Anabella – Rozdział XL (cz. 1)

– Panie Jarku, naprawdę bardzo panu dziękujemy – powiedziała z wdzięcznością Iza, przyjmując z umorusanych rąk konserwatora Zięby odręcznie wystawiony rachunek za usługę naprawienia i uruchomienia zmywarki. – Jutro to rozliczymy, osobiście dopilnuję, żeby pieniążki poszły do pana jak najszybciej. Uratował pan nam dzisiaj skórę.

– E, co tam pani… nie ma problemu! – machnął ręką Zięba, choć po minie było widać, że pochwała sprawiła mu satysfakcję. – Ja do pana Błaszczaka to zawsze jak w dym, robię u niego już sześć… a nie, prawie siedem lat!… I nigdy krzywdy nie mam. A jak co mogę pomóc w potrzebie, to też dobrze. Może być i w niedzielę, byle żona z domu wypuściła! – zaśmiał się, pakując swoje narzędzia do obszarpanej brezentowej torby.

– To było niezwykle uprzejme z pana strony i jesteśmy panu bardzo wdzięczni – zapewniła go Iza, odprowadzając go do wyjścia z zaplecza. – Jeszcze raz dziękuję w imieniu naszego szefa i całego zespołu… a zwłaszcza pań kucharek! Do widzenia panu.

Zięba skinął głową i zarzuciwszy sobie na ramię torbę z narzędziami, poszedł przez salę do wyjścia. Iza odprowadziła go wzrokiem, jednocześnie rozglądając się kontrolnie po sali, czy wszystko było w porządku. Klientów schodziło się coraz więcej, Klaudia, Ola, Kamila i Lidia, która dołączyła do nich dzisiaj wcześniej niż zwykle, uwijały się pomiędzy stolikami, podczas gdy Alicja i Gosia zajmowały się obsługą przyjęcia chrzcielnego małego Edzia.

Tam na szczęście sytuacja była stabilna, zajęci ożywioną dyskusją w mniejszych grupkach goście kończyli konsumować drugie danie, a Edzio spał spokojnie w wózku stojącym obok krzesła Lodzi. Iza zaglądała już do nich kilkakrotnie, złożyła gratulacje Lodzi i Pablowi, porozmawiała kilkanaście minut z wciąż spragnionym jej towarzystwa Victorem, a nawet zdołała dyskretnie zdać Majkowi krótką relację z sytuacji na ogólnej części sali i na zapleczu. Została również przedstawiona jako przyjaciółka czworgu dziadków Edzia oraz innym krewnym Lodzi, w tym owemu słynnemu wujowi, którego imię otrzymał chłopiec, jednak pomimo najszczerszych chęci nie była w stanie zapamiętać ani wszystkich imion, ani tym bardziej relacji rodzinnych, jakie łączyły ich między sobą.

Po wyjściu Zięby miała zamiar wrócić na kwadrans lub dwa na przyjęcie, jednak oceniwszy sytuację na sali, uznała, że dziewczynom przyda się jej pomoc, gdyż do lokalu napłynęło akurat kilka większych grup klientów. Zabrała zatem z blatu Wiktorii pierwszą lepszą tacę i ruszyła w głąb sali, gdzie miejsca zajmowała największa brygada roześmianych studentów. W połowie drogi minęła się z Olą, która już z daleka dała jej znak, że chce z nią rozmawiać.

– Co tam, Olu? – zagadnęła z uśmiechem Iza. – Właśnie nadciągam wam z pomocą…

– Słuchaj, Krawczyk chce z tobą gadać – przerwała jej konspiracyjnie Ola, dyskretnym ruchem głowy wskazując na lewo. – Siedzi zabunkrowany w tamtym kącie i czeka na ciebie już z pół godziny. Powiedziałam mu, że jesteś zajęta z Ziębą, a on prosił, żebyś podeszła do niego, jak tylko skończysz.

Zmrożona samym dźwiękiem tego nazwiska Iza zerknęła we wskazaną stronę. Rzeczywiście, przy stoliku ustawionym w samym kącie przy bocznej ścianie sali dostrzegła znajomą sylwetkę ekscentrycznego milionera, który siedział tam samotnie nad butelką wody mineralnej, tonąc w kłębach dymu ze swojego ulubionego e-papierosa. Na szczęście nie patrzył na nią, gdyż wzrok miał utkwiony przed siebie, w stronę, gdzie drewniane parawany oddzielały od reszty sali przyjęcie z okazji chrzcin małego Edzia.

– Okej – westchnęła z niechęcią. – Już idę do niego. Weźmiesz ode mnie tę tacę? Na razie nie będzie mi potrzebna… Dzięki, Olu.

Czując w sercu nieznośny opór wobec perspektywy rozmowy z tym człowiekiem, zebrała w sobie całą siłę woli i podeszła do niego, starając się przybrać standardowo życzliwą, neutralną minę.

– Dzień dobry panu – zagadnęła uprzejmie, zatrzymując się przy jego stoliku. – Przekazano mi, że chciał pan ze mną rozmawiać.

Zapatrzony w dal Krawczyk ocknął się na jej słowa jak z transu. Iza zerknęła w stronę, w którą tak intensywnie patrzył, i dostrzegła, że z miejsca, gdzie siedział, widać było częściowo stoły z przyjęcia chrzcielnego, gdyż odgradzające je od reszty sali parawany tworzyły lukę akurat w trajektorii jego wzroku. Przez ów niewielki, mniej więcej półmetrowy prześwit, na który przy ustawianiu przepierzenia nikt nie zwrócił uwagi, widać było Pabla, Lodzię i Anię oraz siedzących naprzeciwko nich Jean-Pierre’a i dwóch innych przyjaciół Pabla, których imion Iza nie zdołała zapamiętać, a raczej zapamiętała tyle, że jeden z nich miał na imię Wojtek, a drugi Kajtek, jednak nie utrwaliła sobie w pamięci, który z nich był kim. Zajmujący miejsce po drugiej stronie Ani Majk nie był już widoczny przez tę szparę, jednak Iza domyśliła się, że Ania musiała teraz rozmawiać właśnie z nim, gdyż zwracała się w stronę, gdzie siedział, zaśmiewając się z jakichś jego żartów.

– A tak, dzień dobry, pani Izo – rzucił Krawczyk, odkładając na bok e-papierosa, po czym zerwał się z miejsca, nerwowym ruchem chwycił jej dłoń i na chwilę podniósł ją do ust. – Czekałem na panią. Proszę ze mną usiąść.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział XL (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz