Anabella – Rozdział XLII (cz. 10)

Kiedy wróciła do pokoju, który, jak rozumiała, był sypialnią Majka, łóżko było już prześcielone, a on sam ustawiał na niewielkim stoliku pod oknem talerzyk z sucharami i kubek z dymiącą miętą, której przyjemny zapach roznosił się po całym pomieszczeniu.

– Już? – ucieszył się na jej widok. – Super, to teraz siadaj tutaj i będziesz jeść kolację.

Iza posłusznie podeszła do stolika i usiadła na fotelu, który jej wskazał, szczelnie owijając się szlafrokiem, gdyż w sypialni było dość chłodno, zwłaszcza w porównaniu do zaparowanej łazienki. Majk podszedł do okna i zamknął uchylony lufcik.

– No, wystarczy już tego wietrzenia – oznajmił, zaciągając z powrotem zasłonę. – I tak jest ciepło jak na październik, ale wieczorny chłodek jest zdradliwy, a ty w dodatku masz mokre włosy.

– Właśnie – podchwyciła Iza, zgarniając sobie obiema dłońmi mokre, poplątane kosmyki. – Nie miałam czym ich rozczesać… Nie masz przypadkiem jakiegoś grzebienia albo szczotki do włosów?

– Grzebienie są w łazience, w szufladzie po prawej stronie nad lustrem – wyjaśnił jej spokojnie, a widząc, że chce się zerwać z fotela, powstrzymał ją ruchem ręki. – Poczekaj, ja ci przyniosę… ty siedź i pij miętę. Możesz namoczyć sobie w niej sucharka. Są bardzo dobre, kosztowałem… jak chcesz, to mogę przynieść ci do tego trochę masła.

– Nie, dzięki – pokręciła głową, sięgając posłusznie po kubek z dymiącą miętą. – Zjem na sucho, i tak nie mam apetytu, ale wiem, że muszę. A do masła mnie nie ciągnie – wzdrygnęła się lekko. – I tak nie wiem, czy zjem całego sucharka…

– Zjesz – zapewnił ją stanowczo Majk. – Już ja cię dopilnuję. Poczekaj, skoczę tylko do łazienki po ten grzebień.

Po jego wyjściu Iza z rozkoszą zanurzyła usta w pachnącym naparze mięty. Zapach tego zioła, które parzyła sobie dość rzadko, sprawił jej dziś ogromną przyjemność i wprawił ją w znakomity nastrój. Siedząc w miękkim fotelu, wykąpana, otulona w ciepły szlafrok, z kubkiem gorącej mięty w dłoniach, czuła się tak dobrze i tak komfortowo, jak już dawno jej się nie zdarzało. Co prawda gdzieś w tyle głowy majaczyły jej widma Michała i pięknej Sylwii, a także zrozpaczonej, zalanej łzami twarzy Marty, jednak nie robiły one już na niej takiego wrażenia jak wczoraj, były jakby przymglone i odsunięte w tło. Teraz liczyło się przede wszystkim to niezwykłe uczucie ciepła i spokoju, którym delektowała się podobnie jak smakiem i zapachem mięty, a także radość z poprawy samopoczucia, które jeszcze kilka godzin wcześniej było tak koszmarne.

„Człowiek, którego nie boli głowa, nie jest w stanie zrozumieć, jaki jest szczęśliwy” – pomyślała, sącząc z rozkoszą pachnący napar. – „Rozumie to dopiero ktoś, kogo mocno boli, a potem przestaje. Cudowne uczucie, jakbym narodziła się na nowo!”

– Masz tutaj grzebień, elfiku – Majk podszedł i podał jej grzebień z szerokimi zębami. – Do długich włosów taki rzadszy chyba będzie najlepszy, dobrze obstawiam?

– Znakomicie, bardzo ci dziękuję – uśmiechnęła się z wdzięcznością Iza.

Odstawiła kubek z miętą na stolik i przejąwszy grzebień z jego ręki, przystąpiła do rozczesywania mokrych włosów. Majk usiadł na sąsiednim fotelu i z leciutkim uśmiechem na ustach przyglądał się spod oka, jak przechyla głowę i wdzięcznymi ruchami przesuwa grzebieniem po włosach, podtrzymując je ręką, by zachować płynność rozczesywania ich od nasady aż po same końcówki. W jego oczach pojawił się delikatny, ledwie uchwytny promyczek światła, który powoli zdawał się narastać… i nagle zgasł.

Ocknął się i stanowczym gestem podsunął jej talerzyk z sucharami.

– Dobra, a teraz wmiataj mi piorunem te sucharki! – rozkazał jej wesoło. – Przynajmniej jednego musisz zjeść przy mnie, nie podaruję ci!

Iza odłożyła grzebień na podłokietnik fotela i sięgnęła po sucharek.

– Powiedz Szczepciowi, że będę u niego we wtorek, dobrze? – poprosiła, nadgryzając kawałek i przełykając go z trudem, gdyż w gardle ciągle czuła nieprzyjemną suchość. – Obiecałam mu, że będę dzisiaj rano, i boję się, że przez cały dzień martwi się, dlaczego nie przyszłam…

– Jasne – skinął głową Majk. – Niczym się nie martw, Izulka, ogarnę go i wszystko mu wytłumaczę. Sprawdzę też, czy bierze leki, wcisnę mu to leczo i tak dalej. Będzie pod każdym względem dopieszczony, daję ci na to słowo.

– Tylko nie mów mu, że upiłam się brandy – zastrzegła Iza, maczając sucharek w mięcie i bez entuzjazmu odgryzając kolejny kęs. – Nie chciałabym się tym chwalić… Już i tak w pracy zrobiłam niezłą oborę – westchnęła, posępniejąc. – Wstyd mi będzie spojrzeć w oczy Chudemu… i Antkowi, i dziewczynom…

– Przestań – przerwał jej łagodnie Majk. – Nie musisz się niczego wstydzić, wszyscy w firmie wiedzą, kto nałogowo pije brandy, więc całe odium i tak spadnie na mnie. I dobrze. Zasłużyłem sobie na to. A tobie do końca życia będę wdzięczny za to, co dla mnie zrobiłaś. I to mnie powinno być wstyd. Pięknie ci się odwdzięczyłem za to, że przybiegłaś mnie ratować…

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział XLII (11)


Dodaj komentarz