Anabella – Rozdział XIX (cz. 5)

– A najgłupsze jest to, że muszę się z tym kryć – ciągnął Majk, wciąż kurczowo ściskając jej dłoń. – Udawać durnia, szczerzyć kły i grać wesołego frajera dwadzieścia cztery na dobę. No dobra, może i taki jestem z natury… ale czasami, jak mnie to dopadnie, mam ochotę usiąść i wyć… albo wpaść na tę naszą salę i rozwalić wszystko z buta, jak Rambo. Tylko że niestety muszę trzymać fason. Odpowiedzialność! Ha! Czasami zastanawiam się, jak długo to potrwa… Wiesz, kogo widzę w naszym dziadku? – podniósł na chwilę głowę, żeby spojrzeć na nią pytająco. – Domyśl się. Widzę w nim jak w lustrze… samego siebie za pięćdziesiąt lat.

– Ach! – szepnęła.

– Tak… Może to dlatego tak go lubię? Chociaż nasze historie są inne, bo on przynajmniej przez jakiś czas miał tę swoją Hanię… A ja od mojej nie dostałem nawet jednego pocałunku. I nigdy nie powiedziałem jej, że ją kocham.

– Nigdy? – powtórzyła zaskoczona Iza. – Naprawdę nigdy?

Przez twarz Majka przebiegł na wpół kpiący, na wpół smutny uśmiech.

– Nigdy, elfiku – pokręcił głową. – Nie odważyłem się ani razu… Sama widzisz, jaki żałosny ze mnie frajer i tchórz. Czekałem z tym wyznaniem, aż będę pewien, że w odpowiedzi usłyszę to samo. Tylko że w międzyczasie ona poznała tamtego i to już nie miało sensu. Zresztą… ona pewnie i tak to wiedziała. Myślisz, że umiałem to ukrywać? Musiała wiedzieć, co do niej czuję… i chyba nawet cieszyła się, że nie wyjechałem jej z tym otwartym tekstem. W sumie może i dobrze się stało? Teraz dzięki temu łatwiej mi grać. Jednak czasem tego żałuję…

– Tego, że jej nie powiedziałeś? – upewniła się szeptem Iza.

– Właśnie… Nie powiedziałem jej nigdy tego magicznego kocham cię. I nigdy nikomu już tego nie powiem, bo to mogła usłyszeć ode mnie tylko ona – westchnął. – Mówiłem to do niej w myślach miliony razy… ale nigdy nie wypowiedziałem na głos. A potem już było za późno…

– Przykro mi – zaszemrała ze współczuciem Iza.

– A ty? – podniósł na nią zmętniałe oczy, w których jednak rozbłysła nikła iskierka zaciekawienia. – Powiedziałaś to chociaż raz temu swojemu facetowi?

– Pewnie, że powiedziałam – pokiwała ze smutkiem głową. – Wiele razy… chyba nawet o jeden raz za dużo – dodała, wspominając dotyk brudnego śniegu na policzku i odgłos oddalających się kroków Michała.

– On też ci to powiedział?

– Powiedział… Mówił często. Ale potem coraz rzadziej… i wreszcie wcale.

– Kapuję – szepnął Majk, znów zamykając oczy. – Przeszło frajerowi.

– Przeszło – westchnęła Iza. – Choć ja ciągle mam nadzieję, że może jeszcze wróci…

Przez twarz Majka znów przebiegł lekko drwiący uśmieszek, jednak natychmiast znikł.

– Ja wam i tak zazdroszczę – odpowiedział oględnie.

Puścił jej rękę, gramoląc się na fotelu, by podnieść się z pozycji półleżącej.

– Komu? – zdziwiła się Iza, odruchowo rozcierając sobie wygniecioną dłoń.

– Tobie i staremu frajerowi Szczepkowi – wyjaśnił spokojnie Majk.

Usiadł prosto, odgarniając sobie ręką włosy do tyłu, po czym pochylił się w stronę biurka i sięgnął po swoją butelkę brandy.

– Nie, Majk zostaw to! – zaprotestowała natychmiast Iza, próbując odebrać mu butelkę. – Zostaw, nie pij już tego świństwa!

Zaśmiał się lekko, odsuwając od niej na odległość ramienia trzymaną w dłoni butelkę, i spojrzał na nią zaczepnie.

– Nie będę pił – powiedział wesołym, prawie normalnym głosem. – Ale tylko pod warunkiem, że ty wypijesz to zamiast mnie. Pamiętasz? Już raz to mówiłem, rzuciłem ci wyzwanie. Albo ja, albo ty. Hmm? To jak? Nalać ci trochę, elfiku?

Iza pokręciła głową przecząco.

– Cóż – rozłożył ręce teatralnym gestem, zerkając na nią z rozbawieniem. – Nie będę namawiał dam do picia takich obrzydliwych świństw. Załatwię to honorowo sam.

Spokojnym, zdumiewająco skoordynowanym jak na stan upojenia gestem nalał sobie pełną szklaneczkę brandy i znów oparł się w fotelu, patrząc na nią wyzywająco. Iza pokręciła bezradnie głową. Uznawszy, że podejmowanie z nim w tej sprawie otwartej dyskusji i tak nie ma sensu, zastanawiała się, jak choć na chwilę odwrócić jego uwagę, by zabrać mu sprzed oczu i schować gdzieś resztę alkoholu.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4)

Dalsze części:

Rozdział XIX (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz