Anabella – Rozdział XII (cz. 10)

– A teraz siadaj koło swojej kelnerki i jedz! – zarządził Pablo, wskazując mu jedyne już dostępne miejsce na kanapie obok Izy. – Tylko pamiętaj, opinia ma być obiektywna, bez żadnych tendencyjnych zajazdów!

Wszyscy zebrani śmiali się, obserwując tę scenę i czekając z rosnącym zaciekawieniem na opinię Majka na temat sałatki.

– Nie bój się! – zaśmiał się Majk, zajmując wskazane miejsce obok Izy. – Jestem obiektywny jak skała i sto razy bardziej sprawiedliwy niż te wszystkie twoje sądy razem wzięte… Czekaj, młoda, zmieszczę się tutaj?

– Jasne, szefie – szepnęła Iza, przesuwając się jeszcze nieco bardziej w stronę siedzącej z jej drugiej strony Moniki, żeby zrobić mu więcej miejsca.

Majk postawił swój talerzyk na stole i usiadł obok, tak blisko, że Iza poczuła delikatny zapach jego wody toaletowej. Zapach ten wydał jej się dziwnie znajomy…

Eau de Cologne” – przebiegło jej przez myśl.

– Dzięki – uśmiechnął się do niej Majk. – Widzę, że ścisk tu macie jak w chińskiej jadłodajni… No dobra, zobaczmy, co nam tu przyrządził pan pantofel… Jedliście to? – upewnił się, zwracając się do innych, którzy ze śmiechem pokiwali głowami. – Okej. Jedliście i żyjecie, czyli ryzyko radykalnie spada… a to już coś!

– Jedz i nie gadaj, frajerze – przywołał go do porządku Pablo, na co Majk posłusznie schylił się nad sałatką. – A wracając do tych twoich papierów – dodał, poważniejąc. – Ten jeden punkt radziłbym ci wykreślić, niech facet oddrukuje to jeszcze raz, sprawdź dokładnie i dopiero wtedy podpisuj. Przy kwotach tego rzędu lepiej nie ryzykować takich mętnych kruczków.

– Jasne, mistrzu – skinął głową Majk. – Ufam w ciemno twoim słowom i zaraz pogonię cwaniaka według twych światłych wskazówek… No, ale powiem ci, że nie mam uwag do tej sałatki – oznajmił z uznaniem i jakby nieco zdziwiony, ruchem głowy wskazując na swój talerzyk. – Znakomicie doprawiona… Nikt ci nie pomagał?

„Szefa nie da się wykiwać” – pomyślała z rozbawieniem Iza, dyskretnie zerkając na Lodzię, która również zdawała się z trudem tłumić uśmiech. – „Wyczuł go bezbłędnie!”

– Oczywiście, że nie! – oburzył się Pablo. – Dostałem tylko instrukcje od gwiazdeczki, ale wszystko robiłem sam! A ty oczywiście dalej wątpisz w moje możliwości!

– No dobra! – zaśmiał się pojednawczo Majk, wracając do konsumpcji sałatki. – Nie burz się, stary, przyznaję, że robisz postępy. Rzeczywiście musiałeś mieć bardzo dokładne wskazówki, bo dzisiaj wyszło ci rewelacyjnie. Mówię to z pełnym obiektywizmem, znasz mnie…

– No, wreszcie! – odparł z satysfakcją Pablo. – Mogę dać ci dokładkę, żeby nie było… Chcesz do tego trochę piwka? Świetne, belgijskie.

– Dzięki – mruknął Majk, zerkając jakby z niechęcią na etykietę jednej z butelek, które stały przed nim na stole. – Dzisiaj nie mogę, prowadzę. Daj mi tylko trochę wody.

Iza natychmiast poderwała się z miejsca, sięgając po czystą szklankę i butelkę z wodą.

– Dzięki, Iza – powiedziała Lodzia, która właśnie miała zamiar zrobić to samo.

– Dobrze przeszkolona kelnerka! – zauważył Pablo, puszczając do Majka wesołe oko. – Nawet nie zdążyłem palcem ruszyć i już jesteś obsłużony!

– A co myślisz? – uśmiechnął się, biorąc szklankę i butelkę z rąk Izy. – Dzięki, młoda, już sam sobie naleję… U mnie w zespole trzeba się doszkolić bardzo szybko, bo robota aż kipi, nie ma czasu na banialuki. Nie, Iza?

– Tak, szefie – odparła skonfundowana dziewczyna.

– Szefie! – zaśmiał się Pablo. – Widzę, że przeszkolenie macie tam kompleksowe! Łącznie ze zwrotem grzecznościowym do naczelnika w każdym miejscu i o każdej porze dnia i nocy!

– Pan się nie nabija, panie mecenasie – odparował mu stoicko Majk, nalewając sobie wody do szklanki. – Bardziej kretyńskich zwrotów niż te wasze i tak się u nas nie wymyśli.

– Ale nie jesteście w kontekście zawodowym, Majk – zauważyła wymownie Lodzia. – A Iza jest moim gościem i dobrą koleżanką, której dużo zawdzięczam i z którą jeszcze długo mam zamiar współpracować. Więc mógłbyś ją zwolnić z tego per-szefa, przynajmniej u nas w domu…

– Rozkaz, gwiazdeczko! – zaśmiał się Majk, salutując przed nią żartobliwie. – Dla ciebie wszystko! Iza, gdzie masz swoją szklankę? Ta była twoja? Okej – sięgnął po butelkę i dolał jej wody. – Na polecenie królowej wypiję z tobą oficjalny bruderszaft! Niestety tylko wodą, bo dzisiaj mam szlaban na alkohol, ale pani mecenasowa przymknie oko na to drobne uchybienie w procedurze. Prawda, o pani? – mrugnął do Lodzi.

– Przymknę – zgodziła się wesoło. – Zwłaszcza że Iza jest tak samo niepijąca jak ja i Jula.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział XII (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz