u tego milionera… więc pewnie zestresował się i obciągnie na to konto mocną setę. Na szczęście ma wyczucie i wie, kiedy przestać, ale to i tak już jest u niego, moim zdaniem, taki delikatny nałóg… No, ale co się dziwić? – rozłożyła ręce. – Tyle rzeczy ma na głowie, że bez małego resetu nie daje rady…

Iza pokręciła głową z niesmakiem, ale powstrzymała się od komentarza i sięgnąwszy po swoją tacę, udała się na salę, po drodze dyskretnie przecierając klejące jej się już ze zmęczenia i niewyspania oczy.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4)

Dalsze części:

Rozdział X (6) (7) (8)


Dodaj komentarz