Anabella – Rozdział XIV (cz. 9)

– Okej – westchnął. – Mówisz, że mnie rozumiesz? Może i tak. Widzę, jaką masz minę, kiedy o nim mówisz… Może rzeczywiście rozumiesz mnie jak nikt inny, bo sama to przeżywasz… w pewnym sensie. On zresztą też poniekąd mnie rozumie…

– On? – zdziwiła się Iza. – Czyli kto?

– Nasz dziadek – wyjaśnił. – Stary frajer Szczepek.

– Ach…

– Tak – pokiwał głową w zamyśleniu. – Niewielu jest takich facetów na świecie. Takich jak ja i on… Takich, którzy naprawdę wiedzą, co to znaczy kochać w życiu tylko jedną, jedyną kobietę. Chociaż nie, źle mówię – zreflektował się. – To przecież wie niejeden, nawet ten osioł Pablo, który nigdy mnie w tym względzie nie rozumiał, aż w końcu olśniło go, jak mu taka jedna gwiazdeczka spadła z nieba na ten zakuty łeb… Ale tylko tacy faceci jak ja i dziadek wiedzą, co to znaczy tę swoją jedyną kobietę nie tylko kochać… ale i stracić.

– Stracić – powtórzyła szeptem Iza, patrząc na niego z niepokojem. – Czyli że ona…

– Nie – pokręcił głową, pociągając kolejnego łyczka brandy. – To nie jest na szczęście powtórka z historii Hani. Ta moja żyje i ma się znakomicie, dokładnie tak jak twój Romeo. Jest piękna, spełniona i bardzo szczęśliwa… Ma męża, którego kocha z wielką wzajemnością, i małą, cudowną córeczkę. Śliczną jak ona…

– Ach! – szepnęła Iza. – Więc jest z kimś innym… rozumiem… Ale co się stało, że?… – urwała, nie wiedząc, jak sformułować pytanie.

– Że nie jest ze mną? – uśmiechnął się Majk, wpatrując się mętnym wzrokiem gdzieś w przestrzeń ponad jej głową. – Sam od lat zadaję sobie po nocach to pytanie. I mam na nie tylko jedną odpowiedź… smutną ale prawdziwą. Po prostu nigdy mnie nie kochała.

– Nigdy? – szepnęła jakby z niedowierzaniem Iza.

– Nigdy – westchnął. – Chociaż wiem, że gdyby nie poznała tamtego, miałbym u niej wielkie szanse. Znamy się od dziecka, wychowywaliśmy się razem od podstawówki…

– To tak jak… ja i on – nie mogła powstrzymać uwagi Iza, uderzona tą kolejną analogią.

Majk rzucił na nią krótkie, uważne spojrzenie, po czym znów zapatrzył się gdzieś w dal.

– Mam podstawy myśleć, że gdyby nie on… mogłaby pokochać mnie – ciągnął po chwili melancholijnym tonem. – Wszystko szło w tę stronę, był nawet czas… wcale nie taki krótki… kiedy byłem tak cholernie szczęśliwy, że mógłbym góry przenosić. Wierzyłem, że muszę po prostu poczekać… że jeśli będę wierny i wytrwały, zdobędę w końcu jej wzajemność, a wtedy dam jej takie szczęście, że ani przez sekundę nie pożałuje, że mnie wybrała… Ale jednak nie dostałem tej szansy. Tamto było jak jakiś pieprzony piorun… coup de foudre – wymówił całkiem niezłą francuszczyzną.

Coup de foudre – powtórzyła szeptem z idealnym akcentem Iza.

– Właśnie – pokiwał głową. – Studiujesz ten cholerny francuski, więc wiesz, co to jest. On zdobył w pięć minut to, o co ja musiałbym walczyć latami… Zakochała się w nim na moich oczach, pod moim bokiem, aż sam czułem, jak sypały się te przysłowiowe iskry… Widziałem to po niej od razu, wystarczył mi rzut oka, kiedy na niego patrzyła… ech! – pokręcił głową i wychylił resztkę brandy ze szklanki, którą zatrzymał pustą w dłoni. – Możesz sobie wyobrazić, jak mnie skręcało z zazdrości. Ale co mogłem zrobić?… Nic.

– Nic – westchnęła Iza, przyglądając mu się ze współczuciem. – Zupełnie nic. I skąd ja to znam?… – dodała bardziej do siebie niż do niego.

– Wyszła za niego parę lat temu – mówił dalej coraz mniej wyraźnym głosem Majk, zagłębiając się mocniej w fotelu i jakby osuwając się w nim. – Musiałem być na ich ślubie jako przyjaciel rodziny, szczerzyć zęby jak kretyn i udawać, że świetnie się bawię, chociaż w środku byłem sztywnym trupem. Po tej imprezie zbierałem się do kupy chyba ze trzy miesiące… dopiero wtedy dotarło do mnie, że to się stało naprawdę… i że to koniec. Wyjechała z nim za granicę… jest bardzo szczęśliwa, to w końcu najważniejsze… tak… najważniejsze. A ja zostałem tutaj… jak przerąbany na pół… Z firmą, którą założyłem tylko z myślą o niej i o naszej wspólnej przyszłości… z jej obrazem w pamięci… Ten obraz już mi się nigdy nie zatrze we łbie, wiem o tym, jestem tego pewien. Ona myśli, że już dawno mi przeszło… i nawet chcę, żeby tak myślała. Inni też… Ale prawda jest taka, że ja jej nie zapomnę już nigdy… nigdy, elfiku… nigdy! Zawsze będę ją kochał… jak ostatni idiota… jak frajer…

Jego głos załamał się przy ostatnich słowach i uwiązł mu w gardle, pusta szklanka wypadła mu z ręki i z hukiem rozbiła się na podłodze, a jego głowa zwisła bezwładnie na podłokietniku fotela. Wystraszona Iza zerwała się ze swojego miejsca i podbiegła do niego, ruchem stopy odgarniając na bok kawałki rozbitego szkła, by móc przy nim bezpiecznie przyklęknąć. Jej serce zalało gorące współczucie dla tego sympatycznego i lubianego przez wszystkich, a tak bardzo nieszczęśliwego człowieka… człowieka, który wiedziony jakimś niewytłumaczalnym instynktem, tak bezbłędnie wyczuł w niej siostrzaną duszę, a dziś upił się specjalnie po to, by odkryć przed nią tę głęboko skrywaną tajemnicę swego życia. Smutną tajemnicę, jakże podobną do tej, którą ona sama nosiła w swoim sercu…

„On jest taki jak ja” – błysnęło jej w głowie. – „Kocha ją dokładnie tak samo jak ja Misia… tak samo wiernie i tak samo beznadziejnie…”

– Majk? – wyszeptała z niepokojem, w odruchu współczucia chwytając go za ramię i zaglądając mu w twarz, by sprawdzić, czy jest przytomny. – Majk, wszystko w porządku?

– W porządku, elfiku – wymamrotał, otworzył mętne oczy i uśmiechnął się do niej swym zwyczajnym, nieco cwaniackim uśmiechem. – Wcale nie jestem pijany…

– Nie, ani trochę – mruknęła z pobłażaniem, starając się ułożyć wygodniej na oparciu fotela opadającą mu wciąż bezwładnie na bok głowę. – Przecież prawie nic nie piłeś…

– Nie piłem – przyznał bełkotliwie. – Tylko odrobinę, dla kurażu… Bo musiałem pogadać z elfikiem… musiałem wreszcie pogadać z moim małym, niedobrym elfikiem…

Iza westchnęła z dezaprobatą, ułożyła mu jeszcze raz głowę w jak najwygodniejszej pozycji i upewniwszy się, że leży na fotelu w miarę stabilnie, zebrała szybko w obie dłonie walające się po podłodze co większe odłamki szkła, po czym wybiegła z gabinetu w poszukiwaniu pomocy.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8)

Dalsze części:

Rozdział XIV (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz