Anabella – Rozdział XIX (cz. 6)

– Czego nam zazdrościsz? – wróciła jak gdyby nigdy nic do przerwanego wątku.

Majk spoważniał, podniósł szklankę do ust i upił łyka brandy.

– Tego, co przeżyliście – odparł po chwili. – Odwzajemnionego uczucia. Bo nawet jeśli to trwało krótko… to jednak było.

Iza znieruchomiała na chwilę, uderzona tą oczywistą myślą. To była prawda… Mimo że jej szczęście z Michałem trwało tak krótko, a rozbudzone ostatnio nadzieje nie dawały żadnej gwarancji na to, że jeszcze kiedykolwiek wróci, nie oddałaby przeżytych przy nim chwil za żadne skarby świata. Gdyby ktoś zapytał ją, czy w celu uniknięcia cierpienia chciałaby cofnąć czas i nigdy tego nie doświadczyć, odmówiłaby z pełną stanowczością, wręcz z oburzeniem. Podobnie zareagowałby niewątpliwie pan Szczepan, gdyby ktoś zaproponował mu wymazanie z życia tych kilku szczęśliwych lat u boku Hani, choć za każdy rok z nią zapłacił potem dekadą cierpienia i tęsknoty… Pokiwała powoli głową.

– Masz rację – przyznała cicho.

– Dużo bym dał, żeby mieć chociaż kilka takich wspomnień – ciągnął w zamyśleniu Majk, powolutku sącząc swoją brandy. – Choćby jedno…

Iza patrzyła na niego zaskoczona faktem, że pomimo dużej ilości wypitego alkoholu wyglądał teraz najzupełniej normalnie, jakby był całkowicie trzeźwy. Wiedziała, że to tylko pozory, ale mimo wszystko nie mogła oprzeć się zdziwieniu. Dopiero po chwili skupiła się na sensie jego słów i na dramacie, jaki się w nich krył.

„To prawda, on nawet nie ma wspomnień” – myślała, przyglądając się ze smutkiem jego zadumanej twarzy. – „Biedak… taki super facet… Mógłby mieć prawie każdą kobietę, gdyby tylko chciał… i co z tego? Ta jedyna, akurat jak na złość, nie odwzajemniła jego uczuć i zakochała się w kimś innym… a on chciałby się wyleczyć, ale nie potrafi. Tak dobrze go rozumiem! Tylko że… mimo wszystko jego sytuacja jest trochę inna od mojej. Nawet zupełnie inna, bo właśnie ten brak wspomnień może go ratować. Zaraz, zaraz… Jak to powiedział tamten psycholog, przyjaciel pana Szczepcia? Aha, już wiem… miłość nieodwzajemniona podlega terapii…”

– Miłość nieodwzajemniona podlega terapii – wyszeptała na wpół bezwiednie.

– Co powiedziałaś? – Majk ocknął się z zamyślenia i spojrzał na nią zdziwiony.

– Miłość nieodwzajemniona podlega terapii – powtórzyła głośniej, patrząc na niego z zastanowieniem. – Tak powiedział przyjaciel pana Szczepcia, psycholog. Mówił to à propos Hani.

Majk uśmiechnął się kpiąco.

– Nawet mnie nie denerwuj, elfiku – rzucił pobłażliwym tonem. – Chcesz mnie wysłać do psychologa? Chyba na głowę upadłaś…

– Nie o to mi chodziło – pokręciła głową Iza. – Tamten psycholog zresztą już dawno nie żyje… Po prostu to, co powiedział panu Szczepciowi, zapadło mi w pamięć, a teraz mi się przypomniało. W związku z tobą.

– Ze mną? – spojrzał na nią z politowaniem, jednym haustem wychylił brandy do dna i znów sięgnął po butelkę. – Bzdura. Na mnie żadna psychologiczna terapia nie zadziała, wybij to sobie z głowy, mała.

– Nie mówię przecież o terapii psychologicznej – zaprotestowała niepewnym tonem Iza, przyglądając się z dezaprobatą, jak znów nalewa sobie trunku aż po brzegi szklanki.

– A o jakiej? – skrzywił się nieznacznie.

– Nie wiem – pokręciła niepewnie głową. – Raczej takiej… przyjacielskiej.

– To znaczy?

– Przyjacielskiej – powtórzyła, sama niezbyt przekonana do własnych słów. – W sensie zwierzenia się komuś, przedyskutowania wszystkiego, co cię męczy… Wiesz, z kimś zaufanym.

– Hmm – mruknął Majk.

Ku zadowoleniu Izy niespodziewanie odstawił szklaneczkę z brandy na biurko, przejechał znów dłonią po włosach i osunął się w głąb fotela, podobnie jak wcześniej przymykając oczy. Po epizodzie niemal normalnego wyglądu i zachowania, jego twarz znów wyrażała zmęczenie oraz typowe dla upojenia alkoholowego przytępienie.

„Jednak cię rozkłada, chojraku” – pomyślała Iza. – „Za kwadrans trzeba będzie wołać Antka i Chudego… Ale nie będziesz już dzisiaj więcej pił, już ja o to zadbam!”

Ukradkiem sięgnęła po stojącą na biurku butelkę, podniosła ją ostrożnie, by nie robić hałasu, po czym schyliwszy się, ustawiła ją bezszelestnie na podłodze obok swojego krzesła.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział XIX (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz