Anabella – Rozdział XIII (cz. 9)

– A tutaj jest nasza oficjalna fotografia ślubna – powiedział ciszej pan Szczepan, a dłoń, którą podawał jej zdjęcie, zadrżała lekko.

Iza z ciekawością sięgnęła po fotografię, większą niż inne i wykonaną w o wiele lepszej jakości. Przedstawiała ona młodą parę – pana Szczepana w staromodnym garniturze, z promiennym uśmiechem na twarzy, oraz Hanię w białym, koronkowym welonie, który pięknie kontrastował z jej ciemnymi włosami ułożonymi w elegancki kok. Jej twarz rozświetlało bijące z oczu szczęście, a delikatny, ciepły uśmiech, ten sam co na poprzednich fotografiach, wskazywał na to, że prawdopodobnie była osobą bardzo spokojną i cichą, o łagodnym usposobieniu. Jej twarz była tu o wiele lepiej widoczna niż na poprzednich zdjęciach i tym razem Iza musiała przyznać, że podobieństwo do niej samej, w szczególności jeśli chodzi o oczy, było zaiste uderzające.

– Widać, jacy byliście szczęśliwi – zauważyła, intuicyjnie odczytując na tej pięćdziesięcioletniej, lekko pożółkłej fotografii subtelne ślady silnego uczucia, jakie łączyło tych dwoje młodych ludzi. – I rzeczywiście jestem do niej trochę podobna – przyznała z uśmiechem. – Chociaż ona była dużo ładniejsza.

– Była prześliczna – zapewnił ją pan Szczepan. – Te zdjęcia za dobrze tego nie pokazują, trzeba było zobaczyć, jak oczy jej błyszczały, jak uroczo przechylała główkę, kiedy mówiła… Moja Hanusia… Ale ty, dziecinko, też jesteś bardzo ładna – dodał z powagą. – Masz podobne oczy do niej, bardzo podobne… i kolor, i kształt… tylko że takie trochę… przygaszone.

– Przygaszone? – zdziwiła się Iza.

– Tak bym powiedział – odparł ostrożnie pan Szczepan. – Nie pogniewaj się tylko…

– No skądże! – uśmiechnęła się.

– Ja to od razu widziałem – pokiwał głową staruszek. – Twoje oczy są takie… hmm, jakby smutne. Hania miała w nich taki błysk, taką radość… o, zobacz, nawet na tym zdjęciu trochę to widać… Gdyby i twoje tak błyszczały, byłabyś już całkiem jak ona, tylko tego mi w tobie brakuje… Ale nie pogniewasz się za to, że tak mówię, prawda? – zaniepokoił się.

Iza pokręciła głową z uśmiechem.

– Co też pan wygaduje, panie Szczepciu? – odparła łagodnie. – Czy ja się kiedyś na pana pogniewałam? Zresztą pewnie ma pan rację z tymi oczami… ja sama tego nie widzę, ale wierzę panu na słowo. Tylko że przecież nic na to nie poradzę – dodała żartobliwie. – Pan mówi, że jestem za smutna, a Kacper, ten mój współlokator, o którym pan mówiłam, ciągle mi powtarza, że jestem za chuda! To już dwie poważne wady, jak widzę… ale co mogę zrobić? Po prostu taka już jestem.

– Bo mnie się coś wydaje, że ty nie jesteś taka całkiem szczęśliwa, dziecinko – westchnął pan Szczepan, na co Iza zadrżała i natychmiast odwróciła wzrok. – Gdybyś była, miałabyś takie oczy jak moja Hanusia, aż by ci iskry z nich szły, aż by świeciły od środka. Ja to wiem… Ale o nic nie będę cię wypytywał – zaznaczył skwapliwie. – Już mi mówiłaś, że oboje twoi rodzice umarli za wcześnie, że ciężko miałaś w życiu, to i co się dziwić?… Poczekaj, pokażę ci jeszcze inne zdjęcia… O, zobacz, tu jest Hania ze swoim siostrzeńcem, małym Wojtusiem. Miał tutaj jakieś dwa latka, pamiętam dobrze, jak robiłem im to zdjęcie, zbierało się wtedy na burzę… A tu jesteśmy we dwoje na mieście, przed teatrem. Widzisz? Tak Lublin wyglądał pół wieku temu. Inne miasto, a przecież to samo…

Iza przeglądała z zaciekawieniem kolejne fotografie, starając się dokładnie zapamiętać twarz Hani, zwłaszcza w tych ujęciach, na których mniej była podobna do niej, a bardziej do kogoś innego. Do kogoś, z kim skojarzyła jej się zaraz na pierwszej fotografii, a kogo nie mogła w żaden sposób odszukać w pamięci…

„Pomyślę o tym w domu” – dumała, sprzątając kuchenny stół po zjedzonej kolacji, kiedy zmęczony nadmiarem wrażeń pan Szczepan szykował się już do spania. – „Ale nie wiem, czy sobie przypomnę, to zbyt luźne skojarzenie. Czy to zresztą ważne? Zobaczyłam przynajmniej Hanię i już rozumiem, dlaczego tak mnie z nią skojarzył. To podobieństwo to wcale nie jest przesada… A teraz trzeba przypilnować, żeby już poszedł spać, dzisiaj miał tyle emocji, że jeszcze mu to, nie daj Boże, siądzie na serce…”

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8)

Dalsze części:

Rozdział XIII (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz