Anabella – Rozdział X (cz. 6)

„Niestety, nie mogę się tak łudzić” – myślała smutno, zmierzając do domu pustą ulicą skąpaną w rozproszonym świetle latarni sodowych, które oświetlały na pomarańczowo ośnieżony chodnik. – „On ma już teraz swoje życie, w którym nie ma dla mnie miejsca. Przecież gdyby chciał, już dawno by się do mnie odezwał…”

Była druga dwadzieścia. Iza wracała po zakończonej zmianie w Anabelli z zamiarem porządnego wyspania się i odzyskania równowagi po ciężkich przeżyciach, a rano przeprowadzenia poważnej rozmowy z Kacprem. Wyrozumiała reakcja szefa na jego wybryk, z którym i ona została automatycznie powiązana, przepełniła ją ulgą, choć z drugiej strony wiedziała, że tak naprawdę nie było w tym za wiele jej winy. Gdyby chciała, mogłaby nie przyznawać się do Kacpra i nie byłoby tej nieprzyjemnej afery, nie musiałaby nikogo przepraszać… Jednak szczere przywiązanie do tego niesfornego, lecz w głębi duszy dobrego i sympatycznego chłopaka, który swego czasu odzyskał dla niej od Marciniakowej ciężko zarobione pieniądze, nie pozwoliło jej odciąć się od niego w trudnej chwili i pomimo zszarpanych nerwów cieszyła się na myśl o tym, że zachowała się dziś wobec niego lojalnie.

Myśli o tym kotłowały jej się w głowie aż do zakończenia zmiany i opuszczenia lokalu, jednak kiedy wyszła na ulicę i mroźne powietrze owiało jej twarz, w jej pamięci odżyły cudowne chwile, kiedy w taką samą mroźną noc wracała z dyskoteki w Małowoli, ze swojej pierwszej imprezy u boku Michała. Ten mróz sprzed czterech lat pachniał tak samo i tak samo szczypał w policzki… Wtedy również świat był pusty i uśpiony, jak ten dzisiejszy nocny Lublin, choć wtedy znajdowali się wśród ośnieżonych pól i wiejskich krajobrazów rodzinnych stron… Byli wtedy razem, we dwoje… była taka szczęśliwa…

Ten drobny impuls jak zwykle wystarczył do tego, by jej myśli zresetowały się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i wypełniły po brzegi Michałem. Tym Michałem, którego kilka dni wcześniej spotkała na uczelni i który od tamtej pory znów zniknął jej z oczu, choć minął już ponad tydzień.

„Nie oszukujmy się, gdyby mu zależało, już dawno by mnie znalazł” – myślała ponuro, wchodząc do bramy swojej kamienicy i wspinając się po słabo oświetlonych schodach. – „Ale jego to nie obchodzi… To, że zdziwił się, kiedy zobaczył mnie w Lublinie, tym bardziej świadczy o tym, że zupełnie już go nie interesuję. Ma przecież kumpli, część ludzi z Korytkowa wie, że pojechałam na studia do Lublina, plotki szybko się niosą, łatwo mógł się dowiedzieć… Boże, dlaczego ja ciągle jestem taka głupia i naiwna? Wmawiam sobie, że będzie dobrze, a nie mam do tego ani cienia racjonalnej przesłanki. Wręcz przeciwnie…”

Z westchnieniem wyjęła klucze, po czym, starając się nie robić hałasu, otworzyła drzwi i weszła do przedpokoju. Następnie, nie zapalając światła, aby nie budzić śpiących domowników, rozebrała się z wierzchnich ubrań i jak najciszej wsunęła się do swojego pokoju. Jednak nim zdążyła zamknąć za sobą drzwi, usłyszała dobiegający z przedpokoju szept:

– Iza?

– Kacper? – odszepnęła, z powrotem uchylając drzwi.

– Mogę na chwilę?

– Wejdź.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział X (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz