Anabella – Rozdział XI (cz. 11)

Szef słuchał w milczeniu, z poważną miną, nie spuszczając z niej badawczego wzroku.

– Widzę, że naprawdę zżyłaś się z naszym dziadkiem – zauważył po chwili. – Nie sądziłem, że utrzymujesz z nim tak bliski kontakt i bywasz u niego tak często. I że ta jednorazowa pomoc przerodziła się w aż taką komitywę…

– Tak jakoś wyszło – uśmiechnęła się, upijając łyka wody. – Mówiłam już, że pan Szczepcio ma osiemdziesiąt dwa lata, żyje sam, właściwie z nikim się nie widuje. Czasami sąsiadka do niego zajrzy, czasami z kimś sobie pogada na spacerze czy po kościele… Ale to rzadko. A ze mną lubi rozmawiać i cieszy się, kiedy przychodzę, więc staram się zaglądać jak najczęściej. Zresztą ja też go bardzo lubię, mamy mnóstwo wspólnych tematów.

– O czym gadacie? – zainteresował się szef.

– No… o różnych rzeczach – zmieszała się nieco Iza. – To bardzo miły człowiek, trochę zdziwaczały, ale od początku zawiązała się między nami nić porozumienia. Może to trochę dlatego, że z wyglądu przypominam mu kogoś… – dodała ciszej.

Ręka szefa trzymająca szklankę z wodą drgnęła lekko.

– Kogo? – zapytał, również zniżając głos.

Iza zawahała się. Czy miała prawo zdradzać tajemnice pana Szczepana? Choć nie prosił jej o dyskrecję, to się w pewnym sensie rozumiało samo przez się, on sam też nie rozpowiadał przecież o tym na prawo i lewo każdej napotkanej, postronnej osobie… Jednak czy człowiek, który na własnych plecach zaniósł go do domu, a potem opłacił dla niego zakupy i przysłał mu nowe buty, był tak naprawdę osobą postronną?

„Nie bardziej niż ja” – przebiegło jej przez głowę.

– Jego zmarłą w młodości żonę – odparła po chwili milczenia. – Bardzo mu się z nią kojarzę… Nawet nazywa mnie jej imieniem.

Szef pokiwał powoli głową.

– Hania? – uśmiechnął się leciutko.

– Tak – spojrzała na niego zaskoczona. – Aż się dziwię, że szef pamięta. Właśnie Hania… Od początku tak na mnie mówi. Może to dziwne i nie do końca normalne, ale ja na to pozwalam, bo widzę, że to mu sprawia wielką przyjemność.

– Hmm – mruknął szef, podnosząc szklankę do ust i znów pociągając z niej łyka wody. – Lubisz wcielać się w kogoś, kim nie jesteś?

– Sama nie wiem – zastanowiła się, zdziwiona tym pytaniem. – Nie myślałam o tym nigdy w kategorii lubię czy nie lubię, po prostu jeśli dla dobra sprawy trzeba na chwilę stać się dla kogoś kimś innym… Zresztą to wcale tak nie działa – zreflektowała się. – Ja nie udaję, nie gram Hani, przez cały czas jestem w pełni sobą. To tylko on ją we mnie widzi, a ja na to pozwalam. Nic więcej… To przecież co innego.

Szef nie odrywał od niej skupionego wzroku.

– Co innego – powtórzył w zamyśleniu. – Niby tak. A jednak nie każdy by na to poszedł… Dobra z ciebie dziewczyna, Iza, wiesz? – pokiwał głową. – Za tego dziadka masz u mnie ogromnego plusa, bo ja sam często o nim myślę. Nawet nie wiem, dlaczego, ale jakoś wbił mi się do głowy ten stary frajer… Słuchaj – dodał energicznym tonem, kładąc rozwartą dłoń na biurku i pochylając się w jej stronę. – Powiem wprost. Chętnie bym go odwiedził, od jakiegoś czasu chodzi mi to po głowie, ale z drugiej strony nie chcę mu robić niechcianych nalotów, zwłaszcza że to nieszczęsne serducho mu szwankuje. Jednak gdybym poszedł tam z tobą…

– Ach! – spojrzała na niego z uśmiechem. – Nawet o tym nie pomyślałam… A to przecież bardzo dobry pomysł! Jestem pewna, że pan Szczepcio bardzo by się ucieszył, często pana wspomina.

Szef wyprostował się w fotelu, upił kolejny łyk wody z trzymanej w ręce szklanki, po czym znajomym gestem drugiej dłoni odgarnął sobie włosy. Iza natychmiast odwróciła oczy.

– Kiedy planujesz do niego wpaść w najbliższym czasie? – zapytał rzeczowo.

– W czwartek – odpowiedziała cicho. – Powiedziałam mu, że przyjdę koło osiemnastej.

Na chwilę zapadło milczenie.

– Okej – podjął szef spokojnym, neutralnym tonem. – Umówmy się w takim razie o osiemnastej pod jego kamienicą. Nie będę długo zawracał mu głowy, góra pół godziny, potem i tak będę musiał spadać do roboty. Czekaj… bo nie znam na pamięć tych waszych grafików – spojrzał na nią z zastanowieniem. – Ty nie pracujesz u nas w czwartki?

Iza pokręciła przecząco głową.

– Tym lepiej – stwierdził, dopijając jednym łykiem wodę i odstawiając pustą szklankę na biurko. – Będziesz mogła dłużej zostać u niego sam na sam. To jak? Jesteśmy umówieni?

– Tak jest – skinęła grzecznie głową, po czym również opróżniła do końca i odstawiła swoją szklankę. – Dziękuję. Czwartek o osiemnastej pod domem pana Szczepana.

– Świetnie. A teraz możesz już wracać i dokończyć swoją zmianę.

Iza natychmiast zerwała się z krzesła.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Rozdział XI (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz