Anabella – Rozdział XI (cz. 2)

Jako że końcówka stycznia na uczelni była bardzo gorąca, bowiem studenci żyli zaliczeniami i sesją egzaminacyjną, finiszującej swój pierwszy semestr studiów Izie również udzieliła się ogólna atmosfera walki o oceny. Choć w przypadku przedmiotów kierunkowych problemów z zaliczeniami nie miała żadnych, a o takim komplecie ocen, jakie zebrała ze wszystkich zajęć związanych z językiem francuskim, większość kolegów mogła tylko pomarzyć, o tyle sen z powiek spędzał jej ogólnouniwersytecki egzamin z logiki, z której, eufemistycznie mówiąc, nie czuła się najmocniejsza.

– E tam, czym ty się przejmujesz? – popukała się po głowie Marta. – Zdasz i zapomnisz, każdy rocznik przez to przechodzi i jakoś dają radę. A nawet jak dostaniesz słabą tróję, to co z tego? Nie musisz mieć samych piątek i czwórek!

– Słaba trója całkowicie mnie urządza – zapewniła ją Iza. – Gdybym ją dostała, nie prosiłabym o więcej, byłabym szczęśliwa jak w niebie.

Trwała przerwa miedzy zajęciami, ale ponieważ cały rok miał je od rana w tej samej sali, większość studentów, w tym Iza i Marta, została na swoich miejscach, konsumując drugie śniadanie i rozmawiając lub przeglądając notatki; tylko nieliczni udali się do automatu z napojami po coś ciepłego do picia.

– No to kiedy przedstawisz mi swojego Radzia? – zagadnęła żartobliwie Iza. – Ciągle mi to obiecujesz, a ja muszę obchodzić się smakiem.

– No widzisz, co ja poradzę, Izka, skoro ciągle nie ma okazji… – westchnęła Marta.

– Ale powiedz… to już tak na poważnie? – zapytała Iza, ściszając głos.

– Chyba tak – uśmiechnęła się lekko Marta. – Jeszcze nie rozmawialiśmy o tym co prawda…

– Ale to się i tak czuje – dokończyła Iza, mrugając do niej znacząco.

– No tak… Wiesz, on dzwoni do mnie właściwie codziennie, a smsami to mnie po prostu zasypuje… Tylko że teraz nie ma jak wyrwać się na spotkanie, bo oni na trzecim roku mają urwanie głowy z zaliczeniami, jeszcze gorzej niż u nas. Ale jak to się już skończy i sprawy się wyjaśnią, wyciągnę go na miasto… i wiesz co? – spojrzała na Izę w natchnieniu. – Może po prostu odwiedzimy cię w tej twojej knajpie?

– Czemu nie? – zgodziła się Iza.

– Pamiętam, Anabella… ładna nazwa zresztą – zauważyła Marta. – Powiesz mi tylko, kiedy pracujesz, w jakie dni i w jakich godzinach, a ja nagram wyjście do was z chłopakami. Radek już od dwóch tygodni mi to obiecuje, znowu ma zabrać kumpla z dziewczyną, więc wypad do klubu byłby w sam raz.

– Jasne – skinęła głową Iza. – Po tej nieszczęsnej logice jadę tylko na dwa dni do domu zobaczyć Melcię i Robiego, ale zaraz potem wracam i przez cały luty będę w pracy. Od razu ci powiem, że w Anabelli najłatwiej zastać mnie w weekendy, bo z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę jestem od dwudziestej aż do zamknięcia lokalu. A na tygodniu…

– Iza, tam na korytarzu jakaś dziewczyna cię szuka – przerwał jej głos Zbyszka, który wparował właśnie do sali z kubkiem dymiącej kawy w ręce.

– Mnie? – zdziwiła się Iza.

– To znaczy nie wiem, czy na sto procent chodzi o ciebie – zastrzegł chłopak, wracając na swoje miejsce i ustawiając kawę na blacie ławki. – Ale z opisu tak by wynikało… Chodzi jej o bardzo szczupłą szatynkę z długimi, prostymi włosami, więc wyszło mi, że u nas na roku tylko ty pasujesz do takiej kategorii.

– Ale co to za dziewczyna? – zapytała zdezorientowana Iza, niepewnym ruchem podnosząc się z krzesła.

– A taka ładniutka, mała blondyneczka z zawaliście długim warkoczem – odparł rzeczowo Zbyszek. – Mówi, że z polonistyki.

– Ach! – Iza aż podskoczyła z radości. – To ja już wiem, kto to jest! Dzięki, Zbyszek!

Przeprosiwszy gestem dłoni Martę, wyszła na korytarz, gdzie natychmiast natknęła się na znajomą dziewczynę z polonistyki o modrych oczach i włosach jak marzenie…

– Cześć – uśmiechnęła się do niej.

– O, jak się cieszę, że cię znalazłam! – zawołała serdecznie tamta, ściskając ją wylewnie za rękę. – Pamiętasz mnie, prawda?

– Jak bym mogła nie pamiętać? – pokręciła głową Iza.

– Lodzia – przedstawiła się z powagą dziewczyna.

– Tak, wiem – skinęła głową. – Słyszałam, że wszyscy tak cię nazywali i właśnie zastanawiałam się, od czego to jest zdrobnienie…

– Od Leokadia – wyjaśniła jej tonem wskazującym na to, że pytanie traktuje jako rutynowe.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1)

Dalsze części:

Rozdział XI (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz