Anabella – Rozdział XLII (cz. 11)

Przechylił się w jej stronę i nakrył dłonią jej lewą dłoń spoczywającą na stole przy kubku z miętą. Iza uśmiechnęła się leciutko i pokręciła głową.

– Taka przecież była umowa – zauważyła, pozwalając mu gładzić opuszkami palców wierzch swej dłoni. – Wymagał tego regulamin terapii.

– Tak, ale regulamin nie wymagał, żebyś słuchała głupich pomysłów idioty i piła za niego brandy – zauważył z przekąsem. – A ja, kretyn, tak zabrnąłem w te swoje tępe refleksje, że nawet nie zorientowałem się, kiedy to wypiłaś. Wykiwałaś mnie, mała spryciaro – uśmiechnął się, wyciągając również drugą rękę i ujmując jej dłoń w obie swoje. – No i co poradzić? Taki jest mój elfik. Zawsze cichutki, dyskretny… i zawsze gotowy pomóc, nawet kosztem samej siebie. A stary frajer Majk znów pali się ze wstydu.

– Niepotrzebnie – zapewniła go z uśmiechem Iza. – Wczoraj oboje zawaliliśmy sprawę. A skoro każde z nas ma coś na sumieniu, to chyba jesteśmy kwita, prawda?

– Nie – pokręcił głową. – Moje winy są cięższe i to ja znowu jestem twoim dłużnikiem. Ale porozmawiamy o tym już jutro, Izula – dodał, ściskając mocniej jej dłoń w swoich, a chwilę potem puszczając ją, by podnieść się z fotela. – Muszę lecieć, a ty dokończ tego sucharka i połóż się do wyra, bo widzę, że jeszcze słabo się czujesz.

– To prawda – przyznała Iza, którą znów zaczęła ogarniać słabość, a w potylicy pulsowały jej igiełki nawracającego bólu. – Ale nie zjem już więcej, Majk… nie mam apetytu.

Odłożyła zjedzonego do połowy sucharka na brzeg talerzyka i spojrzała na niego prosząco. Patrzył przez chwilę z góry w jej wzniesione ku niemu oczy, po czym uśmiechnął się i pokiwał głową, odgarniając sobie opadającą na czoło grzywę.

– Okej – zgodził się wspaniałomyślnie. – Zaliczam ci na dzisiaj tę połówkę suchara. Jutro odzyskasz apetyt i wszystko nadrobisz, już moja w tym głowa. A teraz połóż się i spróbuj zasnąć, elfiku. Ja lecę w trasę. Wrócę nad ranem.

– Zajęłam ci łóżko – uświadomiła sobie nagle z niepokojem Iza.

– Spokojnie, tak ma być – zapewnił ją beztrosko. – Ja pośpię na kanapie w salonie, pościeliłem już tam sobie i jest całkiem wygodnie. No, na razie – dodał, schylając się nad nią i delikatnie przesuwając dłonią po jej policzku. – Śmigaj w kimkę, Izulka, jesteś blada jak duch, a ja jutro rano chcę zamiast tego widma widzieć tutaj zdrową i wesołą buzię. Tak się umawiamy, okej?

– Okej, szefie – uśmiechnęła się Iza. – Dopiję jeszcze tylko tę miętę i idę spać. Dziękuję… Biegnij już i pozdrów ode mnie Szczepcia. I nie mów mu…

– Nie bój się, nic mu nie powiem – zapewnił ją Majk, kierując się w stronę drzwi. – Dobrej nocy, śpij spokojnie!

Iza przymknęła oczy i oparła się o zagłówek fotela. Znów trochę kręciło jej się w głowie, zapewne z powodu wysiłku, który podjęła przy kąpieli i który dopiero teraz dawał o sobie znać. Jej mięśnie coraz mocniej opanowywała słabość połączona z nużącym drżeniem, które wskazywało na przeciążenie układu nerwowego. Słyszała krzątaninę Majka w przedpokoju, a potem cichy trzask zamykających się drzwi i chrobot klucza w zamku. W mieszkaniu zapadła cisza.

Dziewczyna z westchnieniem sięgnęła po kubek z miętą i upiła kilka łyków. Następnie powoli wstała z fotela, trzymając się za głowę, która przy tym manewrze znów zaczęła niebezpiecznie pulsować, zrzuciła z siebie szlafrok, odkładając go na oparcie stojącego przy łóżku krzesła, zgasiła światło, po czym, ustawiwszy w zasięgu ręki pozostawioną przez Majka butelkę niegazowanej wody mineralnej, z przyjemnością wsunęła się pod pachnącą świeżością kołdrę. Dopiero wtedy zauważyła, że jedna z zasłon była lekko odsunięta i wpuszczała rozproszone światło nocnej iluminacji miasta, co oznaczało, że rano przez tę szparę mogło wpadać słońce i razić ją w oczy. Nie miała już jednak ani siły, ani motywacji, żeby wstać i poprawić zasłonę. Nim zdążyła zebrać myśli i naprowadzić je na jakikolwiek wątek, zasnęła kamiennym snem.

Spała tak mocno, że kiedy osiem godzin później w zamku znów zachrobotał klucz, nie słyszała zupełnie nic. Nie widziała też wsuwającej się ostrożnie do pokoju sylwetki Majka, który na palcach zbliżył się do jej łóżka i zatrzymał się zafascynowany widokiem, jaki roztoczył się przed jego oczami. Przez uchyloną zasłonę do sypialni wpadał ukośną smugą promień księżyca, który nieziemskim blaskiem oświetlał twarz śpiącej dziewczyny. Spała jak dziecko, z włosami rozsypanymi na poduszce, z jedną ręką odrzuconą za głowę i lekko rozchylonymi ustami, a na jej obliczu malował się głęboki spokój, podkreślony i spotęgowany padającym nań lunarnym światłem. Kokardki i falbanki staromodnej koszuli nocnej, w którą była ubrana, sprawiały, że wyglądała jak mała dziewczynka, słodka i urocza w swej niewinności, pogrążona w kolorowych dziecięcych snach.

Majk przez kilka chwil wpatrywał się w ten obrazek z lekkim uśmiechem na ustach, po czym pochylił się nad śpiącą i ostrożnie zgarnął w jedno miejsce jej rozrzucone, poplątane włosy. Na tle świecącego ukosem księżycowego promienia odznaczyła się jego sylwetka z opadającą mu na czoło bujną grzywą. W oczach zapaliło mu się łagodne światełko… choć może było to tylko odbicie blasku księżyca?… Nie wiadomo. Przez jakiś czas tkwił nieruchomo w tej pozycji, powolutku gładząc ją po włosach tuż przy skroni. Wreszcie, jeszcze mocniej pochyliwszy się nad uśpioną dziewczyną, przelotnie i z najwyższą ostrożnością musnął ustami jej czoło, a następnie wyprostował się i wycofał z sypialni, bezszelestnie przymykając za sobą drzwi.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)


Dodaj komentarz