Anabella – Rozdział XIII (cz. 10)

– I powiedział nam, żebyśmy szukali sobie innej pracy – relacjonował posępnym tonem Kacper, dojadając ostatnią kanapkę z pasztetem i popijając herbatą. – Narzekać, nie narzekam, bo każdy z nas dostał porządną odprawę, ale roboty póki co nie ma. Chyba że Adaś coś nagra, mówi, że ma jakieś znajomości…

– No co zrobić? Firma pada, to zamyka ją póki czas – zauważył pan Stanisław. – Może lepsze to, niż brać kredyty i jechać na krechę? A ty sprytny jesteś, to znajdziesz coś sobie, jak nie od razu, to na wiosnę na pewno.

– Skoro dobrze wam zapłacił na odchodne, to przynajmniej będziesz miał pieniądze na przeczekanie – dodała Iza, dolewając mu herbaty. – Rozejrzysz się za czymś na spokojnie, teraz ofert pracy jest sporo, a w budowlance na wiosnę będzie ich jeszcze więcej, tak jak pan Stasio mówi. Masz przecież doświadczenie, znasz się na rzeczy, mięśni ci nie brakuje… Ja myślę, że dla ciebie znalezienie nowej pracy to będzie kwestia maksymalnie kilku tygodni.

– Też tak myślę – zgodził się Kacper. – Nie żebym się o to martwił, tyle że trzeba będzie zawracać sobie tym gitarę, latać, szukać… A już miałem tak fajnie zaplanowane, że w następnym tygodniu pospotykam się więcej z taką jedną Reginką… a może to była Renatka? – zastanowił się, na co Iza i pan Stanisław wymienili zdegustowane spojrzenia i pokręcili głowami. – No, nieważne, mówię na nią Renia i tego będę się trzymał. A tu jeszcze za robotą trzeba biegać… No ale trudno, taki lajf, dam radę. A ty jak, młoda? – zagadnął do Izy. – Przedłużył ci umowę ten twój szef?

– Nie musiał, wtedy dał mi od razu na dwa miesiące – odpowiedziała Iza. – Więc jeszcze prawie miesiąc jestem na tamtej, do początku marca.

– A tak, faktycznie, mówiłaś – przypomniał sobie Kacper. – Ale za ten miesiąc już ci zapłacił, mam nadzieję? Bo jak nie, to pamiętaj, że ja zawsze…

– Przestań, Kacper, no co ty? – zgromiła go Iza. – Ty to w ogóle lepiej się tam nie pokazuj. Pamiętasz, co mi obiecałeś? Mój szef to uczciwy człowiek, nie ma porównania z tamtym babsztylem z komisu. Dziewczyny mówiły mi, że z czym jak z czym, ale z płacą nigdy u niego nie miały problemu. Jest wymagający, to fakt, ale wynagrodzenie pracownika traktuje jak świętość. Ja sama zresztą od razu na wjazd dostałam świetne warunki, bo połowę pensji za pierwszy miesiąc dał mi z góry.

– A, to szlachetnie – docenił pan Stanisław.

– Ale tę drugą część też ci zapłacił? – upewnił się Kacper.

– Na pewno – uśmiechnęła się Iza. – Nie martw się, Kacperku. Druga transza pensji powinna przyjść na konto dzisiaj, pewnie już jest, sprawdzę sobie potem. Jeszcze o tym nie myślałam, cały dzień się pakowałam…

– To jedzie pani do domu na cały tydzień? – zagadnął pan Stanisław.

– Tak, jutro rano wyjeżdżam i wracam w przyszłą niedzielę. Od następnego poniedziałku już zaczynają się zajęcia w drugim semestrze, no i otwieramy restaurację po remoncie kuchni, więc muszę być w pracy.

– Słabo tu będzie bez ciebie – westchnął Kacper. – Ale jedź do siory, pewnie… Tylko wracaj za tydzień. A ja w tym czasie rozejrzę się za nową robotą, bo potem kasy nie będzie, a tego to nie znoszę. Jestem człowiek honoru i jak spotykam się z dziewczyną, to nie ma opcji, żebym jej piwka czy innego soku nie postawił…

Po kolacji Iza wykąpała się i zamknęła w pokoju, sprawdziła stan plecaka spakowanego na jutrzejszy wyjazd, a następnie, wsunąwszy się pod kołdrę, wyłączyła lampkę i wtulona w poduszkę puściła sobie w słuchawkach ulubioną stację francuskiego radia. Po kilku minutach przypomniała sobie jednak, że powinna, zgodnie z tym, co powiedziała Kacprowi, sprawdzić stan konta bankowego, gdyż w istocie tego dnia miała dostać resztę swojej pierwszej miesięcznej pensji. Co prawda nie miała w tej kwestii żadnych obaw, jednak dla świętego spokoju postanowiła zajrzeć do aplikacji bankowej i sprawdzić, czy pieniądze rzeczywiście przyszły. Z westchnieniem wyłączyła radio, otworzyła aplikację i z zaskoczenia aż usiadła na łóżku na widok widniejącej na pulpicie kwoty.

„Tysiąc pięćset złotych?” – pomyślała na wpół z oszołomieniem, na wpół z niepokojem, bowiem jeszcze nigdy na swoim skromnym koncie nie widziała takiej sumy. – „Skąd tu się wzięło aż tyle? Powinno być sześćset… plus to, co jeszcze miałam, w sumie maksymalnie siedemset coś… Skąd tyle kasy? Może to jakaś pomyłka?”

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział XIII (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz