Anabella – Rozdział XIV (cz. 4)

Odłożyła zimowe buty, wsunęła z powrotem stopy w swoje robocze pantofle i ze ściśniętym z niepokoju sercem udała się do gabinetu szefa. Przed drzwiami zatrzymała się, kilka razy wzięła głębszy oddech i zapukała, a słysząc przytłumione zaproszenie do wejścia, nacisnęła klamkę i ostrożnie uchyliła drzwi.

Fotel przy oświetlonym jedynie słabą lampką biurku był pusty, dopiero kiedy weszła głębiej, dostrzegła Majka stojącego tyłem do drzwi przy półkach z klaserami w najdalszej względem drzwi części pomieszczenia. Kiedy odwrócił się do niej, zauważyła, że w ręce trzymał napełnioną do połowy szklaneczkę brandy, której cała butelka stała na brzegu biurka obok dwóch innych pustych szklanek i plastikowej butelki z wodą mineralną.

– Szef kazał mnie zawołać – powiedziała, udając, że nie zwróciła uwagi na brandy, mimo że w jej głowie natychmiast odżyło to, co na ten temat mówiła jej kiedyś Ola.

– Zgadza się – skinął głową Majk, ruchem ręki wskazując jej, żeby usiadła przy biurku.

Sam również podszedł i nie patrząc na dziewczynę, zajął miejsce w swoim fotelu, postawił szklaneczkę z brandy przed sobą i powoli obracał ją dłonią wokół własnej osi. Iza w milczeniu obserwowała ten ruch.

– Wiesz na pewno, po co cię tu wezwałem – odezwał się po dłuższej chwili Majk całkowicie spokojnym tonem.

– Wiem – odparła równie spokojnie, sama zdziwiona tym, że nagle, nie wiedzieć czemu, przestała się denerwować. – Zapewne chodzi o tę moją sporną premię.

– Owszem, ale nie tylko – sprostował, nie odrywając oczu od swojej szklanki. – Zebrało nam się parę rzeczy do omówienia i do… hmm… wyjaśnienia.

– Niewątpliwie tak – przyznała grzecznie.

– No to po kolei – ciągnął ze stoickim spokojem Majk, nie przestając obracać powolutku szklanki z brandy. – Punkt pierwszy dotyczy twojej umowy. Mamy jeszcze półtora tygodnia do końca okresu próbnego, ale chciałbym to poruszyć i podsumować naszą dotychczasową współpracę.

Iza na chwilę wstrzymała oddech. Przez głowę, niczym błyskawica, przebiegła jej myśl, że być może szef wezwał ją tutaj, by poinformować, że od marca nie przedłuży jej umowy o pracę w Anabelli… W tym świetle zarówno nieuzasadniona premia, która mogła być po prostu dodatkiem na otarcie łez, jak i jego zdystansowane zachowanie od czasu wspólnej wizyty u pana Szczepana nagle nabrały logicznego i złowrogiego sensu.

– Rozumiem – powiedziała nieco drżącym lecz opanowanym głosem. – Ze swojej strony mogę tylko zapewnić, że staram się pracować najlepiej, jak umiem, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że szef już wiele razy miał powód być ze mnie niezadowolony…

– Hmm – mruknął Majk, podnosząc swoją szklaneczkę do ust i popijając z niej powoli łyka brandy.

– Jednak chciałabym zauważyć, że to nie zawsze była moja wina – kontynuowała ostrożnie. – W dużym stopniu tak, ale nie zawsze. Wtedy z Kacprem, kiedy wywołał tu bójkę, to tak naprawdę było…

– Nieważne – przerwał jej niecierpliwym ruchem ręki. – Pozwól, że ja sam to podsumuję.

– Dobrze – szepnęła zgaszona.

– Od razu podkreślam, że nie widzę innej opcji niż dalsza współpraca – zaznaczył, wychylając do końca swoją brandy i sięgając po butelkę, aby nalać sobie nową porcję. – Ogólnie jestem zadowolony z twojej pracy, drobne wpadki zdarzają się każdemu, zwłaszcza na początku, a spraw pozazawodowych nie wliczam w ocenę okresu próbnego, bo to nie ma nic do rzeczy. Sprawdzałem przed chwilą, umowę masz do piątego marca. Czyli od szóstego przedłużamy. Czy tak?

– Jeśli szef tak uprzejmy… – odparła oględnie, w duchu ogarnięta ulgą i podskórną radością, że jej obawy tak szybko zostały rozwiane.

– Czyli „tak” – stwierdził Majk, zakręcił butelkę, odstawił ją na bok i podniósł do ust napełnioną na nową szklaneczkę. – Dobrze. Na razie dam ci umowę na kolejne trzy miesiące, do piątego czerwca. Może być?

– Oczywiście – pokiwała skwapliwie głową.

– Proponuję przy tym, żebyś rozważyła przejście na cały etat, a jeśli nie udźwigniesz aż tyle przy twoich obciążeniach na studiach dziennych… to przynajmniej na trzy czwarte. Lepiej na tym wyjdziesz finansowo, a to byłoby też korzystne dla firmy.

Zerknął na nią wyczekująco, po czym znów pociągnął długiego łyka brandy, opróżniając szklankę do połowy. Iza spojrzała na niego z wahaniem.

– Oczywiście nad tym możesz jeszcze spokojnie się zastanowić – zaznaczył Majk. – Mamy te półtora tygodnia buforu, więc do końca lutego… no, powiedzmy do trzeciego marca najdalej… możesz przemyśleć sprawę. Okej?

– Okej – pokiwała znów głową. – Dziękuję za tę propozycję, to jest dla mnie… bardzo motywujące. Do końca miesiąca zastanowię się i dam szefowi odpowiedź.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział XIV (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz