Anabella – Rozdział XII (cz. 8)

Bartek posłusznie podniósł się z krzesła i obaj wyszli do kuchni, skąd po chwili dobiegł szklany szczęk wyjmowanych z lodówki butelek z piwem.

– Lodźka, ile on tam tego trzyma? – zapytała z rozbawieniem Julka. – Masz chociaż trochę miejsca na masło w lodówce?

– Niewiele – przyznała wesoło Lodzia. – A dzisiaj to prawie wcale! Ale obiecał, że w nowym domu będą dwie lodówki, jedna na jego piwo, a druga całkiem moja…

– Właśnie, Lodziu, gdzie się budujecie? – podchwyciła z zaciekawieniem Monika.

– Na Lipniaku. Nasza działka jest właściwie tuż za granicą miasta, więc nawet komunikacja miejska tam dojeżdża, a okolica jest bardzo ładna i spokojna – wyjaśniła Lodzia. – Tyle że jeszcze nic tam nie ma, dopiero na wiosnę mają zacząć wylewać fundamenty.

– Prestiżowa dzielnica – pokiwał głową Daniel. – Prawie same wypasione domy, dużo milionerów tam mieszka.

– My nie jesteśmy milionerami, więc nasz nie będzie jakoś szczególnie wypasiony – zapewniła go Lodzia. – Zresztą ja bym na to nie pozwoliła, a Pablo, chociaż nie można odmówić mu rozmachu, jest w gruncie rzeczy człowiekiem pragmatycznym i…

– …i zadeklarowanym pantoflarzem, który we wszystkim musi słuchać żony! – wtrąciła wesoło Magda, na co wszyscy wybuchli śmiechem.

– Aha, jasne! – prychnęła kpiąco Lodzia. – Pantoflarz, co zawsze postawi na swoim! Na szczęście tu się akurat nie upiera i zgadza się ze mną, że dom ma być przede wszystkim funkcjonalny. A to da się uzyskać umiarkowanym nakładem środków, choć i tak inwestycja jest ogromna – westchnęła.

– W takiej dzielnicy nawet sama działka musiała sporo kosztować – zauważył Daniel.

– Pewnie tak – zgodziła się ostrożnie Lodzia. – O to nie pytałam. Pablo kupił tę ziemię już ładnych parę lat temu, trafiła mu się wtedy okazja i zainwestował w to jakieś swoje nadwyżki finansowe, a kolega architekt zrobił mu fajny projekt domu – tu wymieniła porozumiewawcze spojrzenia z Julką. – Więc właściwie tę budowę i tak miał w planach, a teraz po prostu ją realizujemy.

– Długo wam to zajmie? – zainteresowała się Nina. – Tu rzeczywiście nie macie za dużo metrażu, a jak dziecko się urodzi, zrobi wam się ciasno…

– Z jednym pomieścimy się bez problemu – zapewniła ją Lodzia. – Ja zresztą bardzo lubię to mieszkanko i chciałabym w nim jeszcze trochę pomieszkać. A jeśli chodzi o dom… Pablo oczekuje, że ekipa uwinie się z tym w półtora roku, ale ja myślę, że dwa lata to będzie minimum, zanim da się tam wprowadzić.

– Dwa lata to nie tak długo – zauważył Jacek. – Mój wujek budował dom z dziesięć lat… jeśli nie dwanaście. W sumie wszystko jest kwestią tego, ile kasy się rzuci…

Do pokoju wrócili Pablo i Bartek, ostrożnie niosąc na dwóch tacach piwo i szklanki. Zebrani pozrywali się z krzeseł, żeby odebrać od nich balast, i butelki szybko poszły w ruch.

– Dzięki za pomoc, Bartek – Pablo przyjaznym gestem poklepał swojego pomocnika po ramieniu, po czym odkapslował jedną z butelek i nalał piwa najpierw jemu, a potem sobie. – Dobre piwko, nie? – zwrócił się do reszty, siadając na wolnym krześle.

– Świetne – potwierdził z uznaniem Jacek. – Nie, Misiek? To jakieś zagraniczne?

– Belgijskie – odparł z miną znawcy Pablo. – Szwagier pokazał mi je kiedyś i od tamtej pory to jest moje ulubione. Chociaż polskie też lubię, ma trochę inny smak…

– A piłeś coś z tych polskich browarów rzemieślniczych? – zainteresował się Marek.

– Piłem – skinął głową, odchylając się w tył razem z krzesłem i z przyjemnością pociągając kolejnego łyka piwa. – Są znakomite, chociaż trzeba lubić pewne nuty w smaku, mnie nie wszystkie podchodzą…

Tymczasem Lodzia skinęła na Julkę i obie cichaczem przesunęły się ze swoimi krzesłami w stronę kanapy, na której brzegu siedziała Iza.

– Zrobimy sobie mały klub abstynentek – powiedziała do Izy Lodzia. – Tylko my we trzy nie pijemy piwska, więc nie musimy słuchać tych ich koneserskich uwag. Ja w ogóle nie rozumiem, co oni w tym widzą – skrzywiła się lekko. – Gorzkie to jak nie wiem co, a jak się gdzieś wyleje, to masakra, ciężko wywabić ten zapach.

– Ja nawet lubię smak piwa – odparła Iza. – Ale mam bardzo słabą głowę do alkoholu, więc z zasady nie piję wcale. Po prostu źle się potem czuję. Niby po jednym nie powinno nic się stać, ale ja należę do tych ludzi, którym do upicia się wystarczy powąchać nakrętkę…

Lodzia i Julka roześmiały się.

– Szymek mówi, że kobieta niepijąca to czysta oszczędność – odpowiedziała wesoło Julka. – A tobie, Lodźka, to już nawet nie wypadałoby zacząć pić, Pablo tak się wszędzie przechwala niepijącą żoną, że chcąc nie chcąc musisz trzymać fason!

– To dla mnie akurat nie problem – zapewniła ją Lodzia. – Kto by zresztą zwoził tego bandziora samochodem po zakrapianych imprezach?

– Dlaczego nazywasz go bandziorem? – zdziwiła się Iza. – Już któryś raz to słyszę.

Lodzia i Julka znów roześmiały się jak na komendę.

– Opowiem ci kiedyś – obiecała jej wesoło Lodzia. – To długa i bardzo zabawna historia…

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

Dalsze części:

Rozdział XII (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz