Anabella – Rozdział XII (cz. 7)

Urwała te chaotyczne rozmyślania, gdyż do pokoju wrócił Pablo. Odkładając wygaszony telefon na półkę, chciał powiedzieć coś do Lodzi, jednak w zachowaniu Bartka musiał wyczuć to samo co Iza, bowiem zerknął na niego uważnie, a jego uśmiechnięta twarz w ułamku sekundy okryła się cieniem. Bartek, choć nie patrzył na niego, ocknął się natychmiast, skinął głową w geście podziękowania i odszedł ze swoim sokiem na miejsce przy Ninie. Nieświadoma niczego Lodzia odstawiła dzbanek z sokiem i podniosła na Pabla uśmiechnięte oczy.

– Zajęłam twoje krzesło – oznajmiła mu przekornie, przechylając lekko głowę na bok. – Nieobecni nie mają racji, więc teraz będziesz stał!

Zafascynowana Iza patrzyła, jak przez twarz mężczyzny w kolejnych kilku ułamkach sekundy przebiega cała feeria świateł i cieni, a jego wyraziste ciemne oczy napełniają się blaskiem, jakiego chyba jeszcze nigdy u nikogo nie widziała. Zamiast odpowiedzieć, schylił się nad żoną i szybkim, spontanicznym gestem, który nawet ją zdawał się zaskoczyć, objął ją ramieniem, przyciskając usta do jej ust w krótkim lecz płomiennym pocałunku.

„Ten z kolei zaznacza swój teren” – uśmiechnęła się w duchu Iza. – „Pokazuje tamtemu jasno, kto ma do niej prawo. Taka gra bez słów…”

Lodzia, choć wydawała się zaskoczona tą emocjonalną reakcją męża, z radością odwzajemniła mu pocałunek i przez chwilę oboje szeptali coś między sobą, patrząc sobie głęboko w rozświetlone szczęściem oczy. Cała scena potrwała zaledwie kilka sekund i umknęła uwadze większości rozgadanego towarzystwa, lecz na wrażliwym sercu Izy zrobiła o wiele większe wrażenie niż milion najpiękniejszych słów.

„Czy Misio choć raz tak na mnie spojrzał?” – pomyślała z nagłym smutkiem. – „Chyba nigdy… Jakie to musi być cudowne uczucie zobaczyć coś takiego w oczach mężczyzny! Jakież to inne od tych płytkich miłostek Kacpra… Czy kiedykolwiek będzie mi dane tego zaznać? Ja przecież kocham Misia tak samo mocno jak Lodzia męża… tylko że on nie kocha mnie” – westchnęła. – „I nawet jeśli kiedyś jeszcze znów się do mnie przekona, to czy będzie umiał pokochać mnie tak jak Pablo Lodzię? Jak Robi moją Melcię?… albo jak pan Szczepcio swoją Hanię? Hania żyła krótko, ale głowę daję, że mąż patrzył na nią właśnie tak… A ja? Nawet jeśli pożyję do dziewięćdziesiątki, to przeżyję pewnie mniej szczęśliwych chwil niż ona. Cóż, taki pech. Nie każdemu jest dane być prawdziwie szczęśliwym…”

– Frajer wpadnie na chwilę po te papiery – wyjaśniał tymczasem Pablo Lodzi, kładąc dłoń na oparciu jej krzesła. – Gdzie je dałaś, kochanie?

– Na półce w sypialni, druga po lewej nad komputerem – odparła rzeczowo Lodzia.

– Okej – skinął głową, po czym wyprostował się i uśmiechnął się do gadającego między sobą towarzystwa. – No dobrze, młodzieży, a teraz koronne pytanie od gospodarza imprezy! Kto ma ochotę na świetne piwko prosto z lodówki?

Podniosły się liczne dłonie i pełne entuzjazmu okrzyki, zwłaszcza ze strony chłopaków. Rozbawiony Pablo policzył zgłaszających się i zatrzymał na chwilę uważny wzrok na Bartku, który z zamyśloną miną siedział nad swoją szklanką z sokiem, nie podnosząc ręki.

– A ty, młody, jak? Nie pijesz? – zagadnął go przyjaznym tonem.

Bartek ocknął się i podniósł głowę, przez chwilę obaj patrzyli sobie prosto w oczy.

– W sumie mogę się napić – uśmiechnął się nieco sztucznie Bartek. – Dzięki.

– Czyli wszyscy panowie – podsumował neutralnym tonem Pablo. – A młode damy? Oczywiście pytanie nie odnosi się do kobiet ciężarnych, których porcje co do zasady wypijam ja! – zaznaczył wesoło, na co wszyscy roześmiali się, a Lodzia pokręciła z pobłażaniem głową. – Zgłaszać się, dziewczyny, ręce w górę! Raz, dwa… trzy… Julia?

Julka pokręciła głową przecząco.

– Dobra, to w takim razie dwa dla Szymka – mrugnął do jej chłopaka Pablo. – Nie ma to jak zadawać się z kobietą niepijącą, mówię wam, chłopaki, raj… Iza?

– Nie, dziękuję – uśmiechnęła się Iza. – Nie piję alkoholu.

– O proszę, następna westalka! – zaśmiał się Pablo. – Dobra, nawet nie ma co liczyć, idziemy przynieść wszystko, co mamy w lodówce. I do tego nowe szklanki… Ty siedź, perełko – dodał stanowczo, zatrzymując ruchem ręki zrywającą się na te słowa z krzesła Lodzię, po czym spojrzał znacząco na siedzącego blisko drzwi Bartka. – Kolega mi pomoże.

„Oho” – pomyślała mimowolnie Iza.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6)

Dalsze części:

Rozdział XII (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz