Anabella – Rozdział XIII (cz. 8)

Iza zamknęła drzwi, wróciła do kuchni po leki i cichutko zajrzała do pokoju pana Szczepana. Siedział spokojnie na fotelu, z okularami do czytania na nosie i kolanami okrytymi kocem, na którym spoczywała duża, biała koperta. Podeszła do niego zdziwiona.

– Co pan tu ma, panie Szczepciu? – zapytała nie bez ciekawości.

Staruszek podniósł na nią oczy i palcem wskazał jej stojące obok krzesło, na którym wcześniej siedział Majk.

– Siadaj, Haniu – powiedział dziwnie opanowanym, dźwięcznym głosem. – Miałem ci to dzisiaj pokazać, wyszukałem je specjalnie dla ciebie, ale on był pierwszy…

Otworzył kopertę i wyjął z niej plik starych, czarno-białych fotografii.

– Ach, zdjęcia! – szepnęła zafascynowana Iza. – Zdjęcia Hani, które obiecał pan odszukać i pokazać mi…

– Tak – uśmiechnął się pan Szczepan. – Nie gniewaj się, że najpierw pokazałem jemu, rozmawialiśmy akurat, a nie wiadomo, kiedy znowu tu przyjdzie…

– Ależ za co miałabym się gniewać, co też pan opowiada, panie Szczepciu? – pokręciła głową Iza, podając mu leki i szklankę z wodą. – To przecież pana zdjęcia i pokazuje je pan komu pan chce. Proszę, pan łyknie od razu te swoje tabletki, będziemy to mieć z głowy… o, i niech pan teraz popije… Super, załatwione. A mój szef to pozytywny człowiek, sam pan wie najlepiej… i coś mi się wydaje, że lubi pana tak mocno jak ja. Widzi pan, jak to wszystko się poskładało? Nawet pracuję u niego… a przecież jak zostawiałam w restauracji podanie o pracę, nie miałam pojęcia, że to on jest tam szefem. Jakieś dziwne rzeczy dzieją się wokół pana – dodała żartobliwym tonem. – Niech pan się przyzna, pewnie jest pan jakimś zakamuflowanym magikiem?

Pan Szczepan niespodziewanie roześmiał się. Iza popatrzyła na niego mile zdziwiona, bowiem pierwszy raz słyszała u niego tak szczery, dźwięczny i niemal radosny śmiech. Przyszło jej na myśl, że tak właśnie musiał śmiać się za młodu, za życia ukochanej Hani…

– Chciałbym nim być – przyznał. – Ale niestety nie… Poczekaj, dziecinko, zaraz pokażę ci wszystko po kolei. Szukałem tych zdjęć i szukałem, zapomniałem już, gdzie je schowałem, bo to było dawno temu. Odkąd Hania odeszła, nie oglądałem ich… bałem się – westchnął. – Ale teraz widzę, że niepotrzebnie. Nawet dobrze mi to zrobiło, że je wyciągnąłem, przypomniałem sobie dokładnie, jaka ona była śliczna… jeszcze śliczniejsza niż w mojej pamięci. Zobacz, tu jesteśmy razem na ulicy…

Iza z zaciekawieniem wzięła do ręki nieco pożółkłą fotografię w odcieniach sepii, przedstawiającą młodego, przystojnego mężczyznę w jasnej koszuli i spodniach prasowanych w kant oraz delikatnej urody szatynkę z rozpuszczonymi włosami, ubraną w białą, letnią sukienkę. W mężczyźnie na pierwszy rzut oka na pewno nie rozpoznałaby pana Szczepana, gdyż upływ czasu zatarł podobieństwo między jego obecnym wyglądem a owym wcieleniem sprzed pół wieku, jednak przyjrzawszy się bliżej fotografii, skojarzyła jego brwi i oczy, a także pewien specyficzny wyraz ust, który, wówczas subtelny, dziś był o wiele bardziej widoczny, wręcz przerysowany.

Jednak nie wizerunek młodego Szczepana uderzył Izę w tej fotografii – jej uwagę przyciągnęła głównie twarz i sylwetka towarzyszącej mu kobiety. Hania, choć całkiem ładna, nie wyróżniała się urodą w tak spektakularny sposób jak chociażby Lodzia, jednak coś w jej dużych, ciemnych oczach i fascynująco uroczym uśmiechu sprawiało, że na jej widok na sercu robiło się ciepło. Już przy pierwszym spojrzeniu Iza odniosła wrażenie, jakby skądś ją znała, mimo że nie potrafiła określić źródła tego skojarzenia.

„Może to dlatego, że naprawdę jest trochę podobna do mnie?” – przebiegło jej przez głowę. – „Ma rzeczywiście prawie takie same oczy… i włosy w sumie też…”

– Byliście prześliczną parą – powiedziała do pana Szczepana. – Bardzo do siebie pasowaliście, to od razu rzuca się w oczy.

– Tak – pokiwał głową, podając jej kolejne zdjęcie. – Wszyscy nam to mówili. A tu zobacz… Hania ze swoją siostrą. To było na wsi, u dziadków.

Kolejna fotografia, tym razem w rozmytych odcieniach szarości, przedstawiała tę samą kobietę uczesaną w niski kok i ubraną w prostą, codzienną sukienkę w kwiaty. Jej towarzyszka była niższa od niej i miała krępą budowę ciała, jednak identyczne oczy, które w istocie wskazywały na rodzinne pokrewieństwo.

„Tutaj już nie jest tak podobna do mnie” – pomyślała Iza, wpatrując się w łagodnie uśmiechniętą twarz Hani. – „Pewnie dlatego, że ma związane włosy. Tylko z oczu może się kojarzyć, ale w sumie takie luźne podobieństwo pewnie zdarza się nagminnie.”

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

Dalsze części:

Rozdział XIII (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz