Anabella – Rozdział XI (cz. 8)

Wciąż nie mogąc pozbierać się po przeżytej traumie, Iza wrzuciła na tacę przemoczone kawą szczątki ręcznika papierowego i zabrała się za ostrożne zbieranie kawałków rozbitej porcelany. W głowie miała całkowitą pustkę, jedyne, co mogła robić, to działać – sprzątać, zbierać potłuczone naczynia i starać się nie myśleć… ani o tym, co powie szef, ani jakie konsekwencje czekają ją za tę katastrofalną niezręczność… Nie myśleć najlepiej o niczym.

– Kurczę, ale klęska – szepnęła współczująco Wiktoria, ścierając resztki kawy ze stolika. – Trudno, Iza, nie przejmuj się, każdemu mogło się zdarzyć…

Jednak jej głos nie brzmiał przekonująco. Chwilę potem do wydzielonego boksu podeszła zaniepokojona Basia, a za nią zaaferowany Antek, który spojrzał na Izę z mieszaniną współczucia i niedowierzania.

– Serio wylałaś kawę na Krawczyka? – zagadnął. – I to przy szefie?

– Serio wylała, Antek, nie dopytuj! – fuknęła na niego Ola, która również przyszła pomagać przy usuwaniu skutków katastrofy. – Nie dobijaj jej już, co?

– Wika, leć po szczotkę i szufelkę – zadysponowała Basia. – Trzeba to pozmiatać.

– Ja polecę! – zaoferował się natychmiast Antek.

– Dzięki – skinęła mu głową Basia, po czym podeszła do Izy, która niczym automat, mechanicznymi gestami ścierała kawę z jednego z krzeseł, i lekko objęła ją ramieniem. – Spokojnie, Iza, jesteśmy z tobą. Każdy może mieć taką wpadkę, zwłaszcza na początku. Co prawda fatalnie wyszło, że akurat trafiłaś na Krawczyka, ale tak to jest, jak pech, to pech…

Iza pokiwała tylko głową, zagryzając wargi. Po chwili wrócił Antek ze szczotką do zmiatania i w kilka minut pobojowisko zostało całkowicie uprzątnięte, a wszystkie kelnerki, z wyjątkiem roztrzęsionej Izy, którą Basia odesłała na zaplecze w celu uspokojenia nerwów, udały się na ogólną część sali, aby obsłużyć napływających wciąż klientów. Pozostawiona na kilka minut sama Iza oparła się plecami o ścianę w korytarzu zaplecza, starając się ochłonąć i uspokoić bicie serca.

„Muszę pozbierać się i wracać do roboty” – myślała gorączkowo. – „Chociaż pewnie i tak to mi nie pomoże, tym razem wywali mnie na zbity pysk. To już moja druga wpadka w niespełna miesiąc! Dość już szkód narobiłam mu w interesie… Raz mógł mi darować, zwłaszcza że ta bójka Kacpra to tak naprawdę nie była moja wina. Ale teraz? Oblałam kawą jego najważniejszego klienta! Boże, to niewybaczalne, nie dość, że będzie musiał uruchomić ubezpieczenie, to jeszcze przeze mnie najadł się takiego wstydu… Ta restauracja to przecież jego wizytówka. Ależ musi być wściekły, to było widać i słychać, przecież aż głos mu się zmienił!”

– Iza, jak tam, lepiej ci? – zagadnął przechodzący obok Antek, który wpadł właśnie na zaplecze, niosąc w rękach głośnik ze zwisającą w dół plątaniną kabli. – Nie łam się, może nie będzie tak źle!

– Dzięki, Antek – uśmiechnęła się z trudem. – Zaraz wezmę się w garść, tylko…

Urwała, gdyż w tym momencie na zaplecze wszedł również szef w towarzystwie zaniepokojonej Basi. Jego twarz miała wciąż ten sam poważny i nieprzenikniony wyraz, z jakim dziesięć minut wcześniej obserwował porcję tiramisu spływającą po klapie marynarki Krawczyka.

– Szefie, ona przecież dopiero zaczyna – perswadowała mu cicho Basia. – Akurat trafiło na nią, ale to był przypadek, a po części też moja wina. Gdybym wiedziała, że na sali jest pan Krawczyk, nigdy nie dopuściłabym do tego, żeby podeszła tam początkująca kelnerka. Teraz będę już pilnować tego osobiście. Następnym razem sama podejdę z tą kawą, albo…

– Dobrze, wystarczy już, Basiu – przerwał jej szef tym samym co wcześniej, nienaturalnie spokojnym tonem, pod którym zdawał się tłumić siłą powstrzymywany wybuch emocji. – Sytuacja opanowana, wracajcie na salę.

Następnie, nie patrząc na Izę, skierował kroki w stronę swojego gabinetu i dopiero kiedy ją mijał, rzucił do niej krótko, nie odwracając głowy:

– Proszę ze mną.

Iza oderwała się od ściany i karnie ruszyła za nim, postanawiając w duchu, że każdy wyrok przyjmie najspokojniej, jak tylko się da. W międzyczasie do Basi i Antka dołączyły również Ola z Wiktorią i cała czwórka stanęła teraz nieruchomo przy wyjściu z zaplecza, śledząc współczującym wzrokiem idącą na dywanik koleżankę.

– Biedna Izka – westchnęła Wiktoria. – Ależ miała pecha!

– Mam nadzieję, że szef jej mimo wszystko za to nie wyleje – pokręcił głową Antek. – Niech ją ochrzani, odeśle za karę na dwa tygodnie na ścierę, ale niech ją u nas zostawi. Taka fajna dziewczyna, już na serio zdążyłem ją polubić…

– Ja też – szepnęła Wiktoria.

– Może wstawimy się za nią całym zespołem? – poddała Ola. – Basiu, ty masz chody u szefa, zagadałabyś w jej sprawie, a my byśmy poparli…

– Już próbowałam – odparła posępnie Basia. – I niestety czarno to widzę… Widzieliście, jaką miał minę? Naprawdę nie zazdroszczę jej tej rozmowy.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

Dalsze części:

Rozdział XI (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz