Anabella – Rozdział XII (cz. 4)

Wyszły we dwie i po chwili wróciły, niosąc naręcza różnego rozmiaru pudełek z czekoladkami, które Lodzia po namyśle ułożyła na parapecie, odsuwając nieco na bok dwie doniczki z kwiatami. Ponieważ towarzystwo, podzielone w naturalny sposób na grono jej przyjaciół z liceum i na paczkę polonistów, do której dołączył teraz także Daniel, pogrążyło się w dyskusjach w swoich grupkach, Lodzia podeszła do chwilowo osamotnionej Izy i usiadła obok niej na brzegu kanapy.

– Dziękuję, że przyszłaś, Iza – powiedziała przyciszonym głosem, ściskając serdecznie jej dłoń. – Wiem, że nikogo tu nie znasz, oni zresztą też jeszcze nie zgrali się między sobą, ale to się powoli nadrobi. W końcu to są sami ludzie, których lubię – uśmiechnęła się.

– Ślicznie tu macie – zauważyła Iza, rozglądając się po pokoju. – Bardzo gustownie. Poza tym już dawno nie widziałam mieszkania urządzonego na niebiesko, zwykle jest w beżach, ewentualnie na biało… i jeszcze te niezapominajki!

– To moje ulubione kwiaty – wyjaśniła jej Lodzia. – Od wiosny będę sama hodować je na balkonie, a na razie Pablo sprowadza mi czasami taki bukiet… wiesz, tak od okazji do okazji. Co prawda on tych okazji zawsze znajdzie całe mnóstwo – pokręciła głową, a jej oczach zapaliło się światełko czułości. – Te kwiatki na przykład dostałam na pamiątkę studniówki, na której byliśmy razem dokładnie rok temu. A wystrój na niebiesko to też był jego pomysł…

– I nawet niebieską sukienkę dzisiaj założyłaś – zwróciła uwagę Iza. – Wszystko pasuje idealnie. To pewnie też prezent od Pabla?

– Też – przyznała Lodzia. – On uwielbia kupować mi ciuchy, a już zwłaszcza w tym kolorze. Ma do niego ogromny sentyment, aż kumple się z niego śmieją. Jest taki kochany… – szepnęła. – Rozpieszcza mnie jak księżniczkę.

– I widać, że bardzo się cieszy z powiększenia rodziny – uśmiechnęła się Iza. – Chociaż dla ciebie to będzie trochę kłopot, prawda? Jesteś dopiero na pierwszym roku…

– Dam sobie radę – zapewniła ją spokojnie Lodzia. – Na pierwszy semestr drugiego roku wezmę sobie indywidualny tok studiów, a potem już normalnie wrócę na zajęcia. Mam rodzinę, która chętnie mi pomoże. Wszyscy na moim roku też się dziwią, że tak szybko pakuję się w pieluchy – dodała z uśmiechem, czułym gestem kładąc dłoń na swoim idealnie płaskim brzuchu. – Też myślałam, że przez jakiś czas spokojnie sobie postudiuję, wybawię się w studenckim gronie i tak dalej. Ale robię to dla niego – zaznaczyła, a jej oczy rozbłysły znów jak dwie gwiazdy. – Bardzo mnie prosił, żeby chociaż jedno było szybko… Ma już swoje lata, więc chce nadrobić dystans względem kolegów, prawie wszyscy z nich już dawno temu pozakładali rodziny. No i po prostu czuje taką potrzebę, a ja… nie umiałabym mu niczego odmówić.

Iza patrzyła oczarowana na jej prześliczną twarz – rzeczywiście zdawał się bić od niej jakiś niesamowity, wewnętrzny blask, o którym wspomniał w autobusie Daniel.

„Ona kocha go tak mocno jak ja Misia” – pomyślała z zafascynowaniem. – „I jest taka szczęśliwa jak ja wtedy… albo i bardziej. Boże drogi, oby zawsze już tak było! Oby nigdy nie musiała obudzić się z tego snu tak boleśnie jak ja…”

– Powiedz mi coś, Iza – zagadnęła po chwili ciszy Lodzia, zmieniając temat. – Studiujesz francuski, prawda?

Iza skinęła głową twierdząco.

– Pytam, bo sama też mam zamiar trochę pouczyć się tego języka – ciągnęła Lodzia. – Wiesz, tak tylko komunikatywnie… żeby rozumieć, co inni mówią, i samej od biedy sklecić jakieś zdanie. Bo widzisz – dodała wyjaśniająco. – Moja szwagierka wyszła za mąż za Belga i mieszka za granicą, ostatnio byliśmy u nich na Sylwestra i powiem ci, że bardzo mi brakowało tej kompetencji. Jej mąż co prawda nieźle mówi po polsku, ich mała córeczka też, ale byli też inni ludzie, ich przyjaciele i rodzina, a oni już po polsku ani w ząb… Pablo radzi sobie jakoś, bo kiedyś siostra poduczyła go trochę francuskiego, jak Jean-Pierre przyjeżdżał do niej do Polski, ale ja to nic, kompletne zero, nigdy nie miałam do czynienia z tym językiem… Więc muszę zacząć się uczyć, bo pewnie jeszcze nieraz tam do nich pojedziemy. I tak sobie pomyślałam, że może ty znalazłabyś dla mnie z godzinkę tygodniowo na jakieś korki… – spojrzała na nią pytająco.

– Ach… czemu nie? – zgodziła się Iza, mile zdziwiona tą prośbą. – Co prawda na pierwszym roku nie myślałam jeszcze o udzielaniu korepetycji, ale… nie ma sprawy.

– Ja nie wymagam jakiegoś mega wysokiego poziomu – zapewniła ją szybko Lodzia. – Na razie wystarczyłoby mi ogarnąć podstawy, trochę słówek, zwrotów, gramatyki… no i wymowę. Oczywiście zapłacę ci, ile trzeba – podkreśliła. – Żadnych przysług za darmochę.

– Spokojnie, godzinka tygodniowo to przecież nic takiego – pokręciła głową Iza. – Bardzo chętnie pouczę cię, Lodziu, wręcz pochlebiłaś mi tą prośbą… To będzie dla mnie czysta przyjemność.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział XII (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz