Anabella – Rozdział XIX (cz. 4)

– Ale nie o tym chciałem mówić – ciągnął zmęczonym tonem Majk. – Właściwie to… chyba nawet nie chciałem nic mówić. Kazałem temu patałachowi zawołać cię, bo chciałem po prostu, żebyś tu była… żebyś podała mi tę swoją małą łapkę i posiedziała tu ze mną. Tak tylko po przyjacielsku… jak wtedy w samochodzie… pamiętasz?

– Pamiętam – uśmiechnęła się leciutko. – Jasne… nie ma sprawy, szefie.

– Majk.

– Nie ma sprawy, Majk.

– Tak mi wtedy było dobrze… – ciągnął cicho. – I teraz też… Od razu mi lepiej.

– Cieszy mnie to – szepnęła.

– Tylko powiedz, dlaczego ja zawsze muszę się tak nawalić, żeby mieć odwagę z tobą pogadać? – westchnął. – Znowu musiałem wypić pół butelki, żeby…

– Wcale nie musiałeś – przerwała mu szybko Iza.

– Musiałem…

– Nie – podjęła w nagłym przypływie stanowczości. – To nie było konieczne, a ty nie powinieneś tyle pić tej brandy. To jest przecież bardzo mocny alkohol. Chcesz, żeby takie popijawy skończyły się poważnym uzależnieniem? Jesteś szefem tej firmy, wszystko na tobie stoi, nie wolno ci robić takich numerów. Przecież jeśli chciałeś ze mną porozmawiać, to wystarczyło mi to powiedzieć… na trzeźwo.

– Nie umiałem – pokręcił głową. – Na trzeźwo się nie da…

– Da się – zaprotestowała. – Przecież już rozmawialiśmy kilka razy. Proszę, Majk… przestań tak robić. To jest chore. Chore po prostu. Tak nie wolno.

– Nie umiem inaczej – szepnął. – W ostatnich tygodniach tyle razy chciałem cię zahaczyć… i nie zdecydowałem się. Znowu musiałem wypić, żeby się przełamać. Ale nie gniewaj się… nie bądź na mnie zła, elfiku…

W jego głosie było coś tak smutnego, że Iza aż zadrżała.

– Nie… nie jestem zła – zapewniła go łagodnie.

Nie mogąc powstrzymać spontanicznego odruchu współczucia, jakie przepełniło gwałtownie jej serce, przechyliła się ku niemu na krześle i korzystając z tego, że nie patrzył na nią, wyciągnęła nieśmiało palce wolnej dłoni, by dotknąć jego włosów. Były miękkie i delikatne, zupełnie inne niż mocne, lśniące włosy Michała, których fakturę tak doskonale pamiętały jeszcze jej dłonie… Majk nie poczuł chyba tego dotyku, bo nie poruszył się ani o milimetr. Iza ostrożnie wycofała palce. Na kilka długich chwil zapadło milczenie.

– Powiedz mi… czy dla nas już nie ma ratunku? – podjął nagle szeptem Majk. – Już nigdy nie da się z tego wyleczyć?

Iza westchnęła, w lot odgadując, co miał na myśli.

– Nie wiem – odparła zachowawczo. – Każdy musi sam to ocenić… Jeśli chodzi o mnie, to na pewno nie. Nigdy. Zresztą ja nawet nie chcę się wyleczyć.

– Nie chcesz – pokiwał lekko głową. – Bo nie straciłaś jeszcze nadziei. Ja też tak miałem… przez długi czas. Nawet do niedawna.

– A teraz?

– Teraz chciałbym bardzo – westchnął. – Dużo o tym myślałem, wiesz? Ciągle myślę… Chciałbym się uwolnić, zapomnieć, zacząć jakoś życie od nowa. Tylko że nie umiem. Cholera… nie umiem… To już nigdy nie byłoby to. Z nikim innym.

– Rozumiem cię – szepnęła Iza.

Znów odruchowo wyciągnęła rękę i na króciutką chwilę dotknęła opuszkami palców jego włosów, z jednej strony niesiona pragnieniem wyrażenia mu jakoś swojego współczucia, z drugiej zafascynowana ich miękką fakturą.

– I żeby nie było… ja się cieszę, że ona jest szczęśliwa – zapewnił ją przekonującym tonem, jakby bał się, że mu nie uwierzy. – Jej szczęście jest dla mnie bardzo ważne. Cierpiałbym, gdybym wiedział, że jest jej źle. No, ale wiem, że jest dobrze… i cieszy mnie to… Tylko że jednocześnie nadal skręca mnie z zazdrości. Nadal… po tylu latach!

– Pewnie widziałeś ją ostatnio? – domyśliła się Iza. – Rozdrapałeś ranę i to dlatego masz takiego doła, prawda?

– Nie – pokręcił głową. – Nie widziałem jej już ponad pół roku… od września… Ale to nieważne, Iza. Wystarczy, że usłyszę o niej, porozmawiam z kimś… Jedno zdanie i wszystko wraca jak pieprzona banda demonów.

– Tak – przyznała smutno.

– Niedługo zresztą ją zobaczę – dodał z melancholią. – Z jednej strony cieszę się jak wariat, a z drugiej… ech! Sam nie wiem, co jest gorsze…

– To prawda – szepnęła.

Ni stąd, ni zowąd przypomniała sobie oczy Bartka wpatrzone w urzekająco śliczną twarz Lodzi i przez głowę przebiegła jej smutna myśl, że w życiu nic nie jest czarno-białe i zerojedynkowe.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział XIX (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz