Anabella – Rozdział XIII (cz. 5)

Podeszła do pana Szczepana i troskliwym gestem podtrzymała go pod ramię.

– No już, panie Szczepciu – powiedziała wesoło, prowadząc go w głąb pokoju. – Idziemy usiąść sobie w fotelu, pewnie pan biegał przez pół dnia i już pan jest zmęczony. Brał pan już swoje leki? Nie?… To zaraz podamy, przyniosę wodę i cukier… O, niech pan siada – usadziła go w fotelu – i niech pan sobie rozpakuje swój prezent. Pomóc panu?

– Tak, Haniu – pokiwał głową staruszek, podając jej paczuszkę. – Rozpakuj mi to, dziecinko, bo mnie coś się ręce trzęsą…

Iza pochyliła się nad nim, by na bieżąco mógł obserwować, jak rozpakowuje prezent. Włosy zsunęły jej się na twarz, zatem odgarnęła je sobie za ucho i zabrała się za odwijanie papieru. Majk, który po wejściu do pokoju rozglądał się po nim przez chwilę, jakby nie rozpoznając w pięknie wysprzątanym wnętrzu scenerii z pamiętnego listopadowego wieczoru, przystanął teraz nieruchomo i nie spuszczał już oczu z obojga, a jego twarz przybrała poważny, nieco zamyślony wyraz.

– Zaraz będzie pan sobie to oglądał, a ja pobiegnę po leki i po coś do picia – mówiła ciepło Iza, nie przerywając rozpakowywania podarunku. – O, widzi pan? Zobaczmy, co to takiego…

Wśród odwiniętych papierów błysnęło szklane naczynie – był to prosty, sporych rozmiarów kieliszek z eleganckim tłoczeniem, które układało się w biegnący przez środek napis. Iza ostrożnie podniosła go pod światło.

Anabella – odczytała i spojrzała z porozumiewawczym uśmiechem na Majka.

Odwzajemnił jej go, a następnie podszedł do fotela, na którym siedział pan Szczepan i przykucnął przed nim.

Anabella? – zdziwił się pan Szczepan. – Już parę razy słyszałem to słowo… Chyba Hania coś wspominała? – spojrzał na Izę, która pokiwała głową twierdząco.

– Tak nazywa się moja firma – wyjaśnił mu Majk, ruchem głowy wskazując na naczynie, które Iza przekazała już teraz do rąk staruszka. – Moja firma, czyli dzieło mojego życia, takie moje… dziecko. Nie wiedziałem, co ci przynieść, stary zbóju, żeby nie było zobowiązująco, więc pomyślałem, że dam ci na pamiątkę coś z moich osobistych skarbów. Tak wbiłeś mi się do głowy, że postanowiłem dać ci ten kieliszek. Możesz popijać sobie z niego leki albo postawić na półce, jak tam chcesz… W każdym razie dla mnie to cholernie cenna rzecz. Miałem ich sześć w komplecie, zamówiłem je z myślą o inauguracji mojej knajpy na długo przed tym, zanim powstała…

Iza spojrzała ze wzmożoną uwagą na trzymany przez pana Szczepana kieliszek, po czym ukradkiem zerknęła na dziwnie rozświetloną teraz twarz Majka. Staruszek podniósł głowę i również przyglądał mu się z zafascynowaniem.

– Na długo przed tym – powtórzył w zamyśleniu Majk. – Kilka ładnych lat… Już wtedy wiedziałem, jak będzie się nazywać mój projekt… wiedziałem to zresztą od zawsze… i miałem wizję, że jednym z tych kieliszków wzniosę toast na uroczystym otwarciu, które chciałem połączyć z… innym ważnym wydarzeniem – dodał ciszej, znajomym gestem odgarniając ręką włosy w tył. – Z wydarzeniem, które nigdy się nie odbyło.

Iza wstrzymała oddech, czując, że serce zaczyna jej mocniej bić. Coś nieuchwytnego w jego głosie na moment poruszyło najgłębiej skrywaną przed światem strunę jej duszy…

– Dlatego na inaugurację nie przyniosłem tego kompletu – ciągnął Majk. – Nie chciałem sobie psuć humoru. Ale i tak był dla mnie cenną pamiątką. Mówię „był”, bo zostały mi już z niego tylko dwa kieliszki. Cztery z nich… hmm, stłukły się. Zostały mi dwa. Jeden zachowam dla siebie, drugi daję tobie.

„Mocny gest” – pomyślała Iza. – „Dał mu taką cenną rzecz, jakąś swoją sentymentalną pamiątkę. A przecież widzi go dopiero drugi raz w życiu… dziwne.”

– Ale… chłopcze – pokręcił głową pan Szczepan, który widać pomyślał o tym samym. – Przecież ja tobie ani brat, ani swat…

– Nieważne – uśmiechnął się Majk, poklepując go lekko po dłoni. – Dużo o tobie myślałem i polubiłem cię, stary frajerze, więc chciałem ci to dać. Taki mam kaprys. Zwłaszcza że ta rzecz materialnie nie ma żadnej wartości, więc nie możesz mi odmówić.

– Ale przecież już dał mi pan te buty – zaprotestował staruszek. – A one nie były…

– Buty to co innego – przerwał mu Majk, podnosząc się do pionu i opierając się nonszalancko ręką o stojącą obok komodę. – Wrzuciłem w końcu tego twojego łapcia do kanału, nie? Co prawda nie było innego wyjścia, ale jednak… więc musiałem zadbać, żebyś miał w czym chodzić. To chyba logiczne? A poza tym nie zwracaj się do mnie per „pan” – dodał, rzucając przy tym znaczące spojrzenie Izie, która na te słowa natychmiast odwróciła wzrok. – Mam na imię Michał.

Pan Szczepan drgnął i pobladł, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami.

– Michał? – szepnął jakby z niedowierzaniem.

– A co w tym dziwnego? – Majk podniósł w górę brwi. – To dosyć popularne imię.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4)

Dalsze części:

Rozdział XIII (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz