Anabella – Rozdział XIV (cz. 6)

– Niegrzeczna dziewczynka – rzucił wesoło, z powrotem rozsiadając się w fotelu. – Nie zachowuj się jak pies ogrodnika. Nie chciałaś pomóc mi pić, więc muszę obalić to sam, chyba już ci to wyjaśniłem, co?

– Szefie, naprawdę… – westchnęła z dezaprobatą.

– Nie chcesz, żebym pił brandy? – zapytał znów tym samym, przekornym tonem, upijając kolejnego łyka ze szklanki.

– Nie chcę – odparła stanowczo. – Już za dużo szef wypił na dzisiaj.

– Jeśli nie chcesz, żebym pił – podjął wesoło Majk, opierając oba łokcie na biurku – to jest na to tylko jeden sposób. Musisz sama wypić to za mnie – wskazał oczami na stojącą obok niego butelkę. – Im więcej ty wypijesz, tym mniej zostanie dla mnie. No, elfiku! Rzucam ci wyzwanie. Albo ty, albo ja. To co? Nalać ci?

Pokręciła głową z niechęcią.

– Nie, to nie – rozłożył ręce, przyglądając jej się z rozbawieniem. – Sama widzisz. Innej opcji nie ma, więc skoro nie chcesz pić, nie wtrącaj się również w moje picie. Pierwszy raz widzisz mnie w takim stanie, co? – zaśmiał się na widok jej coraz mocniej zaniepokojonej miny. – Boisz się, z czym mogę ci zaraz wyskoczyć? No, spokojnie, nic się nie bój, panuję nad sobą – dodał, nieco poważniejąc. – Ale musiałem trochę wypić, żeby w końcu z tobą pogadać… o tym wszystkim.

Podparł się łokciem o biurko i schyliwszy głowę prawie na blat, wsunął rozcapierzone palce w swoją bujną czuprynę. Zapach brandy, który delikatnie roznosił się po całym gabinecie, przybrał teraz na sile, przynajmniej tak zdawało się siedzącej nieruchomo naprzeciw niego Izie.

– O tym wszystkim? – powtórzyła zdezorientowana.

– No tak – pokiwał głową wciąż wspartą na dłoni. – O tym wszystkim… Głupie to jest jak nieszczęście, ale ja muszę to rozwiązać. Im szybciej, tym lepiej. Posłuchaj, Iza – dodał, podnosząc głowę i patrząc jej prosto w oczy przez biurko. – Od razu to powiem i będę szczery, bo nie chcę nieporozumień. Parę razy, wbrew panującym tu zasadom, prosiłem cię o przejście ze mną na „ty”. Wiemy, że to tak naprawdę była prośba Lodzi, ale… wiadomo, że moja też. Więc mogłaś sobie pomyśleć to i owo, zinterpretować to w niewłaściwy sposób. A ja muszę to wyjaśnić, żeby nie było żadnych niedomówień i kretyńskich sytuacji. Dlatego mówię wprost… jeśli boisz się, że z mojej strony to są jakieś głupie podchody i że chcę od ciebie czegoś, czego… nie powinienem chcieć, że tak powiem dyplomatycznie – uśmiechnął się lekko, jakby rozbawiony własnym sformułowaniem. – Jeśli tego się boisz, to… nie bój się. Nic z tych rzeczy, słowo daję.

– Nawet bym o tym nie pomyślała – pokręciła głową mocno zmieszana Iza. – Ani przez chwilę… nigdy w życiu, szefie.

– Majk – poprawił ją z naciskiem. – Nadal nalegam, żebyś mówiła mi po imieniu, kiedy jesteśmy sami oraz w towarzystwie pozazawodowym. Zgoda?

Iza spuściła głowę, nie odpowiadając.

– Uparte z ciebie stworzenie – pokręcił głową Majk, pociągając kolejnego łyka ze szklanki. – Ale przełamiemy to powoli… Wybacz mi to, co powiedziałem przed chwilą, wiem, że to cię zawstydza, i wcale nie jestem z tego dumny, ale muszę mieć czystą sytuację. Bez cienia podejrzeń z twojej strony, że próbuję wykorzystać swoją pozycję czy coś w tym stylu.

– W porządku – odparła cicho. – Chociaż naprawdę ani przez chwilę tak nie pomyślałam.

– To dobrze. Cieszę się, że się rozumiemy. I może nawet lepiej, że przez ten opór zmusiłaś mnie do tego, żebym to wyjaśnił… Sam będę się swobodniej czuł. Mam też nadzieję… żeby sprawa była jasna do końca… że z twojej strony również nie ma nic, co by… – zawahał się i urwał, lustrując ją uważnym spojrzeniem.

Iza, w której umyśle dopiero teraz wyklarował się jasny obraz powodów, dla których Majk zachowywał się ostatnio tak dziwnie, uśmiechnęła się leciutko, nadal nie podnosząc na niego oczu.

– O to niech się szef nie martwi – odparła z nutką pobłażania. – Z mojej strony nie ma takiego niebezpieczeństwa… i nigdy nie będzie. Słyszałam od dziewczyn, że różnie to bywa w Anabelli, ale zapewniam, że mnie to nie dotyczy. Mówiąc wprost – dodała odważnie, uznając, że rzeczywiście lepiej będzie raz a dobrze rozwiać tego typu wątpliwości – nic takiego nie wchodzi w grę, bo moje serce już od dawna jest zajęte. Całkowicie i na zawsze.

Majk pokiwał powoli głową, nie odrywając oczu od jej twarzy.

– Tak podejrzewałem – powiedział po chwili ciszej, a w jego głosie zabrzmiał ton ulgi. – Czułem to w twoim zachowaniu, ale jednak nie byłem do końca pewien… Tylko proszę, nie zrozum mnie źle, Iza. Nie chciałbym wyjść na jakiegoś megalomana, który myśli sobie nie wiadomo co. Po prostu w przeszłości miałem już niestety takie doświadczenia… przykre doświadczenia… i czułbym się fatalnie, gdyby coś takiego nas poróżniło. Akurat nas.

– To nas nie poróżni – zapewniła go równie cicho Iza, podnosząc wreszcie głowę i patrząc mu spokojnym wzrokiem prosto w twarz. – Wszystko inne może tak, ale to na pewno nie.

– Bogu dzięki – szepnął, znów opierając się łokciami o blat.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział XIV (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz