Anabella – Rozdział XL (cz. 6)

– Ciebie przecież francuskiego nie pouczę! – zauważyła przekornie Iza. – To raczej ja szlifuję język dzięki tobie…

– Myślałem raczej o nauczycielce od polskiego – uśmiechnął się podstępnie Victor. – Pozazdrościłem Jean-Pierre’owi tej umiejętności i, jak wiesz, już zacząłem nad tym pracować. Jednak niełatwo być samoukiem… Dlatego byłbym zachwycony, gdyby Isabelle zgodziła się dawać mi czasami lekcje polskiego. Mały kwadrans przy każdej naszej rozmowie telefonicznej i mógłbym zrobić ogromne postępy. Przyda mi się to bardzo, jeśli razem z Didierem i Yvette rozkręcimy nasz projekt międzynarodowy. Zresztą… po prostu bardzo chciałbym, żebyś czasami mówiła do mnie po polsku, lubię słuchać twojego głosu w tym języku, mimo że jeszcze bardzo niewiele rozumiem… Zgodzisz się na to, Isabelle?

– Oczywiście! – zapewniła go bez wahania. – Skoro chcesz… Ja już tyle skorzystałam na naszych rozmowach, że chętnie ci się odwdzięczę. I najlepiej zacznijmy od razu! – dodała z uśmiechem. – Uwaga, powtórz po mnie: „świetnie mówię po polsku”.

Szwjetnie mówję po polśki – powtórzył Victor i oboje zanieśli się wesołym śmiechem. – Ale czekaj… co to znaczy „szwjetnie”, Isabelle? To jakieś wulgarne słowo?

– Ależ skąd! – zaprzeczyła ze śmiechem Iza.

Nadal zaśmiewając się z jego uroczo zniekształconej wymowy, przystąpiła do wyjaśniania mu znaczenia polskiego przysłówka. W następnej chwili spoważniała jednak, bowiem ponad ramieniem Victora zauważyła w oddali sylwetkę Krawczyka, który, opuściwszy swój stolik, kocim krokiem przemierzał salę w kierunku wyjścia z lokalu. Iza powiodła za nim wzrokiem i drgnęła, dostrzegłszy w drzwiach powracającą z łazienki Lodzię. Krawczyk natychmiast skierował swe kroki w jej stronę, celowo manewrując w taki sposób, by niby przypadkowo znaleźć się na jej drodze. Po chwili witał ją już ukłonem i szarmanckim ucałowaniem dłoni, którą Lodzia, co można było zauważyć nawet z daleka, podała mu z zawahaniem i wyraźną niechęcią.

„Aha, czyli jednak!” – błysnęło w głowie Izy. – „Czyhał tu na nią, a teraz specjalnie tam polazł, żeby musiała na niego wpaść! Co za psychol…”

Kontynuując w żartobliwym tonie lekcję polskiego z Victorem, dyskretnie obserwowała scenę rozgrywającą się w głębi sali. Krawczyk powiedział coś do Lodzi, na której twarzy pojawił się lekki uśmiech, odpowiedziała mu z uprzejmą miną i wykonała ruch wskazujący na to, że zamierza pójść w swoją stronę. Wtedy on chwycił ją za nadgarstek, by ją zatrzymać, i pochyliwszy się ku niej, mówił coś przez dłuższą chwilę. Na twarzy Lodzi pojawiło się zdziwienie i zdezorientowanie.

Iza skrzywiła się z niesmakiem, starając się skupić na tym, co mówił do niej Victor, kiedy w tle za plecami usłyszała kwilenie niemowlęcia. Odwróciła się i dostrzegła roześmianego Pabla, który właśnie wychodził zza drewnianego przepierzenia przy akompaniamencie żartów i okrzyków gości z przyjęcia chrzcielnego. Niósł on i kołysał w ramionach marudzącego Edzia, który najwidoczniej zbudził się właśnie na wspomnianą przez Lodzię sesję karmienia. Pablo wyszedł z nim na ogólną część sali, rozglądając się za żoną, a zauważywszy ją w głębi lokalu rozmawiającą z odwróconym do niego plecami Krawczykiem, spochmurniał natychmiast i przyśpieszył kroku, kierując się w ich stronę.

Ah, le petit a faim* – zauważył Victor, również spoglądając za nim z uśmiechem.

Kiedy Lodzia zauważyła męża niosącego ku niej przez salę kwilące dziecko, na jej twarzy pojawił się wyraz ulgi przeplecionej z niepokojem. Natychmiast ucięła w pół słowa rozmowę z Krawczykiem i pobiegła w stronę Pabla, przejmując z jego rąk płaczącego już dość mocno Edzia. Scena wzbudziła życzliwe zainteresowanie siedzących wokół klientów, Iza również zerwała się, by być gotową do pomocy, jednak rodzice szybko poradzili sobie z opanowaniem sytuacji, gdyż wystarczyło, że Edzio usłyszał głos mamy, a natychmiast przestał płakać i tylko pokwękiwał cichutko, szukając jej piersi. Przekazując jej ostrożnie chłopca, Pablo rzucił chmurne spojrzenie za znikającym właśnie w drzwiach wyjściowych Krawczykiem, po czym oboje pośpiesznie ruszyli w stronę zaplecza, dokąd również, przeprosiwszy Victora, skierowała się Iza.

– Lodziu, gabinet jest otwarty – powiedziała szybko, zerkając na niemowlę, które, zniecierpliwione przedłużającym się oczekiwaniem na jedzenie, znów zaczynało głośniej popłakiwać i machać malutkimi rączkami. – Dopilnuję, żeby nikt wam nie przeszkadzał.

– Dzięki, Izunia – uśmiechnęła się w przelocie Lodzia, po czym spojrzała przymilnie na towarzyszącego jej męża. – Bandziorku, przyniósłbyś mi jeszcze tę tetrową pieluszkę z wózka? Będzie nam potrzebna…

– Jasne, kochanie – odparł Pablo.

Natychmiast zawrócił z miejsca w stronę stołów z przyjęciem, gdzie stał wózek Edzia, rzucając przy tym jeszcze raz kontrolne spojrzenie w stronę wyjścia z lokalu. Nie uśmiechał się już, lecz jego twarz oblekał szary cień. Izie zrobiło się dziwnie ciężko na sercu.


* Ah, le petit a faim (fr.) – Aha, mały zgłodniał.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział XL (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz