Anabella – Rozdział XIX (cz. 10)

– I to dlatego już nie tańczysz – pokiwała głową Iza.

– Właśnie dlatego. Ponad sześć lat temu… no, już prawie siedem… zatańczyliśmy razem ostatniego walca. Ostatniego dla mnie oczywiście. Była już wtedy w oficjalnym związku z tamtym, wiedziałem, że nie mam z nim szans. I przysiągłem sobie wtedy, że w takim razie to będzie ostatni taniec w moim życiu. Pożegnalny taniec z jedyną kobietą, jaką kiedykolwiek kochałem… Frajerstwo i głupota, co, elfiku? – uśmiechnął się smutno. – Ha! Wiem o tym doskonale. Ale jednak od tamtej pory nie złamałem tej przysięgi.

Znowu przymknął oczy i znieruchomiał, na długą chwilę zapanowała cisza. Pozornie wyglądał, jakby spał, jednak napięte rysy jego twarzy wskazywały, że czuwa, a w jego głowie kotłują się myśli i wspomnienia.

– Ale… może jeszcze kiedyś ją złamiesz? – wyszeptała w końcu przeniknięta do głębi współczuciem Iza, nachylając się nad nim, by ostrożnie zapiąć mu guziki rozchełstanej na piersi koszuli. – Może jeszcze kiedyś z kimś zatańczysz…

– Nie, Izulka – pokręcił głową, bez protestu pozwalając jej zapiąć sobie koszulę i poprawić kołnierzyk. – To jest właśnie ten mój głupi sentymentalizm. Taki sam zresztą jak ten twój schiz z głową na kolanach. Gdybym jeszcze kiedyś z kimś zatańczył, zwłaszcza walca… miałbym poczucie, że bezpowrotnie coś straciłem. Kretyn ze mnie, wiem…

– A ze mnie kretynka – dodała Iza, wygładzając ostatnim ruchem dłoni fałdę na jego równiutko zapiętej teraz koszuli.

– Taka sama jak ja – uśmiechnął się lekko, uchylając na chwilę przymknięte powieki. – I właśnie dlatego tylko z tobą mogę o tym gadać… No, ale dobra, wystarczy już moich smętów na dziś – skrzywił się z niesmakiem. – Teraz dla równowagi powiedz mi coś o sobie i o tym twoim facecie. Mówiłaś, że było jakieś trudne zdarzenie, po którym musiałaś zacząć udawać, że już o nim nie myślisz… Opowiesz mi o tym? Co się wtedy stało?

Przed oczami Izy, jak na zawołanie, roztoczył się półmrok jej pokoju z Korytkowie. Poczucie satysfakcji, że już wkrótce przestanie cierpieć… A potem silny ból brzucha, mdłości i zimny pot na czole. Strach i przeszywająca jak sztylet myśl o bólu, jaki wkrótce sprawi siostrze… Nadludzki wysiłek włożony w to, by doczołgać się do łazienki i zwymiotować. Przerażony głos Amelii… Izunia, co się stało? Kochana, maleńka, odezwij się… I surowy głos lekarza. Chcieliśmy zobaczyć, jak jest po drugiej stronie Styksu, tak? Jej serce na nowo zalał gorący wstyd i poczucie winy.

– Nie… nie chcę o tym mówić – odpowiedziała cicho. – Może kiedyś… ale nie teraz. To dla mnie za trudne.

– Okej, jasna sprawa – zgodził się natychmiast Majk, a na jego twarzy pojawił się wyraz zmieszania. – Wybacz, elfiku, nie chciałem być wścibski…

– Nie jesteś – zapewniła go łagodnie. – Po prostu to jest dla mnie za ciężkie, żebym mogła z kimkolwiek o tym rozmawiać. Przynajmniej na razie.

– Wybacz – powtórzył z powagą. – Taki już jestem, czasami kompletnie nie mam wyczucia. Już zresztą nieraz miałem przez to kłopoty. Ech… kretyn ze mnie i tyle. Idiota, frajer i potłuczony półgłówek.

– Wcale nie – zaprotestowała Iza, w uspokajającym geście wyciągając rękę, by pogładzić go po głowie. – Wręcz przeciwnie, bardzo fajny z ciebie facet, Majk.

W odruchu sympatii, tym razem nie bojąc się już tego poufałego gestu, wsunęła dłoń w jego włosy i odgarnęła mu je z czoła. Ich miękka faktura skojarzyła jej się z futrem kota, którego w dzieciństwie miały z Amelią w Korytkowie… Obie uwielbiały go głaskać, on zaś łasił się przy tym i mruczał na znak, że i jemu sprawia to przyjemność. To mgliste wspomnienie z beztroskiej przeszłości, w tak niespodziewany sposób wywołane z otchłani niepamięci, splotło się w jej umyśle ze sceną, która zaledwie kilka minut temu odżyła w jej głowie… z korytkowską łąką i bezgranicznym szczęściem, jakie czuła, gładząc włosy leżącego z głową na jej kolanach Michała.

Uśmiechnęła się czule do tej wizji poprzez czas i przestrzeń… Znów zobaczyła przed sobą jego fosforyzująco błękitne oczy… Wpatrywała się w nie jak dawniej, zanurzając z rozkoszą dłonie w gęstych kosmykach jego blond czupryny… Na jej serce spłynęła fala spokoju i słodyczy, jakie naznaczały tamte niezapomniane letnie dni. Ach… i oto znów te same oczy, wpatrzone w nią dokładnie tak samo w czasie tańca z Danielem na półmrocznej sali… To było przecież tak niedawno, zaledwie kilka tygodni temu!

Lecz oto wspomnienie zaczęło blednąć… Błękitny kolor oczu Michała stopniowo przygasł i powoli przeistoczył się w stalowoszarą barwę oczu Majka, który, leżąc bez ruchu na podłodze i pozwalając gładzić się po włosach, przypatrywał jej się w milczeniu spod półprzymkniętych powiek na wpół z zaciekawieniem, na wpół z podejrzliwością. Iza ocknęła się, wycofała dłoń i ze zmieszaniem odwróciła wzrok.

„Cholera, przez moment pomylił mi się z Misiem” – pomyślała niezadowolona. – „Ja mam już chyba jakieś rozdwojenie jaźni…”

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział XIX (11)


Dodaj komentarz