Anabella – Rozdział XI (cz. 1)

– Umowę mamy podpisaną na razie na rok – spokojny głos szefa, siedzącego w luźnej pozycji na skraju stołu z jedną nogą nonszalancko opartą o stojące obok krzesło, rozbrzmiewał w niemal idealnej ciszy, mimo że w pomieszczeniu znajdowało się prawie dwadzieścia osób. – Organizujemy i obsługujemy mu wszystkie imprezy biznesowe, rauty, koktajle i obiady na wysokim szczeblu, imprezy integracyjne i inne bajery typu imieniny cioci albo urodziny teściowej – uśmiechnął się, odgarniając dłonią opadające mu na czoło włosy. – Bez względu na charakter czy rangę zlecenia, nasz lokal, w części lub w całości, ma być do jego stałej dyspozycji, oczywiście pod warunkiem, że będzie nas informował z odpowiednim wyprzedzeniem, aby nie blokować innych rezerwacji. To był mój warunek. Niejedyny zresztą… Powiem wprost. Nie byłem zbytnio przekonany do tej umowy, bo nie lubię dawać się zakuwać w takie kajdany, ale przekonał mnie jednym, mocnym argumentem…

„Ma zupełnie inną fryzurę niż Misio” – myślała tymczasem Iza, przyglądając mu się z zastanowieniem. – „Z tyłu i po bokach dużo krócej ścięty niż on, za to więcej zostawione na górze… a do tego całkiem inny rodzaj włosów. Misio ma proste i błyszczące jak blacha, a on takie lekko skręcone, bardziej matowe i założę się, że dużo miększe… Kolor też inny, Misio ma dużo jaśniejsze. Właściwie więcej różnic niż podobieństw, ale ten ruch ręki taki sam… identyczny!”

– Płaci bardzo zacnie, od tej strony nie mieliśmy problemów z ustaleniem warunków. Do tego za dobrą obsługę, jeśli będzie zadowolony, po każdej imprezie dorzuca sporą pulę na premie motywacyjne dla was, więc możecie na tym całkiem przyzwoicie zyskać. To dla mnie też był argument nie do zlekceważenia, choć nie podoba mi się to subiektywne zastrzeżenie „jeśli będę zadowolony”…

„Przypomina mi go aż do bólu za każdym razem, kiedy tak odgarnia włosy” – ciągnęła swą myśl Iza, łapiąc tylko piąte przez dziesiąte sens dyskursu szefa. – „Już nie mówiąc o tym, że ma tak samo na imię… swoją drogą dziwny zbieg okoliczności…”

– Wpędza nas to oczywiście na trochę wyższe obroty niż zwykle, będzie nam potrzeba też dodatkowych ludzi. Ale uznałem, że kto stoi w miejscu i nie rozwija się, ten traci… mówię tu zarówno o sobie i o firmie jako takiej, jak i o was. Krawczykowi zależy na bazie gastronomiczno-rozrywkowej w centrum miasta, wybrał nas i chce to sformalizować w formie stałej umowy. Jeśli po roku któraś ze stron uzna, że nie chce kontynuować współpracy, to rozstajemy się bez żadnych większych konsekwencji…

„Mówią na niego Majk” – dumała dalej Iza. – „Trochę śmieszna ksywka, ale pasuje do niego, zwłaszcza do tych jego dżinsów i skóry… O, i znowu te włosy odgarnia jak mój Misio… Boże! Ten sam gest, tak samo schyla wtedy głowę… Muszę się na to jakoś metodycznie uodpornić, nauczyć się przestać zwracać na to uwagę. To przecież podobieństwo tylko tego jednego gestu, nic poza tym. Jednak to wystarczy, żeby ciągle mi o nim przypominać…”

– Do czerwca będziemy musieli zrobić kilka remontów w lokalu. Na to i tak już jest czas, więc tym bardziej będzie okazja i motywacja, żeby odświeżyć wnętrze, w tym zaplecze, a zwłaszcza kuchnię. Oczywiście stopniowo. Na początek wyremontujemy właśnie kuchnię, a w następnej kolejności łazienki, za to też trzeba się pilnie zabrać. Sami wiecie, jak wyglądają po tych czterech latach eksploatacji, zwłaszcza męski kibel woła już o pomstę do nieba…

„Widocznie tak musi być” – skonkludowała Iza, wzdychając cichutko na wspomnienie błękitnych oczu Michała. – „Wszędzie, gdzie tylko się obrócę, coś lub ktoś musi mi o nim przypominać. Jestem wyczulona na każdy najmniejszy drobiazg, który w taki czy inny sposób kojarzy mi się z Misiem… A on sam też gdzieś tu przecież jest, gdzieś bardzo niedaleko! Tak bym chciała znów go zobaczyć, chociaż na chwilę, na jedną, króciutką chwilkę, jak wtedy…”

– I tak to wygląda w skrócie – podsumował szef. – Czeka nas intensywny rok, a potem zobaczymy, co dalej. Z waszej strony liczę na mobilizację i zaangażowanie. Oczywiście nadal obowiązuje elastyczny grafik, ale te ważne, zarezerwowane daty musicie sobie zaklepać awansem… Macie jakieś pytania?

Posypały się pytania i komentarze zespołu, z których część dotyczyła szczegółów nowej umowy z Krawczykiem, w tym warunków finansowych i wymagań, a część planowanego remontu lokalu, który zaalarmował zwłaszcza kucharki.

– Rzeczywiście – skinął głową szef, odpowiadając na pytanie pani Wiesi, zaniepokojonej perspektywą pracy w kuchni będącej w trakcie remontu. – Podejrzewam, że nie obędzie się bez zamknięcia restauracji na kilka dni… Otworzymy tylko klub z barem, może zrobimy to już nawet teraz. Zaczną się ferie zimowe, studenci wyjadą, ruch będzie mniejszy… To byłoby nawet niezłe pasmo na remont. Rozejrzę się od razu za ekipą, musimy mieć kogoś, kto by zrobił nam to ekspresem…

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Rozdział XI (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz