Anabella – Rozdział XIV (cz. 8)

– A szef? – zapytała odważnie, nie mogąc oprzeć się pokusie dowiedzenia się przy tej okazji czegoś na jego temat. – Przecież ja też szefowi kogoś przypominam… jakąś kobietę. I też kiedyś mówił coś szef, że z włosów…

– Tak – przyznał melancholijnie Majk. – Powiedziałaś mi tyle o sobie, to ja też ci powiem. Przypominasz mi kogoś, to fakt… kogoś bardzo dla mnie ważnego. Myślę o tym już od nie wiem kiedy i za cholerę nie mogę dociec, z czego to wynika. Bo na pewno nie z wyglądu… z włosów owszem, trochę, ale w sumie niewiele. Zwłaszcza że ty masz jaśniejsze…

– Może też z jakiegoś gestu? – poddała nieśmiało.

– Może – spojrzał na nią z zastanowieniem. – Niewykluczone. Dojdę do tego powoli… Tak czy inaczej od dawna chciałem z tobą o tym pogadać. Właśnie po to dzisiaj się upiłem, bo na trzeźwo pewnie nie dałbym rady… Darowałbym to sobie może zupełnie, gdyby nie ten numer z twoją obecnością u Lodzi i Pabla. Tego już jest za wiele, elfiku – pokręcił głową. – Jak dodać do tego naszego dziadka, któremu przypominasz Hanię… nie mówiąc już o tym, że do niej naprawdę jesteś bardzo podobna… Ech! szaleństwo… Powiedz mi… po tym, co sobie przed chwilą wyznaliśmy, chyba mogę z tobą rozmawiać otwarcie?

Jego głos również zmętniał i przygasł podobnie jak wzrok, stał się lekko bełkotliwy. Iza cieszyła się w duchu, że będąc zajęty rozmową, przynajmniej na tych kilka chwil wydawał się zapomnieć o stojącej wciąż przed nim niedopitej brandy.

– Jasne, szefie – skinęła głową.

– Majk – sprostował z naciskiem, po czym przechylił się przez biurko, kładąc się całym ciałem na blacie, i sięgnął po jej dłoń, którą ujął w swą gorącą i mocno spoconą rękę. – Proszę cię, Iza… Kiedy rozmawiamy o takich rzeczach, mów mi po imieniu… Słyszysz? Proszę. Bardzo mi na tym zależy.

Coś w tonie jego głosu poruszyło ją do głębi i sprawiło, że tym razem nie miała serca zaprotestować. Pokiwała głową akceptująco.

– W porządku.

– W porządku, Majk – podpowiedział jej nalegająco.

– W porządku, Majk – powtórzyła szeptem.

– Grzeczna dziewczynka – uśmiechnął się z satysfakcją, puścił jej dłoń, wycofał się i znów rozsiadł się w swoim fotelu. – Widzisz? Jak chcesz, to potrafisz…

Iza obserwowała, jak jego głowa, skołowana gwałtownymi zmianami pozycji, opada co chwila bezwładnie na oparcie fotela, on zaś wkłada coraz większy wysiłek w to, by utrzymać ją w pionie.

„I tak jutro nic nie będziesz z tego pamiętał, przyjacielu” – pomyślała z lekkim politowaniem. – „Jesteś nawalony jak stodoła…”

– To kim jest w końcu ta kobieta, którą ci przypominam? – zagadnęła od niechcenia.

– A jak myślisz? – westchnął, znów ku jej wielkiemu niezadowoleniu sięgając po szklankę z brandy i wychylając z niej do dna porządnego łyka.

– Myślę, że to ktoś analogiczny do mojego… Misia – powiedziała cicho.

Majk powolnym, nieskoordynowanym ruchem wlał sobie do szklanki resztę brandy, która wypełniła naczynie aż po same brzegi, po czym zakręcił pustą butelkę i odstawił ją na podłogę obok swojego fotela.

– Jak on ma na imię? – zapytał zdziwiony. – Michał?

– Tak – odparła smutno. – Michał.

– Coraz lepiej – pokiwał głową Majk, schylając się nad swoją szklanką i zsiorbując z wierzchu nadmiar płynu. – Sorry, że tak świńsko chleję, coś mi się za ostro polało… ale sytuacja już opanowana. Michał, powiadasz. Te imiona to jakieś kolejne wariactwo…

Zamilkł na chwilę i zamyślił się, kiwając melancholijnie głową.

– Okej, a wracając do tematu – podjął znienacka, przechylając się znów przez blat w stronę Izy. – Pytałaś, kogo mi przypominasz. Powiem ci to, co się będę krył… zresztą sama już się domyśliłaś. Kobieta, z którą mi się kojarzysz, chociaż za cholerę nie rozumiem, skąd to się bierze… ta kobieta… to jedyna kobieta, na której mi w życiu zależało… jedyna, którą kiedykolwiek kochałem. Jedyna, rozumiesz? – dodał z naciskiem. – Drugiej takiej już w moim życiu nie będzie… nigdy.

– Rozumiem – pokiwała głową, przyglądając się z zafascynowaniem niezwykłemu wyrazowi wzruszenia, jakim w ciągu zaledwie kilku sekund oblekła się jego przytępiona od alkoholu twarz. – Dokładnie tak sobie pomyślałam… szef sam to zresztą zasugerował.

– Majk – przypomniał jej z nutą zniecierpliwienia w głosie.

– Majk – powtórzyła z przepraszającym uśmiechem. – Wybacz… to przyzwyczajenie.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

Dalsze części:

Rozdział XIV (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz