Anabella – Rozdział XIV (cz. 12)

Majk słuchał w milczeniu, przy każdym zdaniu kiwając tylko głową wspartą na jej ramieniu, jakby chciał jej na bieżąco potwierdzać, że myśli tak samo. Samochód jechał teraz pustymi ulicami, miarowy szum silnika uspokajał i koił ich nerwy. Iza wyczuła, że jego spięte dotąd mięśnie ręki rozluźniają się stopniowo; przestał już gnieść kurczowo jej dłoń i zwolnił uścisk palców, jednak nie wycofał ich, pozwalając nadal gładzić się po nadgarstku i wierzchu dłoni.

– Tak, elfiku – zamruczał po długiej chwili ciszy, niewyraźnie artykułując słowa. – Jest dokładnie tak, jak mówisz. Wiedziałem, że jesteś taka jak ja, czułem to jakoś… A niech to diabli… Tak mi dzisiaj źle… i tak cholernie dobrze…

Iza w lot pojęła myśl, jaką chciał jej przekazać, gdyż i ona czuła to samo. Oto po raz pierwszy od jakże długiego czasu mogła porozmawiać z kimś otwartym tekstem o tym, co dręczyło jej duszę i stanowiło centrum jej wewnętrznego życia… Choć temat był ciężki i bolesny, możliwość jego poruszenia przyniosła jej dziwny spokój, zredukowała jakieś zadawnione, podskórne napięcie. Tych kilka zdań wygłoszonych do kogoś, o kim wiedziała, że nie tylko jej nie wyśmieje, ale też rozumie ją w stu procentach, gdyż sam przeżywa to samo, wystarczyło jej, by poczuć wielką ulgę, jakby ktoś zdjął z jej ramion połowę ciężaru, pod którym uginała się od lat…

Auto wjechało w wąską uliczkę między jakimiś blokami i zatrzymało się. Chudy odwrócił się do tyłu, spojrzał na Izę i ruchem głowy wskazał na Majka.

– Śpi? – zapytał zniżonym głosem.

– Nie śpię, frajerze – oznajmił mu z urazą Majk, podnosząc głowę, nim Iza zdążyła się odezwać. – Ja nigdy nie śpię o tej porze, zapomniałeś o tym?

– Jasne, szefie – uśmiechnął się lekko Chudy. – Tak tylko zapytałem. Dobra, Iza, wysiadamy… Będzie transport na trzecie piętro bez windy.

– Sam się transportuj – mruknął Majk, po czym rozpiął sobie pas bezpieczeństwa i otworzył drzwi, próbując wygramolić się o własnych siłach z samochodu.

Chudy, który wysiadł już i podszedł do jego drzwi, pomógł mu się wyprostować i podparł go z jednej strony, Iza podtrzymała go pod ramię z drugiej, po czym oboje powoli poprowadzili go ośnieżoną alejką do drzwi klatki schodowej jednego z pobliskich bloków. Ponieważ Majk, pomimo mocno plączących się nóg, uparł się, że wejdzie po schodach sam, dotarcie na docelowe trzecie piętro zajęło im prawie kwadrans. Chudy wyszukał w jego kieszeni klucze i wprawnie otworzył drzwi.

Weszli do niewielkiego mieszkania z przedpokojem wykończonym w ciemnym drewnie, które Chudy musiał już doskonale znać, gdyż po zdjęciu kurtek i butów bez zastanowienia skierował kroki Majka do jednego z pokoi, gdzie znajdowało się duże, przykryte kolorową kapą łóżko. Na stojącym pod ścianą fotelu leżało kilka luźno rzuconych ciuchów, a na stoliku przy oknie stała filiżanka z niedopitą kawą, jednak ogólnie w sypialni panował całkiem przyzwoity porządek.

– Iza, idź poszukaj w kuchni jakiejś wody mineralnej – polecił jej Chudy, usadzając troskliwie Majka na brzegu łóżka. – Ja pomogę szefowi się rozebrać.

– Sam się rozbiorę, patałachu – zaprotestował natychmiast Majk. – Jeszcze nie jestem taki nawalony, żeby gaci sobie nie umieć ściągnąć…

Po czym na dowód prawdziwości swych słów niezwłocznie wyciągnął się w poprzek łóżka i przystąpił do rozpinania paska u spodni, co szło mu to, oględnie mówiąc, dość opornie… Iza wymieniła z Chudym na wpół sceptyczne, na wpół rozbawione spojrzenia i posłusznie ruszyła na poszukiwanie kuchni, do której po chwili trafiła bez kłopotu. Było to niewielkie, wręcz ciasne pomieszczenie, jednak jego znakomite wyposażenie wyraźnie wskazywało na to, że gospodarz nie tylko zna się na fachu kulinarnym, ale również nie stroni od praktykowania go na co dzień.

„W jego przypadku przynajmniej nie można powiedzieć, że szewc chodzi bez butów” – uśmiechnęła się do siebie Iza, rozglądając się za wodą mineralną, której całą zgrzewkę znalazła szybko na półce obok lodówki. – „Kuchnia pierwsza klasa, trochę przyciasna, ale jak na kawalerskie gospodarstwo właściwie w sam raz… a do tego porządek aż miło. Ciekawe, gdzie trzyma szklanki… obstawiam, że w jednej z tych szafek.”

Kiedy wróciła z wodą i szklanką do sypialni, Majk leżał już rozebrany i zapakowany pod kołdrę, z zamkniętymi oczami i rozsypaną na poduszce ciemnoblond czupryną. Chudy kończył właśnie układanie jego ubrań na oparciu krzesła.

– O, dzięki! – rzucił na widok Izy, przejmując od niej wodę, po czym nachylił się nad łóżkiem. – Zostawimy szefowi tę wodę pod ręką, bo w nocy pewnie zdrowo szefa przesuszy… Tu postawię, koło samego łóżka. Słyszy szef?… I zostawiam tu też kluczyki od opla. A my już zmiatamy – dodał, wskazując Izie, by poszła przed nim do drzwi. – Tom chciał wyjść po północy, muszę go zmienić, a na piechotę spokojnie zajmie nam to z pół godziny…

– Iza? – odezwał się nagle słabym głosem Majk, nie otwierając oczu.

– Tak, szefie? – odwróciła się natychmiast, podeszła i pochyliła nad nim. – Coś podać?

– Nie – szepnął. – Chcę ci tylko powiedzieć, że… dzięki. Dzięki, elfiku…

Iza nachyliła się nad nim mocniej, z trudem powstrzymując się, by w spontanicznym odruchu braterstwa dusz nie pogłaskać go po rozrzuconych na poduszce włosach. Nie chciała jednak wykonywać takich poufałych gestów przy Chudym, który czekał cierpliwie przy drzwiach, nie spuszczając z nich uważnego i nieco podejrzliwego wzroku.

– Nie ma za co – odszepnęła więc tylko, nie do końca pewna, czy jeszcze ją słyszy. – Ja też dziękuję ci za tę rozmowę. Śpij dobrze… Majk.

Nie odpowiedział. Oddychał teraz równo i coraz głębiej, z niedogolonym policzkiem wtulonym w poduszkę, spokojny jak śpiące dziecko… Iza uśmiechnęła się leciutko, poprawiając troskliwie kołdrę, która zsunęła mu się z jednej strony z nagiego ramienia. Zgasiwszy mu światło, oboje z Chudym wycofali do przedpokoju, a następnie na klatkę schodową, zamknęli za sobą drzwi wejściowe na zamek samozatrzaskowy, po czym zeszli po schodach, wyszli z bloku i na piechotę ruszyli w drogę powrotną w kierunku śródmieścia. Zbliżała się już północ, lecz mróz zdawał się odpuszczać, jakby ustępował pola wyczuwalnej już w powietrzu, nadchodzącej powolutku wiośnie.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz