Anabella – Rozdział XI (cz. 12)

– Ustaw też z Basią w grafiku swoją karną dniówkę, żeby nie było, że nie jestem tyranem – uśmiechnął się szef, podnosząc w górę palec. – Muszę dbać o autorytet i opinię twardziela. A to, co powiedziałem o Krawczyku…

– …oczywiście zostanie między nami – obiecała szybko. – Niech pan nie myśli, szefie, że będę panu w jakikolwiek sposób podkopywać autorytet. Przeciwnie, jestem bardzo wdzięczna za to, że…

– Dobra, wystarczy – przerwał jej niecierpliwym gestem ręki, również podnosząc się z krzesła i wychodząc zza swojego biurka. – Sprawa zamknięta, tylko na przyszłość pamiętaj, żeby nie polewać już nikogo więcej kawą, bo postawisz mnie w kretyńsko niezręcznej sytuacji… a tego bym nie chciał.

Iza pokiwała głową.

– To się już więcej nie zdarzy, obiecuję.

– Okej – uśmiechnął się lekko. – No to cóż? Reprymenda wydana, kara wyznaczona, jesteś wolna. Ja też zaraz przebiorę się w coś luźniejszego i pójdę na kontrolę do chłopaków… A ty wracaj do swojej pracy.

– Tak jest – odpowiedziała mu z uśmiechem, kierując się w stronę drzwi.

Szef również zawrócił do swojego biurka, ale przystanął jeszcze, patrząc za nią, i jego twarz przybrała wyraz zastanowienia.

– Iza? – zatrzymał ją, nim zdążyła nacisnąć klamkę.

W jego głosie zabrzmiało wahanie. Odwróciła się.

– Tak?

– Powiedz mi coś, skoro już jesteśmy przy tematach pozazawodowych – zagadnął powoli, jakby ważąc słowa. – Wspomniałaś mi kiedyś, że kogoś ci przypominam…

Iza momentalnie zmieszała się i odwróciła wzrok.

– Tak – odparła z zakłopotaniem, ściskając kurczowo klamkę. – Ale to nic takiego, szefie. Niepotrzebnie wtedy o tym mówiłam, tak mi się wyrwało…

– Bo widzisz, ja jestem człowiekiem dociekliwym i ciekawskim – ciągnął, podchodząc do niej bliżej i przyglądając się z uwagą jej zmieszanej minie. – I jak coś się do mnie przyczepi, to męczy mnie, aż to wyjaśnię. Ale widzę, że nie chcesz mi odpowiedzieć na to pytanie? – zawiesił głos.

Iza pokręciła powoli głową przecząco, nadal nie patrząc na niego.

– Okej – odparł łagodnie po chwili milczenia. – Nie chcę być wścibski, wybacz mi, elfiku… Tak naprawdę nie pytam o to z czystej ciekawości, tylko… przed chwilą sama powiedziałaś, że naszemu dziadkowi przypominasz jakąś Hanię. A wcześniej, że ja kojarzę się z kimś tobie. Zaczyna się robić ciekawie, bo… – urwał na chwilę z zawahaniem. – Ty też mi kogoś przypominasz – dodał prawie szeptem.

Podniosła natychmiast głowę i spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.

– Ach! – odszepnęła. – Naprawdę?

– Tak – westchnął, przesuwając dłonią po włosach i zapatrując się w szafę z klaserami. – Ja też nie powiem ci, kogo, ale tak jest… chociaż nie jesteś do tej osoby prawie wcale podobna. Może trochę z typu włosów, ale tylko trochę… I nic więcej. A mimo to… – pokręcił głową w zamyśleniu, po czym nagle jakby ocknął się i uśmiechnął się do niej. – Ale spoko, zostawmy to. Widzę, że to dla ciebie nie jest neutralny temat, a i ja nie powinienem tego ruszać. Co zrobić, czasami prędzej gadam, niż myślę… Zapomnij. Lecimy do roboty.

Iza w milczeniu pokiwała głową i wyszła na korytarz, starannie zamykając za sobą drzwi. Chwilę potem wpadła na przechodzącą akurat do kuchni Olę, która dostrzegła ją z daleka, podbiegła natychmiast i chwyciła ją za obie ręce.

– Izka, i co? – zapytała z zapartym tchem, przyglądając jej się z niepokojem. – Bardzo cię zjechał? No mów… Chyba cię nie wylał?

– Nie – pokręciła głową, starając się uśmiechnąć. – Nie było aż tak strasznie. Dostałam tylko na ten tydzień dodatkową karną dniówkę do grafika.

– Całe szczęście! – odetchnęła Ola, gładząc ją po przyjacielsku po ramieniu. – Spokojnie, odbębnisz bez problemu, a drugi raz to się nie powtórzy. Ustaliłyśmy z Basią, że Krawczyka już zawsze będzie obsługiwał ktoś inny.

– Dzięki – odparła Iza, wzdrygając się mimowolnie na wspomnienie poirytowanej miny Krawczyka i opryskliwych słów, jakie wypowiedział pod jej adresem. – Ja teraz rzeczywiście powinnam trzymać się od niego jak najdalej.

– W każdym razie super, że to się tylko tak skończyło – uśmiechnęła się Ola. – Mieliśmy dużo gorsze obawy… Szef to równy facet, ale dzisiaj miał taką minę, że wszystkim nam ciarki po plecach leciały. Trzymaliśmy za ciebie kciuki, ale spodziewaliśmy się, że może być krucho. Fajnie, że ci się upiekło… No, ale teraz szkoda czasu na gadanie – zreflektowała się. – Lecimy na salę, bo tam coraz gęściej… Zajrzymy tylko przelotem do Antka – mrugnęła do niej znacząco. – Bardzo się o ciebie martwił i prosił, żeby go powiadomić, kiedy wyjdziesz od szefa. Chce wiedzieć, jaki był wynik rozmowy… i czy u nas zostajesz.

Mile zdziwiona troską okazaną jej przez kolegów z zespołu, w którym pracowała przecież dopiero od niedawna, Iza uśmiechnęła się, czując, jak jej duszę ogarnia przyjemne ciepło.

– Zostaję – szepnęła bardziej do siebie niż do Oli. – I bardzo się z tego cieszę!

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział XI (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz