Anabella – Rozdział XIV (cz. 11)

Zimne, pachnące śniegiem powietrze przyjemnie ochłodziło jej twarz i wyostrzyło skołowane zmysły. Antek, zgodnie z umową, czekał już przy gotowym do jazdy ciemnozielonym oplu astrze Majka, za którego kierownicą siedział Chudy.

– Walnęliśmy go na tył – wyjaśnił jej szybko Antek. – Usiądź koło niego i pilnuj, żeby nie robił numerów. Powinien być grzeczny, ale jakby co, ostrzegaj od razu Chudego, żeby miał czas gdzieś się zatrzymać i go ogarnąć. Już dwa razy zdarzyło się, że dostał szału po brandy… Odstawicie mu samochód i wrócicie z Chudym na piechotę, to nie jest daleko.

– Okej – skinęła posłusznie głową Iza, wsiadając do auta przez tylne drzwi, które uprzejmie otworzył przed nią Antek.

W ciemnym wnętrzu dostrzegła nieruchomą sylwetkę Majka z odchyloną głową wspartą na zagłówku. Sięgnęła po pas bezpieczeństwa, zaś Antek zatrzasnął za nią drzwi, co stało się dla Chudego sygnałem do rozpoczęcia jazdy.

– Lecimy – oznajmił, zawracając na ciasnym placyku.

Reflektory auta omiotły świetlną smugą podwórze, odbijając się ciemnych o tej porze oknach kamienicy. Wyjechali przez wąską bramę na uliczkę, na której trzy miesiące wcześniej Iza była świadkiem pamiętnej sceny kłótni pana Szczepana z Majkiem. Z tym samym Majkiem, którego teraz odwoziła z Chudym do domu po sesji wzajemnych, jakże intymnych wyznań… co prawda wyznań składanych po pijaku, o których on jutro nie będzie już pamiętał… lecz mimo wszystko czyż nie było to znamienne?

„Jakiś ślepy los przyciągnął nas wtedy wszystkich troje w jedno miejsce” – dumała, zerkając przez szybę na niezapomniany chodnik na tyłach kamienicy. – „Chociaż… czy na pewno ślepy? Może spotkaliśmy się we trójkę po to, żeby pomóc sobie wzajemnie? Albo chociaż porozmawiać z kimś, kto umie zrozumieć…”

– Elfiku? – zamamrotał Majk, przechylając głowę w jej stronę. – Jesteś tu?

– Jestem, szefie – odparła uspokajająco.

– Majk – poprawił ją z wyrzutem.

– Majk – powtórzyła posłusznie, pozwalając, by oparł skołowaną głowę na jej ramieniu.

Głowa ta zaciążyła na nim jak ołów. Czuła teraz wyraźnie opary brandy, które wydychał i które mieszały się z innym znanym jej zapachem – z delikatnym zapachem wody kolońskiej, który dotąd już dwa razy pochwyciła w jego obecności. Przypomniała sobie swą niedawną wizję z dzieciństwa z nieżyjącym ojcem w tle i serce ścisnęło jej się niespodziewanym wzruszeniem…

W ciemności poczuła, jak Majk wyszukuje po omacku jej dłoń i ściska ją kurczowo w swej ciągle gorącej i wilgotnej od potu dłoni. Nie protestowała, domyślając się, jakie emocje musiała rozbudzić w nim dzisiejsza rozmowa na temat, który niewątpliwie dusił w sobie od wielu lat, podobnie jak ona… a był przecież od niej o dobre dziesięć lat starszy! Jakim cudem tak bezbłędnie ją rozszyfrował i wyczuł w niej lustrzane odbicie własnej duszy? Pomna tego, że nazajutrz niczego nie będzie pamiętał, lecz teraz niewątpliwie potrzebuje jakiejś formy kontaktu z drugim człowiekiem, bez oporu splotła palce z jego palcami, dodatkowo gładząc go delikatnie drugą dłonią po nadgarstku.

– Spokojnie, Majk – mówiła łagodnie, opierając odruchowo policzek o jego spoczywającą na jej ramieniu głowę w czarnej czapce. – Niczego więcej nie musisz mi tłumaczyć, ja cię doskonale rozumiem. Jesteśmy tacy sami… jak to powiedziałeś? Wierni jak idioci… oboje tkwimy w dokładnie takim samym bagnie. Ja też kocham go tak mocno jak ty ją… Do końca życia, beznadziejnie i nieuleczalnie…

– Nieuleczalnie… – powtórzył jak echo.

– Tak, właśnie tak – zniżyła jeszcze bardziej głos, by zajęty prowadzeniem samochodu Chudy nie mógł usłyszeć ani słowa. – Ja też dławię to w sobie i z nikim nie mogę szczerze o tym porozmawiać, nawet z własną siostrą… bo nikt nie zdołałby tego pojąć… Pukaliby się tylko po głowie i staraliby się wyperswadować mi to racjonalnymi argumentami. Dlatego uwierz mi… wiem, jak to jest. Wiem, co czujesz i jak ci z tym ciężko. Mam dokładnie to samo. Dla mnie na świecie istnieje tylko on, on jeden… Z nikim innym nie umiałabym się już związać, bo mogłabym tylko bez sensu kogoś skrzywdzić. Nie potrafiłabym już nikogo pokochać tak mocno, zresztą… nawet bym nie chciała – głos zadrżał jej lekko, poczuła przy tym, że Majk kiwa potwierdzająco głową. – To już by nie było to samo, jakiś odgrzewany kotlet z drugiej ręki… Czegoś zawsze by mi w tej osobie brakowało, bez przerwy porównywałabym ją do niego, szukałabym go w niej… Pan Szczepcio też tak miał… A każdy przecież zasługuje na to, żeby być kochanym na wyłączność, dla siebie samego. Ja już nikomu innemu nie umiałabym tego dać… Wiem, że to brzmi bardzo głupio, bo mam dopiero niecałe dwadzieścia dwa lata, ale w środku jestem dużo starsza. Kocham go jak wariatka już od piętnastu lat, to więcej niż połowa mojego życia…

Mówiła coraz swobodniej, otwierając stopniowo swą duszę jak dotknięty porannym promieniem słońca kwiat, który z początku nieśmiało, a potem coraz ufniej rozchyla swe ściśnięte płatki… Ta niespodziewana okazja wyrzucenia z siebie tak długo ukrywanych uczuć, odkrycia ich wreszcie przed drugą osobą – nawet jeśli (lub właśnie dlatego, że) osoba ta nie była obecnie w pełni przytomna – sprawiła, że pękła w niej jakaś tama. Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przestała bać się mówić o Michale… przy tym odurzonym alkoholem, ściskającym gorączkowo jej dłoń Majku przestała bać się szczerości, wyczuwając w nim bratnią duszę i towarzysza niedoli, który sam również musiał przecież przełamać wstyd i męską dumę, by poruszyć z nią taki delikatny temat…

– Ja też w pewnym sensie go straciłam – ciągnęła w zamyśleniu, nie przestając mechanicznym gestem gładzić jego dłoni. – To jeszcze nie jest aż tak beznadziejne jak u ciebie, może kiedyś go odzyskam… żyję tą nadzieją i nie chcę się jej wyrzec… Ale z drugiej strony muszę być realistką. Muszę liczyć się z tym, że to już nigdy nie wróci i że na zawsze zostanę sama. To mnie zresztą nawet jakoś szczególnie nie martwi, wolę to, niż być z kimś innym, kogo nie umiałabym tak kochać jak jego… Ale mimo wszystko chciałabym być pożyteczna, w jakiś sensowny sposób przeżyć to życie… zrobić coś dla ludzi…

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Rozdział XIV (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz