Anabella – Rozdział XII (cz. 6)

Rozmowa potoczyła się żywo, towarzystwo z liceum Lodzi, które lepiej znało Pabla, wdało się z nim w pogawędkę przerywaną wybuchami śmiechu, natomiast poloniści zajęli się dokuczaniem Bartkowi, który, jak się okazało, miał na tę imprezę przyjechać samochodem, ale dzień wcześniej zadrasnął na nim lakier i ojciec na dwa tygodnie zabronił mu korzystania z auta. Iza uznała, że to najwyraźniej ta okoliczność była przyczyną jego kiepskiego humoru, i w poczuciu solidarności starała się nie śmiać z docinków sypiących się pod jego adresem.

– Ale tych słodyczy nazbierałaś dzisiaj tyle, Lodziu, że masz zapas na pół roku – zauważyła Monika, spoglądając na piętrzące się na parapecie pudełka z czekoladkami.

– A właśnie! – podchwyciła Lodzia, zrywając się z krzesła. – Może chcecie się poczęstować? Otworzylibyśmy chociaż ze dwa pudełka…

Towarzystwo, które przejadło się już sałatkami i ciastem, zgodnie zaprotestowało przeciwko tej propozycji.

– No i wszystkie czekoladki będę musiał zjeść ja – westchnął dramatycznie Pablo. – Trudno, poświęcę się, kochanie, wiesz, że zawsze możesz liczyć na swojego rycerza… Ona nie je teraz nic słodkiego – wyjaśnił zebranym. – Odrzuca ją od cukru na kilometr, ze słodkich rzeczy je tylko owoce.

– Dlatego świetnie trafiłaś z tą sałatką – mrugnęła Lodzia do Izy.

Obie wymieniły porozumiewawcze uśmiechy.

– A niech to, czyli nasze prezenty są do bani! – zawołała skonfundowana Magda. – Lodziu, czemu nic nie powiedziałaś? Widzisz, Misiek, a mówiłam ci, że lepiej było wziąć dla niej te bakalie w puszce! Miałaby przynajmniej do ciasta…

– Ale czekajcie! – przerwała jej w natchnieniu Monika. – Skoro odrzuca ją od słodyczy, to by znaczyło, że na sto procent będzie chłopak!

– Też tak myślę – przyznała Lodzia, zerkając przekornie na Pabla, który pokiwał na to sceptycznie głową, dojadając ze smakiem dokładkę swojej sałatki.

– Wszystkie nasze koleżanki tak twierdzą, powołując się na jakieś prymitywne mądrości ludowe – skrzywił się lekko. – A to są zwykłe zabobony.

– Czyli wolałbyś dziewczynkę? – zagadnęła podstępnie Nina.

Pablo uśmiechnął się tylko lekko, nalewając sobie wody do szklanki.

– To dziwne – zauważyła Magda. – Faceci zwykle upierają się na syna…

– Mój zakapiorek nie upiera się na żadną opcję – oznajmiła jej Lodzia, stając za krzesłem Pabla, schylając się nad nim i oplatając mu od tyłu szyję ramionami. – Owszem, z różnych względów wolałby dziewczynkę, ale jest kochany i nie wydziwia, zwłaszcza że ja sama czuję, że to będzie chłopak.

– I to jest jedyny argument, który mnie przekonuje – zaznaczył Pablo, ujmując jedną z jej dłoni i przyciskając ją do ust. – Kobieca intuicja. Z tym się nie dyskutuje, zapamiętajcie to, panowie. Chociaż i tak jeszcze się okaże… A kto to mi jeszcze dokucza o tej porze? – pokręcił głową, gdyż właśnie rozdzwonił się leżący na półce telefon.

Lodzia, która była bliżej, sięgnęła po niego, zerknęła na wyświetlacz i podała mu aparat z wymownym uśmiechem.

– Sczytałeś mu te papiery? – zapytała cicho.

Pokiwał głową twierdząco, wstał z krzesła i podniósłszy w przepraszającym geście dłoń pod adresem patrzącego na niego towarzystwa, wyszedł do przedpokoju, odbierając po drodze połączenie.

– Zaraz wróci – wyjaśniła zdawkowo Lodzia, zajmując zwolnione przez niego krzesło. – Chcecie się jeszcze czegoś napić?… Nina, Ala? Bartek?

– Ja napiję się trochę soku – skinął głową Bartek, wstając ze swojego miejsca i podchodząc do niej ze swoją szklanką. – Daj, sam sobie naleję.

– Żaden problem – uśmiechnęła się, sięgając po dzbanek z sokiem. – Podstaw mi tu tylko szklankę i trzymaj…

Reszta towarzystwa wróciła do rozmowy, jednak Iza przyglądała się nadal schylonemu nad Lodzią Bartkowi, zaalarmowana czymś nieuchwytnym lecz intuicyjnie wyczuwalnym w zachowaniu chłopaka. Czy było to lekkie drżenie jego dłoni, którą trzymał szklankę? A może jego wzrok, którego, niczym w transie, nie odrywał teraz od delikatnego półprofilu Lodzi? Przypomniała sobie nagle słowa Daniela z autobusu i poczuła delikatny ścisk serca.

„Może to wcale nie przez to auto dzisiaj jest taki nie w humorze?” – przebiegło jej przez głowę. – „Niby tylko przy niej stoi, a wszystko i tak widać… Cóż, tak to jest. W cieniu szczęścia jednych rozgrywają się dramaty innych. Nic dziwnego, taka śliczna dziewczyna! Ale jednak nie powinien w to brnąć. Jak to powiedział ten kolega psycholog pana Szczepcia? Miłość nieodwzajemniona podlega terapii… Hmm, może i prawda. Zwłaszcza w takim świeżym przypadku to by miało sens…”

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział XII (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz