Anabella – Rozdział XIV (cz. 2)

Środowe popołudnie ostatniego tygodnia lutego płynęło leniwie. Z racji dopiero co zakończonych ferii zimowych, które czasowo przetrzebiły studencką klientelę, na sali klubo-restauracji Anabella było niewielu gości, mimo że zbliżała się już osiemnasta.

– Następne mają być łazienki – mówiła do Izy Ola, gdy obie po obsłużeniu nielicznych klientów przystanęły w gotowości na dyżurnym miejscu kelnerek przy barze, skąd można było mieć na oku całą salę. – Najpierw ma być remontowana damska, a potem męska, ma to robić ta sama ekipa, co pracowała w kuchni, ale do końca marca są zawaleni, więc do nas przyjdą dopiero w kwietniu, pewnie już po świętach.

– Czyli znowu będzie przerwa na parę dni? – domyśliła się Iza. – Gdyby to było tuż po świętach, to nawet wyszłoby logicznie, bo zaraz potem będzie przecież weekend majowy…

– Nie, tym razem szef nie planuje przerwy – pokręciła głową Ola. – Z kuchnią to było konieczne, ale przy łazienkach już nie. Facet z ekipy remontowej obiecał mu, że dadzą radę tak poprowadzić robotę, żeby robić je po kolei, i kiedy jedna będzie w remoncie, to drugą podzielą czasowo na damską i męską, więc wszystko może działać normalnie. Chociaż wiadomo, że będzie trochę ciaśniej! – zaśmiała się. – Ale mają zrobić to szybko, w jakieś dwa tygodnie maksymalnie. Na koniec kwietnia musi już być gotowe, bo w połowie maja ma być u nas wielki koktajl tych milionerów od Krawczyka.

– Aha – mruknęła niechętnie Iza, której na dźwięk tego nazwiska jak zawsze przed oczami stanęła pamiętna scena z tiramisu. – A my będziemy mieć wtedy jakieś specjalne zadania? Szef mówił wam coś wczoraj na ten temat?

– Nie, no co ty, przecież to będzie dopiero za trzy miesiące – Ola spojrzała na nią jak na ufoludka. – Jeszcze zdążymy pogadać o zadaniach… O, szef już jest – zauważyła, wskazując dyskretnym ruchem głowy w stronę wejścia na salę.

Rzeczywiście do Anabelli wszedł właśnie Majk i energicznym krokiem zmierzał w ich stronę, ściągając z siebie w locie czapkę, całą mokrą od roztapiającego się śniegu, a następnie również skórzaną kurtkę zimową. Obie kelnerki ukłoniły mu się rutynowo.

– Cześć, dziewczyny! – rzucił wesoło. – Antek już jest?

– Jest na zapleczu – skinęła głową Ola. – Jakieś pół godziny temu wrócili z Chudym z dostawą, powinien być w kuchni albo u Basi.

– Okej – odparł luźno, kierując się w stronę wejścia na zaplecze.

Iza zawahała się. Już ponad tydzień zbierała się na odwagę, by porozmawiać z nim o nienależnej premii, jednak ciągle nie było okazji… A właściwie okazje były, jednak samo zachowanie szefa, który wydawał się ostentacyjnie ją ignorować, nie zachęcało jej do tej skądinąd trudnej rozmowy.

„Ale mimo wszystko muszę to jakoś załatwić!” – pomyślała z ciężkim sercem, zerkając za jego sylwetką znikającą w drzwiach zaplecza. – „Im szybciej, tym lepiej, bo jeśli dalej będę zwlekać, to potem to będzie strasznie głupio wyglądało… Już w tamten poniedziałek powinnam była z nim o tym pogadać, a w weekend na pewno. Jak by na to nie spojrzeć, dzisiaj to już jest właściwie ostatni dzwonek!”

– Olciu? – zagadnęła niepewnie koleżankę. – Dałabyś sobie przez pięć minut radę sama? Chciałam tylko o coś zapytać szefa…

– Jasne – uśmiechnęła się Ola. – Nie ma dużo klientów… o, tam jacyś przyszli, poczekaj – dodała, obserwując wchodzącą na salę hałaśliwą grupkę studentów. – Ale to studenci, wezmą pewnie tylko piwo… Leć, Iza, nie ma problemu, ja ich zaraz ogarnę.

– Dzięki, zaraz wracam i ci pomogę – zapewniła ją Iza, czując rosnące napięcie wobec podjętej właśnie decyzji. – Jakby przyszli następni, to zostaw ich już dla mnie.

Pośpiesznym krokiem podążyła na zaplecze za Majkiem, którego donośny, wesoły głos dobiegał teraz z kuchni – z odgłosów wynikało, że rozmawia z kucharkami i z Antkiem. Ten ostatni chwilę potem wypadł na korytarz, skinął do niej ręką i pobiegł na salę, zaś tuż za nim wyszedł również szef, z którym Iza znalazła się w ten sposób oko w oko. Zatrzymała się w nadziei, że może sam nawiąże jakąś rozmowę, z której będzie mogła uczynić punkt wyjścia do załatwienia swojej sprawy, on jednak tylko uśmiechnął się do niej i bez słowa ruszył w stronę swojego gabinetu, wywijając nonszalancko trzymaną w ręku kurtką. Iza niepewnie ruszyła za nim.

– Szefie?… – zatrzymała go nieśmiało.

– Hmm? – odwrócił się i spojrzał na nią pytająco.

– Mogłabym zamienić z szefem dwa słowa?

Przez jego twarz przebiegł jakby cień niepokoju, który jednak zniknął natychmiast pod jego zwyczajną, beztroską miną.

– No, słucham – odparł żartobliwym tonem. – Co znowu nabroiłaś?

– Nic – uśmiechnęła się. – Tym razem to szef trochę nabroił.

– Ja? – zdumiał się szczerze Majk.

– Chodzi mi o… o tę premię – wyjaśniła szybko Iza. – Chciałam powiedzieć, że to było bardzo miłe, ale ja nie zasłużyłam na taką gratyfikację. Rozumiem zresztą, że to był tylko żart… W każdym razie chciałam szefa poprosić, żeby odliczyć mi to w przyszłym miesiącu od pensji, bo ja… nie mogę przyjąć niezasłużenie takich pieniędzy.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1)

Dalsze części:

Rozdział XIV (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz