Anabella – Rozdział XLI (cz. 4)

„Nie myśleć o tym, pod żadnym pozorem nie myśleć” – powtarzała sobie w duchu Iza, krojąc pomidora na kanapki. – „To przejdzie… wszystko przejdzie, jutro już nie będzie tak bolało. Jutro będzie dużo lepiej…”

– Pani Izo, a Kacper znowu wyszedł? – zagadnął pan Stanisław, wchodząc do kuchni. – Zaglądam do gówniarza, a jego nie ma w pokoju… Pewnie znowu poszedł na te swoje panny, wie coś pani o tym?

– Nie, nic mi nie mówił – odparła Iza, zadowolona, że choć na chwilę może oderwać się od złych myśli. – Ja też myślałam, że jest u siebie, miałam właśnie wołać go na kolację. Pewnie umówił się z kimś na mieście… cóż, zjemy we dwoje, panie Stasiu. Ja też zaraz biegnę do pracy.

– A to się nawet dobrze składa – stwierdził gospodarz, zajmując miejsce przy stole. – Bo właśnie miałem panią zapytać o… o ten piec – zerknął na nią badawczo. – Nadal nic?

– Nic, panie Stasiu – zapewniła go Iza. – Od czterech miesięcy cisza jak makiem zasiał. I tak już zostanie, jestem tego pewna. Przecież sam pan wie, że ona już jest spokojna…

– No właśnie… gdybym miał tę pewność! – westchnął pan Stanisław. – A jeśli to mi się tylko śniło? Ja się coraz bardziej boję, że to był tylko taki zwykły sen… Bo wie pani – dodał, zniżając głos. – Gdyby Ziutka naprawdę rozmawiała ze mną w tym śnie, to ja bym to wiedział po Kacprze. Bo spełniłoby się to, co o nim powiedziała… to, że on się opamięta i będzie żył jak człowiek, normalnie i szczęśliwie. I że to się zacznie jeszcze w tym roku. A tu co? Już październik, a ja nie widzę, żeby on się choć o jotę zmienił. W sercu to ja wiem, że to jest dobry chłopak, ale nadal tak się zachowuje, jak się zachowywał, a Ziutka przecież mówiła jasno: w tym roku. I jak on do grudnia nic ze sobą nie zrobi, to ja już chyba zwątpię, że w tym śnie to naprawdę była ona.

– Panie Stasiu, spokojnie – pokręciła głową Iza. – Przecież dopiero październik się zaczyna, Kacper ma jeszcze czas. Zresztą czy wiadomo, o jaką zmianę jej chodziło? Może to się zacznie jakoś po cichu, w sercu… Niech pan poczeka chociaż do następnego lata, dopiero wtedy będzie można mniej więcej powiedzieć, czy w tym roku coś się zaczęło czy nie.

– No tak… no tak – przyznał z westchnieniem pan Stanisław, sięgając po kanapki, które przed nim postawiła. – Dziękuję… Prawda, że to się może zacząć po cichu, że z wierzchu nawet nic nie zobaczymy. No bo jeśli Ziutka w tym śnie naprawdę była u mnie i tak powiedziała, to tak przecież musi być, nie okłamałaby mnie…

– Oczywiście, że nie – zapewniła go łagodnie Iza. – Sam pan zobaczy, że będzie tak, jak powiedziała. Tylko to się może rozwinąć inaczej, niż my sobie wyobrażamy.

Po kolacji szybko zebrała się do wyjścia, zbliżała się bowiem jej zmiana w pracy. Chciała być tam pół godziny wcześniej, żeby posegregować i opisać faktury, które wczoraj zostawił jej na biurku szef i którymi z powodu nawału pracy na sali nie zdążyła zająć się na bieżąco. Idąc chodnikiem, za wszelką cenę starała się wyrzucić z głowy myśli o tym, co Amelia powiedziała jej o Michale, lecz by to osiągnąć, musiała zająć umysł czymś innym.

Skupiła zatem uwagę na Marcie, która, choć od wtorku wyglądała jak widmo, niezmiennie twierdziła, że to, co powiedział jej Zbyszek, było do tego stopnia niemożliwe, że absurdem byłoby pytać o to Radka. Iza, nie chcąc przedwcześnie jej dobijać, milczała na temat sceny, którą kilka tygodni wcześniej widziała na ulicy, i ze współczuciem czekała na moment, kiedy wybuchnie bomba. Od samego początku, odkąd po słowach Zbyszka podjęła mocne postanowienie, że w tych trudnych chwilach będzie przy Marcie i pozwoli jej wypłakać się do woli, trwała w stanie duchowej gotowości do pomocy, mimo że czasu nie miała teraz prawie wcale. Zajęcia na uczelni, obowiązki w domu, wizyty u pana Szczepana (który na szczęście czuł się całkiem nieźle) oraz praca na pełny etat w Anabelli zajmowały jej każdą minutę doby, pomijając godziny przeznaczone na sen. Jej sen był zresztą teraz tak kamienny, że nie wybudzały jej nawet głośne nocne powroty do domu Kacpra i dopiero dźwięk budzika podrywał ją gotową na nowy dzień pracy.

Ten napięty harmonogram dnia w pełni jej odpowiadał, nie musiała bowiem zastanawiać się, jak odegnać od siebie myśli o Michale, które teraz, po słowach Amelii, szczególnie mocno tłoczyły się w jej podświadomości i ze wszystkich sił starały się opanować jej umysł.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział XLI (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz