Anabella – Rozdział XII (cz. 5)

– Tylko to by musiało być jakoś na tygodniu i najlepiej przed południem albo tuż po, tak do piętnastej – zaznaczyła Lodzia. – Po południu mam obowiązki, a weekendy spędzam bezwzględnie z rodziną, zwłaszcza że Pablo dużo pracuje na tygodniu, więc tak naprawdę tylko w weekend mogę się nim nacieszyć.

– Jasne – uśmiechnęła się Iza. – Ja zresztą też w weekendy nie bardzo mogę, bo w soboty mam sporo gotowania na cały tydzień, a w niedzielę odwiedzam jednego starszego pana, u którego tylko wtedy mam czas trochę posprzątać i coś ugotować. Poza tym w piątek i w sobotę wieczorem pracuję… Wiesz co, Lodziu? Myślę, że ustalimy coś konkretniej, dopiero jak będziemy już miały plan zajęć na drugi semestr. Musimy przecież znaleźć jakieś wspólne pasmo.

– Zgoda – kiwnęła głową Lodzia. – Dzięki ogromne, Iza, bardzo się cieszę i obiecuję, że będę uczyć się wszystkiego, co mi zadasz, i pilnie odrabiać prace domowe – mrugnęła do niej. – A teraz muszę zajrzeć do kuchni i sprawdzić, co wyprawia mój oprych! – dodała wesołym tonem, podnosząc się z miejsca. – Mam nadzieję, że…

Urwała, gdyż w tej samej chwili do pokoju z usatysfakcjonowaną miną wkroczył Pablo, już bez fartucha, za to z wielką salaterką sałatki składającej się na oko z dużej ilości świeżych, pokrojonych warzyw. Na ten widok towarzystwo wydało przeciągły okrzyk uznania i nagrodziło go gromkimi brawami.

– Bardzo proszę, moja premierowa sałatka! – oznajmił z dumą, stawiając salaterkę na stole. – Gwiazdeczko, popatrz tutaj i przyznaj, że zasługuję na twój ekskluzywny certyfikat i nagrodę specjalną – dodał znacząco, zwracając się do żony.

Lodzia roześmiała się razem ze wszystkimi i zerknęła na jego dzieło kulinarne.

– Pokrojone znakomicie – pochwaliła go z powagą, po czym pochyliła się mocniej nad sałatką i wpatrzyła się w nią uważnie. – Ale powiedz mi, bandziorku… czy ty dodałeś tutaj sos?

– Sos? – zaniepokoił się Pablo. – A miałem dodać?

Towarzystwo znowu ryknęło gromkim śmiechem.

– Przepraszamy was na chwilkę – uśmiechnęła się słodko Lodzia, z powrotem wręczając zdezorientowanemu mężowi salaterkę z sałatką i pociągając go za ramię w stronę drzwi. – Właściwa premiera tej znakomitej sałatki odbędzie się za minutę, musimy tylko dograć jeden mały szczegół techniczny…

Oboje wyszli do kuchni, skąd po chwili do pokoju dobiegły ich wesołe salwy śmiechu.

– No i czyż oni nie są uroczy? – pokręciła z uznaniem głową Nina. – Chłopaki, który z was by tak ładnie obrał i pokroił te warzywa?

– Ale sosu zapomniał – zauważył oględnie Daniel. – A co to za sałatka bez sosu?

– Sałatka adwokacka! – zaśmiała się Monika. – Formuła czysto warzywna bez dodatków!

– I co się czepiacie? Stara się, jak może! – zawołała Magda. – Misiek, to jest bardzo dobry pomysł, od jutra ty też ćwiczysz obieranie i krojenie warzyw pod moim nadzorem!

Misiek westchnął boleśnie i pokiwał z rezygnacją głową, na co siedzący obok Jacek roześmiał się i przyjacielskim gestem poklepał go po plecach. Iza, która tymczasem przyglądała się wszystkim po kolei, starając się zapamiętać na przyszłość ich twarze, zauważyła, że wśród rozbawionego towarzystwa od początku imprezy wyróżniał się Bartek, który wydawał się nie być dziś w najlepszym humorze w przeciwieństwie do szampańsko bawiącego się i żartującego z koleżankami Daniela.

Po chwili z kuchni wrócili Pablo i Lodzia z gotową tym razem w stu procentach sałatką i rozpoczęła się pełna żartów i śmiechu degustacja, której wynikiem były pełne uznania okrzyki i sypiące się jak z rękawa pochwały pod adresem zadowolonego z siebie kucharza. Iza również skosztowała sałatki i musiała przyznać, że była wyśmienita, choć w doborze przypraw, zważywszy na elementarną ignorancję kulinarną, jaką przed chwilą wykazał się Pablo, domyśliła się dyskretnej ręki Lodzi.

„Pewnie doprawiła to za jego plecami” – pomyślała, obserwując ich z rozbawieniem. – „Chciała, żeby debiut dobrze mu poszedł i żeby wszyscy go chwalili. A on nawet się nie zorientował… Kurczę, jaka to jest fajna, sympatyczna para!”

– Sam nie podejrzewałem, że tak świetnie mi wyjdzie – zdziwił się Pablo, kosztując swojego dania. – Widzisz, skarbie, mój talent dopiero się ujawnia – uśmiechnął się do żony. – Wcześniej był po prostu głęboko ukryty i to dlatego nikt mnie nie doceniał! Ale jeszcze pokażę swoją moc. Musisz tylko lepiej mnie przeszkolić z proporcji tych ziółek w sosie, bo to też są jakieś czary-mary…

– Popracujemy nad tym, kochanie – obiecała mu Lodzia. – W każdym razie twoja dzisiejsza sałatkowa premiera wyszła idealnie, nie mówiąc już o tym, że utrzymałeś bardzo przyzwoite tempo.

Pablo rozpromienił się jeszcze bardziej, wyraźnie dumny z pochwały.

– A ja skosztuję tej bomby witaminowej – ciągnęła Lodzia, nakładając sobie tym razem na talerzyk sałatkę owocową Izy. – Jak ktoś chce, to częstujcie się – zwróciła się do gości. – I ciastem też, sama piekłam…

– Pablo, a ty co? – zdziwiła się żartobliwie Monika. – Nie piekłeś ciasta?

– Niestety na to nie mam jeszcze pozwolenia – rozłożył bezradnym gestem ręce. – Gwiazdeczka nie pozwala mi na żadne eksperymenty na gorąco, boi się, że jej zjaram kuchnię! – zaśmiał się. – I widzicie? To się nazywa wiara we własnego męża i ufność w jego możliwości! Ale kiedyś dojdę i do ciast, spokojnie, nie od razu Lublin zbudowano…

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4)

Dalsze części:

Rozdział XII (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz