Anabella – Rozdział XIII (cz. 3)

„Bogu dzięki, że udało mi się jakoś wybronić na tę tróję” – myślała z ulgą Iza, zbiegając po schodach po zjedzonym naprędce spóźnionym obiedzie. – „Wolę trójsko w pierwszym terminie niż piątkę na poprawce, logika to jednak nie mój żywioł. Uff, przynajmniej mam to z głowy…”

Była już prawie osiemnasta, biegła więc na umówioną wizytę u pana Szczepana, którego obiecała odwiedzić dziś w towarzystwie szefa na zakończenie ciężkiego dnia. Egzamin z logiki, ów koszmar, który od ponad dwóch tygodni śnił jej się po nocach, był wreszcie zaliczony – co prawda z wielkim trudem, ale pozytywnie. Otwierało to przed nią świetlaną perspektywę dwóch wolnych tygodni, jakie pozostały do rozpoczęcia zajęć w drugim semestrze. Pomimo owej trójki z logiki, średnią ocen z pierwszego semestru i tak miała wysoką ze względu na znakomite wyniki z przedmiotów kierunkowych, zatem ten etap nauki mogła uznać za zakończony z sukcesem.

Do Bernardyńskiej było niedaleko, w związku z czym lekkie przyśpieszenie kroku pozwoliło jej na punktualne dotarcie pod kamienicę pana Szczepana. Rozejrzała się za szefem, z którym byli umówieni przed wejściem do bramy, lecz nie dostrzegła go na horyzoncie. Przez głowę przebiegła jej myśl, że albo się spóźni, albo nie przyjdzie wcale, wszak mogło wypaść mu coś niespodziewanego, jak to często bywało, względnie w natłoku codziennych spraw w ogóle zapomniał o tym spotkaniu.

„Poczekam parę minut i jeśli go nie będzie, pójdę sama” – postanowiła, owijając szczelniej szyję pomarańczowo-rudym szalem od Amelii i chowając ubrane w rękawiczki ręce do kieszeni, gdyż lutowy mróz był dziś wieczorem wyjątkowo zjadliwy. – „Ciemno już i zimno jak diabli, a jemu pewnie coś wypadło, zresztą nie ma się co dziwić, zabiegany człowiek… Zerknę sobie potem na smsy, może przysłał mi coś w tej sprawie? Ale to już u pana Szczepcia na górze. Teraz nie będę ściągać rękawiczek, żeby grzebać w telefonie, mowy nie ma, chyba by mi ręce odpadły!”

Weszła do bramy, żeby nie wystawać na środku chodnika, gdzie oprócz mrozu dokuczał też przejmujący wiatr, i aż podskoczyła z przestrachu, gdyż w mrocznym wnętrzu, na tle ściany zamajaczyła jakaś ciemna postać, która natychmiast ruszyła w jej stronę. Odruchowo cofnęła się o krok, zachłystując się mroźnym powietrzem.

– Nie bój się, elfiku, to ja – rozbrzmiał ciepły, wesoły głos szefa i z mroku wyłoniła się cała jego sylwetka w znajomej skórzanej kurtce. – Jesteś punktualna co do minuty.

Iza odetchnęła z ulgą.

– Ależ mnie szef wystraszył! – pokręciła głową. – Myślałam, że tu nikogo nie ma…

– Wybacz – uśmiechnął się. – Schroniłem się tu przed tym cholernym wiatrem, myślałem, że mi łeb urwie. Dobrze, że już jesteś. Biegnijmy do środka.

Szybkim krokiem przeszli w głąb podwórza i weszli do klatki schodowej oświetlonej dziś słabym światłem nowo zamontowanej żarówki.

– Mówiłaś dziadkowi, że będę dzisiaj z tobą? – zagadnął szef, kiedy wchodzili po schodach na piętro.

– Nie – odparła z lekkim zakłopotaniem Iza. – Nie chciałam mu mówić, bo mógłby za bardzo się nastawić, a szefowi mogło przecież coś wypaść…

– Stop – rzucił, zatrzymując się na półpiętrze, na co Iza również przystanęła, rozglądając się z niepokojem za przyczyną tego manewru. – Jaka była umowa?

Spojrzała na niego zdziwiona, usiłując odgrzebać szybko w pamięci ostatnią rozmowę o panu Szczepanie.

– Umowa? – szepnęła zdezorientowana.

– Piliśmy bruderszaft czy nie? – zapytał retorycznie szef, opierając się ręką o barierkę schodów tuż przy jej ramieniu.

Iza cofnęła się spłoszona.

– Tak, ale…

– Chcesz, żeby pani mecenasowa wyklęła mnie z kręgu przyjaciół? – ciągnął żartobliwym tonem. – Muszę z nią dobrze żyć, mój najlepszy kumpel to jej pantofel i nawet nie chcę myśleć, co by ze mną było, gdybym jej podpadł. Mimo wszystko zależy mi na ich przyjaźni. Tak więc… Majk – dodał, poważniejąc.

Iza pokręciła głową przecząco.

– Nie, szefie – odpowiedziała cicho lecz stanowczo. – Ja tak nie mogę. Znam zasady, jakie obowiązują w zespole, a sama też nie chcę się tak spoufalać, bo…

– Bzdura – przerwał jej spokojnie Majk, nie zmieniając pozycji. – Sam wiem, z kim mogę się spoufalać, a z kim nie. Dostałaś rekomendację od Lodzi i to mi wystarcza. Zresztą w czym problem? Widziałaś, ilu studentów przewala się przez nasz lokal? Z co drugim byle gówniarzem jestem na „ty”… I co? Wszystko gra.

– Ale nie każdy byle gówniarz pracuje u szefa w zespole – zauważyła poważnym tonem Iza, podnosząc stanowczym gestem głowę. – A ja zostałam pouczona co do zasad i nie chcę się z nich wyłamywać. Nie chcę i nie mogę. To również kwestia moich relacji z kolegami. Nie chciałabym, żeby uważali, że…

– Okej, rozumiem – przerwał jej. – O tym nie pomyślałem.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2)

Dalsze części:

Rozdział XIII (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz