Anabella – Rozdział XIV (cz. 5)

– Świetnie. A co do tej nieszczęsnej premii… – zawiesił na chwilę głos i wyciągnął ku niej palec w ostrzegawczym geście. – Właściwie nie ma o czym mówić. Ja dyskusję na ten temat już zakończyłem i nie przyjmuję do wiadomości żadnych twoich autorskich rozwiązań. Nie żartuję, Iza. Spróbuj tylko odesłać mi chociaż jeden grosz, to ostrzegam, że naprawdę się pogniewamy.

– Ale, szefie… – pokręciła bezradnie głową.

– Wystarczy – przerwał jej stanowczo. – Jednym z nielicznych przywilejów, jakie mam w tym podłym życiu, jest to, że we własnej firmie to ja podejmuję decyzje. Wszelkie decyzje – podkreślił znacząco. – Również, a może zwłaszcza te dotyczące wynagrodzeń moich pracowników. Czy to jest jasne?

– Tak – westchnęła z rezygnacją, uznając, że jednak musi ustąpić. – I skoro szef tak stawia sprawę… to nie będę odsyłać tych pieniędzy, tylko postaram się zasłużyć dalszą pracą na pokładane we mnie zaufanie i odrobić to, na co na ten moment jeszcze nie zasłużyłam.

– Tak już lepiej – uznał z satysfakcją Majk, po czym znów upił trochę brandy, lekko się przy tym krzywiąc. – I nie chcę nigdy więcej słyszeć słowa dyskusji na ten temat.

Pokiwała głową nieprzekonana, jednocześnie z rosnącym zaniepokojeniem obserwując, jak Majk dopija alkohol ze szklanki i po raz kolejny sięga po butelkę. Przypomniała sobie znowu słowa Oli. To i tak już jest u niego taki delikatny nałóg

– Dobrze, tę sprawę mamy zamkniętą – podsumował spokojnym tonem, dolewając sobie nową porcję płynu o pięknej, bursztynowo-rubinowej barwie. – Możemy przejść do kwestii pozazawodowych.

Iza westchnęła, przeczuwając, że to nie będą łatwe tematy, jednak uznała, że nie wypada jej protestować. Majk skończył nalewanie sobie brandy, po czym sięgnął po jedną z dwóch stojących na brzegu biurka pustych szklanek, nalał do niej trochę alkoholu i podsunął jej zachęcającym gestem.

– Proszę – powiedział cieplejszym tonem. – Napij się ze mną, elfiku.

Pokręciła głową przecząco.

– Szef wybaczy, ale ja… nie piję alkoholu.

– Nie zrobisz dla mnie wyjątku? – uśmiechnął się lekko, przyglądając jej się na wpół badawczo, na wpół z rozbawieniem.

Znów pokręciła głową, a jej twarz przybrała stanowczy, zdecydowany wyraz. Majk czekał jeszcze chwilę, po czym sięgnął po jej szklankę i najspokojniej w świecie przelał jej zawartość do swojej.

– Trudno – podjął beztrosko. – Myślałem, że choć trochę pomożesz mi dzisiaj obalić tę butelczynę, ale widzę, że jak zwykle będę musiał poradzić sobie sam.

Podniósł szklankę, obejrzał ją pod światło okiem konesera, po czym jednym szybkim haustem wychylił całą jej zawartość, znów krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. Iza patrzyła na niego z coraz większym niepokojem, jego słowa wskazywały bowiem na to, że miał zamiar wypić dziś do dna całą półlitrówkę. Znów wróciły do niej słowa Oli. Nie wiesz, że szef po ciężkim dniu pociąga sobie brandy w gabinecie? W zespole wszyscy o tym wiedzą… Wspomnienie tych słów, dziś naocznie potwierdzonych faktami, sprawiło jej szczerą przykrość, bo choć to nie była jej sprawa, jakoś trudno było jej patrzeć, jak ten z gruntu dobry i wartościowy człowiek niszczy sobie zdrowie ukrytym nałogiem. Teraz być może jeszcze umiał nad tym panować, lecz przecież za jakiś czas…

– Szef też nie powinien tyle tego pić – zauważyła odważnie.

– Nie powinienem? – uśmiechnął się zaczepnie. – A dlaczegóż by nie?

W jego przekornym tonie zabrzmiała nutka wskazująca na to, że był już lekko wstawiony. Znów sięgnął po butelkę, jednak tym razem Iza, ośmielona jego luźnym zachowaniem, usunęła mu ją w ostatniej chwili spod ręki i położyła sobie na kolanach gestem sugerującym, że nie zamierza mu jej oddać. Majk popatrzył na nią zdziwiony.

– Oooo! – pokręcił głową z rozbawionym uśmiechem. – Widzę, że ktoś tu chce mi dzisiaj podpaść… A może jeszcze wygłosisz mi kazanko umoralniające, co? No dobra, oddawaj mi to, młoda, ale już! – dodał ostrzejszym tonem, wyciągając rękę ponad biurkiem.

– Nie – pokręciła głową Iza, ważąc w ręce butelkę i oceniając, że zostało w niej już niewiele ponad jedną trzecią płynu. – Szef już więcej nie powinien pić. Lokal jest jeszcze otwarty, ktoś może przyjść i chcieć rozmawiać z szefem… Jak to będzie wyglądało?

Majk przez chwilę mierzył ją niedowierzającym wzrokiem, po czym nagle roześmiał się serdecznie, podniósł się z fotela, okrążył biurko, podszedł do Izy i nachyliwszy się nad nią, stanowczym gestem odebrał jej z rąk butelkę. Następnie wrócił na swoje miejsce i ostentacyjnie nalał sobie kolejną porcję brandy.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4)

Dalsze części:

Rozdział XIV (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz